– Na dwieście punktów możliwych do zdobycia uzy–Uzyskałeś podczas egzaminów wstępnych aż 196, z egzaminów kierunkowych dostałeś same piątki. Czy egzamin był dla ciebie trudny?
– Nie, chociaż był dość obszerny. Na przykład pisemny z matematyki składał się z dwudziestu pytań, obejmował wszystkie działy matematyki, które poznaliśmy w szkole, ale wymagana wiedza nie wykraczała poza program. Dziesięć łatwych pytań po dwa punkty i dziesięć trochę trudniejszych – po trzy punkty. Podobnie z fizyki było dwadzieścia pytań. Na każdy test dostaliśmy trzy godziny. W sumie egzaminy trwały pięć dni.
– Czy egzamin powinien zawierać pytania z informatyki?
– Nie, gdyż wszyscy powinni mieć równe szanse. W wielu szkołach nie ma pracowni mikrokomputerowych. Natomiast uważam, że egzamin na politechnikę powinien być trudniejszy.
– Duzo osób z twojej klasy zdawało na studia?
– Przecież po liceum nie ma innego wyboru – z mojej klasy prawie wszyscy. Chociaż niektórzy podejmowali dla mnie zaskakujące decyzje: zdawali na polonistykę, bibliotekarstwo.
– Ile osób zdawało na elektronikę?
– Tylko ja jeden z klasy.
– I to z klasy o profilu matematyczno–fizycznym szkoły o takiej renomie jak XIV Liceum Ogólnokształcące im. Gottwalda! Czyżby inni uważali, że studia na elektronice są za trudne? A może szkoła nie zainteresowała ich elektroniką?
– Przyczyny są złożone. Myślę, że najpierw trzeba się zastanowić, kto trafia do szkoły. Przeważnie uczniowie, którzy mają w niej starsze rodzeństwo. Duża część kieruje się panującą modą – szkoła nasza jest znana. Później są rozczarowania, gdyż w „Gottwaldzie” matematyki jest bardzo dużo. Tylko najodporniejsi nie mają dość matematyki po czterech latach.
– Ale przecież matematyka to nie wszystko. Jest jeszcze na przykład informatyka.
– Zabrzmi to zaskakująco, ale nie mieliśmy w ogóle informatyki! Na lekcjach fizyki nauczyciel trochę próbował przybliżyć nam informatykę. Ale to była tylko namiastka – komputer był wykorzystywany do ilustrowania omawianych problemów. Na przykład była lekcja o ruchu harmonicznym – wtedy nauczyciel podawał nam schemat programu, który skrupulatnie wpisywaliśmy do komputera – a potem z przyjemnością patrzyliśmy na efekty widoczne na ekranie. To wszystko. Mieliśmy w szkole pracownię mikrokomputerową, ale była ona cały czas oblegana i w niej raptem cztery ZX SPECTRUM, z których szybko dwa się spaliły a to, co ocalało, powędrowało pod klucz. Zresztą tłok w pracowni był tak wielki, że mnie zniechęcał. Ja chciałem poznać tajniki programowania, numery, które można robić z komputerami – a ludzi interesowały gry.
– Więc jak rozwijałeś swoje zainteresowania informatyką?
– W długie zimowe wieczory czytałem książki, układałem programy. Dziś najbardziej fascynuje mnie PASCAL, gdyż BASIC jest zbyt prymitywny.
– A potem nową wiedzę sprawdzałeś na komputerze?
– Niestety, nie mam komputera. I to jest mój największy problem. Praktycznie pracuję na sucho... czysto teoretycznie.
– Czy nie masz z tego powodu kompleksu? W twojej grupie na pewno będą ludzie, którzy mają własny sprzęt i solidne przygotowanie informatyczne.
– Kompleksy to za dużo powiedziane. Zdaję sobie sprawę, że na początek będę musiał więcej od nich popracować. Może w czasie studiów uda mi się wyjechać za granicę, trochę zarobić i kupić komputer, który tak kosztuje kilkaset dolarów, a u nas kilkaset tysięcy. Niestety – pod względem sprzętu, jego poziomu i produkcji jesteśmy sporo w tyle. To, co na świecie było modne dziesięć lat temu – u nas ciągle jest w cenie.
– Czy to nie zniechęca cię do studiów na politechnice?
– Z zamiarem studiowania na politechnice poszedłem do liceum. Obserwując to, co dzieje się na świecie, myślę, że nowoczesny sprzęt kiedyś dotrze także i do nas.
– Czy miałeś jakąś styczność z takim nowoczesnym sprzętem?
– Nie, w szkole – jak już mówiłem – były ZX SPECTRUM. Nie urządzano żadnych wycieczek do pracowni informatycznych. Szkoła nauczyła mnie dobrze matematyki, fizyki – i to wszystko. Swoją wiedzę informatyczną – tuż przed pójściem na studia – oceniam jako bardzo skromne minimum. Mam ogólne pojęcie – i to dość mgliste – co to jest informatyka. Uważam, że można było lepiej wykorzystać te cztery lata w ogólniaku. W takich klasach jak matematyczno–fizyczna przynajmniej raz w tygodniu przez godzinę powinna byc wykładana informatyka. Tego wymagają późniejsze studia absolwentów liceum. Także wymaga tego praca późniejszych absolwentów uczelni. Ta edukacja powinna zaczynać się już od pierwszej klasy szkoły średniej. Pozwoli to później uniknąć ludziom rozczarowań, pozwoli na bardziej świadome decyzje w podejmowaniu studiów.
– A jak sobie wyobrażasz studia na kierunku informatyki?
– Przede wszystkim oczekuję, że zostanę dobrym inżynierem. Zajęcia? Koniecznie swobodny dostęp do komputera, bez tłoku, spokojnie można bez pośpiechu układać własne programy, później je sprawdzić. Uzyskać pomoc asystentów, nawet profesorów. Ważne jest zapewnienie możliwości rozwijania zainteresowań: dużo lektury z całego świata, możliwość poznania najnowszych języków programowania, najnowszego sprzętu. Chociaż wiadomo, że są kłopoty z dewizami – to przynajmniej powinna być możliwość poznawania opisów technicznych, konstrukcyjnych.
– Na jakim komputerze chciałbyś pracować?
– Myślę, że najlepszy byłby IBM PC.
– Jak wyobrażasz sobie zastosowanie wiedzy zdobytej na studiach?
– Na razie nie widzę barier w zorganizowaniu przyszłości, znalezieniu pracy. Dla mnie jest to zbyt odległa perspektywa. Poza tym wszystko teraz zależy od studiów; od tego, co uda mi się zobaczyć, jaki sprzęt poznać, jakich języków programowania nauczyć. Studia zadecydują, co będę robił jako informatyk.
Rozmawiali
Sławomir Polak, Roman Wojciechowski




