Jak dotąd prym wiedli Amerykanie; katastrofa „Chellangera” i wielokrotnie odkładany start kolejnego wahadłowca pełniej ukazały możliwości radzieckie. A przecież do tego wyścigu stanęły również Japonia i Europejska Agencja Kosmiczna (ESA).
W Związku Radzieckim prócz „Burana”... wyniesionego niedawno na orbitę w locie automatycznym testuje się jeszcze 2-osobowy minikosmolot, który w trakcie prób wynoszony był na orbitę przy użyciu rakiety SL-16. Natomiast 11 innych krajów europejskich reprezentuje w tym wyścigu ciągle jeszcze udoskonalany Hermes, który startował będzie z pomocą francuskiej rakiety Ariane 5. Statek, którego start nastąpi w roku 1995-6, zabierał będzie 4 astronautów oraz 5 ton ładunku.
Na Dalekim Wschodzie dwie japońskie agencje — Krajowe Laboratorium Przestrzeni Kosmicznej oraz Instytut Astronautyki i Przestrzeni Kosmicznej uczestniczą w pracach nad własnym modelem wahadłowca. Tu jednak problem stanowią finanse, gdyż program budowy tylko częściowo finansowany jest z funduszy rządowych. Zaawansowanie prac studyjnych oraz konstruktorskich pozwala jednak przypuszczać, że japoński statek kosmiczny wielokrotnego startu swą pierwszą podróż odbędzie w okolicy roku 2000.
Jak widać z rysunków i schematu, zarówno amerykański wahadłowiec jak i radziecki „Buran” „na oko” nie różnią się zbytnio. Amerykanie przyznają jednak, że ich statek zabiera mniej ładunku niż radziecki. Również kształt skrzydeł kosmolotu zapewnia mu lepszą niż jego amerykańskiemu kuzynowi stabilizację podczas lotu w atmosferze. Ponadto projekt radziecki uwzględnia zapas paliwa do napędu silników kosmolotu, który, jeśli nie uda się pierwsza próba lądowania, może ją powtórzyć.
I Sukcesem radzieckich konstruktorów jest również rakieta SL-16. Najważniejszą jej zaletą jest powtarzalność, czyli możliwość łączenia dla określonych zadań w „wiązki”. Tak było podczas startu „Burana”, który wisiał na zewnętrznym zbiorniku paliwa oblepionego przez cztery rakiety SL-16. Jeśli do tego układu dodane zostaną dwie, a nawet więcej SL-16, statek-kolos będzie w stanie wynieść na orbitę 100, a nawet więcej, ton.
Przy takich jak radziecki czy amerykański programach kosmicznych europejski Hermes wydaje się jakby mniejszy i nie dość ambitny. Dostatecznie jednak silny — jak twierdzą jego konstruktorzy — by dotrzeć tam, gdzie latają jego amerykańscy kuzyni i gdzie pracuje radziecka stacja kosmiczna.
— Nasze studia nad programem — przypomina jego dyrektor Bernard Deloffre — trwają już odprawie 10 lat. Podobnie jak w USA, także i w naszym gronie byty kontrowersje, czy powinniśmy skoncentrować się na automatyce, użyciu robotów — jak Rosjanie — czy ludzi. Ostatecznie stanęło na ludziach.
Prócz konstrukcji Hermesa, prace koncentrują się I równocześnie nad rozbudową rakiety nośnej Ariane 5. Jako rakieta wynosząca europejską wersję kosmolotu Ariane może mieć jedno lub dwustopniowy rdzeń (paliwo ciekłe) oraz dwa człony na paliwo stałe. Wa- I riant dwustopniowy rakiety wynieść może na orbitę geostacjonarną dwa sztuczne satelity ważące razem ok. 8,5 tony: Ariane 5 w wersji „zubożonej” (jednosto- I pniowa) tylko 5,5 t — na tę samą orbitę, zaś 3 razy I więcej na orbitę niską. Wynika stąd, ze ta wersja rakiety nośnej wystarczy na wyniesienie maksymalnie załadowanego Hermesa, który przewidziany jest jako statek wielokrotnego użytku pełniący rolę usługową i serwisową. Specjalizował będzie się natomiast jako powietrzna taksówka w przewozie ludzi — kosmonautów do i ze stacji kosmicznej.
— Chcemy być atrakcyjni, również finansowo, zarówno dla Amerykanów, Rosjan jak i Japończyków — tłumaczy Deloffre — dlatego też Hermes będzie zgodny ż ich typami dokowania.
Chociaż dużo mniejszy niż wahadłowiec, Hermes będzie mógł pozostawać na orbicie dwukrotnie dłużej — tzn. do 16 dni. W razie potrzeby, kosztem zmniejszenia przestrzeni bagażowej okres ten będzie można przedłużyć do 30 dni.
Wraz z jego budową zaawansowane są prace naziemne we francuskim ośrodku lotów kosmicznych w Gujanie, gdzie m.in. przygotowywany jest 6 kilometrowy betonowy pas dla lądującego statku, który szybując, powraca z kosmosu.
Problem osłony termicznej europejskiego wahadłowca sprawiający tyle kłopotu NASA konstruktorzy Hermesa zamierzają rozwiązać w sposób mniej Skomplikowany. Rozważane jest wykorzystanie płyt (wym. 1 m2) lżejszego i mniej kruchego niż made in USA materiału ceramicznego lub stopu metali.
Również wnętrze Hermesa będzie — zdaniem jego konstruktorów — nowocześniejsze. Sięgając po nowoczesną technologię — tłumaczy dyrektor Deloffre, szukamy sposobów, by uczynić go lżejszym i bardziej ekonomicznym, a także bezpiecznym.
Budżet ESA przewiduje wybudowanie tylko dwóch wahadłowców (a'1 mld dol.). W cenę podaną z 20 proc. naddatkiem wliczone zostało 6 testów startu i lądowania (w tym jeden z użyciem przystosowanego Airbusu A 300) i jeden lot w kosmos.
— Sądzimy, iż przekroczymy koszty eksperymentu — wyjaśnia dyrektor — gdyż wymaga on — już w fazie wdrażania — co najmniej 3 statków.
Najmniej na tym forum kosmicznych przewoźników mają do powiedzenia konstruktorzy zachodnioniemleccy. Ale też ich program jest najbardziej odległy w czasie. Dwustopniowy Sanger, który wystartuje za 20 lat, powstaje w koncernie Messerschmitta.
Kto wygra w tym challangeu, zobaczymy za kilka lat. Jak dotąd rynek kosmiczny podzielony jest między dwa supermocarstwa, z których Związek Radziecki zaproponował ostatnio niższe stawki za fracht.
Na podst. „Popular Science"
oprac.
Franciszek Penczek




