W tym miejscu chciałbym poczynić dygresję osobistą. Mniej więcej 15 lat temu opublikowałem w Tygodniku ITD swój pierwszy w życiu artykuł. Z pozycji studenta trzeciego roku Wydziału Elektroniki PW kreśliłem wizję rozwoju elektronicznej techniki obliczeniowej w Polsce. Artykuł nosił tytuł: „Kogo uczyć informatyki?”, a odpowiedź stwierdzała, a jakże, że wszystkich, tzn. wszystkich studentów wszystkich wydziałów wszystkich typów uczelni. Było to dla nas na elektronice tak wówczas oczywiste, jak to że dwa razy dwa jest zazwyczaj cztery. Byliśmy zresztą przekonani, iż za kilka lat taka powszechna edukacja z pewnością stanie się faktem.
Minęło 15 lat i oto z diagnozy zawartej we wspomnianym „Programie rozwoju” można się dowiedzieć, że:
W ciągu minionego dziesięciolecia nie udało się rozwinąć problemu wyposażenia uczelni we współczesny sprzęt komputerowy.
Dotychczasowe programy studiów na różnych kierunkach (wyłączając informatykę) w większości przypadków zawierają tylko informacje o zakresie nauczania podstaw informatyki, natomiast nie przewidują zastosowania jej metod w przedmiotach zawodowych, w projektach, pracach przejściowych i dyplomowych...
Na kierunkach informatycznych powstały takie niekorzystne zjawiska jak zahamowanie rozwoju kadr naukowych, niedostateczna w stosunku do potrzeb liczba habilitacji i doktoratów, opóźnienie tematyki badawczej ośrodków naukowych w stosunku do kierunku badań informatycznych na świecie...
Brak sprzętu, oprogramowanie i kadry wykładowców sprawia, że kształcenie informatyczne na kierunkach nieinformatycznych jest niedostateczne, a co za tym idzie umiejętności absolwentów polskich szkół wyższych w zakresie programowania oraz czynnego posługiwania się środkami i metodami informatyki są niewystarczające.
Wszystko to jest alarmujące, ale najgroźniejszy efekt daje dopiero zsumowanie tych trudności cząstkowych. Okazuje się otóż, że nastąpiło swoiste ujemne sprzężenie zwrotne, tzn. „Brak dostatecznej liczby wykładowców i nauczycieli informatyki jest skutkiem tych trudności, ale sam z kolei staje się powodem ograniczania zakresu i poziomu kształcenia i szkolenia informatycznego a przez to dalszego narastania negatywnych zjawisk w informatyzacji kraju”.
Jak przerwać tę pętlę niemocy? Autorzy Programu widzą dwa główne skądinąd oczywiste sposoby. Należy zapewnić sprzęt i ludzi. Ale jak sami zaraz stwierdzają: „Sprawa sprzętu budzi największy niepokój”. Żeby niepokój ten przezwyciężyć konieczne są nakłady w wysokości 23 mld zł i 15 mln. dolarów, wtedy nasze uczelnie można będzie w miarę zadawalająco nasycić sprzętem komputerowym. Podaję te liczby gwoli dziennikarskiego obowiązku, bo jest to jedyne, co w przypadku takich sum mogę zrobić.
Mogę natomiast apelować o zwiększenie liczby kształconych informatyków, stanowiących przecież kadrę niezbędną dla podejmowania jakichkolwiek działań w tym zakresie. Obecnie rozpoczyna corocznie studiowanie informatyki ok. 300 osób w skali kraju. Projekt planu na lata 1986–90 mówi o 380. Tymczasem autorzy „Programu...” przekonują, że należy corocznie przyjmować na studia informatyczne minimum 520 osób (tj. tyle co w roku 1980). Należy poprzez te postulaty, gdyż inaczej możemy stanąć przed najtrudniejszą barierą rozwoju – barierą kadr.
Publikujemy obok rozmowę z Norbertem Krzakiem, studentem pierwszego roku Instytutu Informatyki PW (na egzaminie wstępnym uzyskał 196 punktów na 200 możliwych). Składając na ręce Norberta życzenia sukcesów adresowane do wszystkich rozpoczynających w październiku br. swą akademicką przygodę chciałbym w imieniu całego Zespołu „Bajtka” wyrazić nadzieję, że to właśnie wy przyczynicie się do przerwania pętli niemocy polskiej informatyki. Nadzieje te adresuję zresztą nie tylko do studentów informatyki.
Informatykę można bowiem w dużym stopniu porównać z matematyką, której naucza się przecież na większości kierunków studiów. Jednak wykłady z matematyki straciłyby swój sens, gdyby wykładowcy przedmiotów zawodowych nie korzystali z metod matematycznych. Tak samo wykłady z podstaw informatyki tracą swój sens, jeżeli wykładowcy z przedmiotów zawodowych nie będą korzystać z metod i środków informatyki. Ale... wykładowcy nie są wcale niezbędni, aby mogli się posługiwać informatyką studenci! Co stoi bowiem na przeszkodzie, aby ułatwić sobie na przykład wykonywanie standardowych przecież projektów prac przejściowych, poprzez ułożenie programu, który zaoszczędzi całej grupie kilku tygodni mechanicznych obliczeń i kreśleń. Że zakpicie sobie w ten sposób z paru asystentów? A czy ktoś tego zabronił?
Zakładajcie studenckie koła naukowe informatyki, opanowujcie istniejące kluby komputerowe organizowane pod patronatem różnych instytucji i organizacji (które już wyciągnęły z państwowej kiesy sporo pieniążków na ten cel), domagajcie się szerszego otwarcia drzwi do wydziałowych i uczelnianych ośrodków obliczeniowych, w ostateczności wpadnijcie do „Bajtka”. Na sprzęcie, który posiadamy da się obliczyć i wykreślić niezłe prace przejściowe? Róbcie zresztą cokolwiek. Tylko nie czekajcie z założonymi rękami aż informatyka w Polsce stanie się faktem!
Waldemar Siwiński

