Sklepy z komputerami pojawiły się przy wszystkich głównych ulicach Pekinu. Oferują najnowocześniejsze mikrokomputery, oprogramowanie i urządzenia towarzyszące. Większość towarów pochodzi z Japonii i Stanów Zjednoczonych — informuje „The New York Times".
Ceny są jeszcze astronomiczne — 45 600 juanów (średnia płaca wynosi w Chinach 70 juanów) za standardowy komputer osobisty firmy International Business Machines (IBM), a więc 15 500 dol. przy oficjalnym kursie wymiany, czyli osiem razy drożej niż w Stanach Zjednoczonych.
Jak stwierdza cytowany już „The New York Times”, ceny są tak wysokie m.in. dlatego, że towary te często pochodzą z tzw. zielonego rynku, czyli trafiły do Chin bez oficjalnego zezwolenia rządu amerykańskiego i importerzy mogą dyktować warunki.
Kto odwiedza zatem sklepy z komputerami? Profesorowie fizyki i matematyki, leśnicy i agronomowie, nafciarze, przedstawiciele linii lotniczych, banków, wielkich zakładów produkcyjnych, projektanci. Nie kupują dla siebie — bo ich na to nie stać — lecz dla swoich organizacji, firm i uczelni. „Dian nao” czyli „elektryczny mózg” — jak niepoprawnie nazywają komputer — stał się w Chinach towarem bardzo modnym.
Przed renomowanymi, zachodnimi firmami komputerowymi otworzył się dziewiczy zgoła rynek. Przypomina to gorączkę z połowy XIX wieku, kiedy to Chiny rozwarły wrota dla zagranicznych produktów. Dziesiątki amerykańskich i japońskich producentów sprzętu informatycznego otwiera w Chinach swoje przedstawicielstwa.
Według szacunkowych danych, w dzisiejszych Chinach, liczących ponad miliard ludzi, pracuje łącznie około 70 tys. komputerów. W ub. roku wyprodukowano w ChRL ponad 20 tys. systemów mikrokomputerowych. Dodajmy do tego import za 425 mln dolarów. Urząd statystyczny szacuje liczbę instytucji i zakładów wykorzystujących komputery na ok. 10 tys., przy czym dane te nie obejmują sił zbrojnych. Jeszcze przed 5 laty tylko 100 zakładów i instytucji korzystało z komputerów!
Kilka „bitów” historii: postęp w dziedzinie produkcji komputerów — ale głównie na potrzeby armii — był stały i nawet rewolucja kulturalna nie potrafiła mu w istotnym stopniu zaszkodzić. Pierwsza maszyna licząca, opatrzona kodem 103, przeprowadzająca tysiąc operacji na sekundę, powstała w 1958 r., wersja 104 (10 tys. operacji na sek.) — w 1959, model 119 (50 tys. operacji na sek.) — w 1964 roku. Były to oczywiście komputery lampowe. Druga generacja — oparta na tranzystorach — zrodziła się w 1983 r., trzecia — wykorzystująca układy scalone — rozwijała się w latach 1971—1979. Już w 1972 r. model 150 miał zdolność przeprowadzania miliona operacji na sekundę. Pod koniec 1983 r. chińskie środki masowego przekazu poinformowały o wyprodukowaniu w ChRL pierwszego, całkowicie własnego superkomputera, zdolnego do przeprowadzenia 100 milionów operacji w ciągu sekundy. Urządzenie to o nazwie Yinhe, czyli galaktyka, albo jak kto woli — droga-mleczna, zostało opracowane przez grupę naukowców: z Uniwersytetu Nauk Obronnych i Wojskowych w Changsa. Chiny weszły dzięki temu do grona kilku krajów świata zdolnych produkować tak wielkie i skomplikowane maszyny. Dziś w całych Chinach pracuje ponad 4 tys. wielkich komputerów, a produkcja tych urządzeń
— wszelkich rozmiarów i o różnym zastosowaniu — jest jednym z podstawowych kierunków, rozwoju przemysłu w okresie siódmego planu - pięcioletniego (1986—1990). Podjęto już konkretne działania
— w przyszłym roku w Kwangczu amerykański koncern IBM, wspólnie z chińską firmą komputerową ma rozpocząć produkcję typu 5550, bliskiego krewnego modelu w komputerze, żaden jednak nie okazał się doskonały. W tej chwili najbardziej zaawansowane są w tej dziedzinie dwie firmy amerykańskie - IBM i Wang.
I inne cienie komputeryzacji w Chinach: według „Renmin Ribao” tylko połowa zainstalowanych w Chinach komputerów jest efektywnie wykorzystywana. Dla porównania pekiński dziennik przytacza kilka wysokouprzemysłowio-nych krajów, w których wykorzystywanie sieci komputerowej sięga nawet 98,5 proc. Straty wynikające z przestoju bądź niewykorzystywania komputerów sięgają natomiast około 10,5 mld juanów.
Dotychczasowa struktura organizacyjna przemysłu chińskiego, niewielki zakres swobody w podejmowaniu decyzji przez kierownictwa największych nawet i zakładów, nie sprzyjają, stosowaniu komputerów. Chiny nie dysponują zresztą odpowiednią liczbą fachowego personelu do obsługi i konserwacji tych bardzo przecież skomplikowanych urządzeń.
Technika komputerowa jest przedmiotem wykładanym na 90 wyższych uczelniach, ale co roku, studia na tym kierunku kończy zaledwie 2.5 tys. osób. Od czerwca 1983 roku prowadzone jest szkolenie kadr kierowniczych w gospodarce w zakresie posługiwania się techniką komputerową w zarządzaniu. Przez trzy lata — na zasadzie rotacji szkolą się dyrektorzy, z ok. 3 tys. chińskich zakładów produkcyjnych. Dodajmy do tego 41 ośrodków szkolenia techników komputerowych i dalszych 10 w budowie. W sumie liczba specjalistów zajmujących się konserwacją i naprawami komputerów wynosi zaledwie 20 tys. Koszty wynikłe z niewłaściwego użytkowania stanowią już ok. 20 proc. wartości samego sprzętu.
Istnieją też czynniki obiektywne. W niektórych rejonach Chin często wyłączany jest prąd, komputery nękają spadki napięcia, burze piaskowe, wilgotne upały oraz przejmujące mrozy. A komputer to urządzenie bardzo delikatne. Może się też zdarzyć, że unieruchomią go — rzecz nie do pomyślenia w innych krajach — szczury.
Często na zapoznanie się z nowoczesną techniką wyjeżdżają za granicę ludzie nie mający wiele wspólnego z praktycznym obsługiwaniem komputera. Chodzi po prostu o wycieczkę, ponieważ dostawca — czego strona chińska domaga się w każdym kontrakcie — zobowiązuje się do przeszkolenia na swój koszt pewnej liczby chińskich użytkowników.
Ale Państwo Środka weszło już na drogę nowoczesności i mimo rozlicznych przeszkód natury wewnętrznej jak i zewnętrznej, posuwa się po niej w niezłym tempie do przodu.
Elżbieta Weggi, Wiktor Weggi


