Zagranica

Andrzej Person

Spaść z Byka

Ekwilibrystyka na dzikich koniach i rozjuszonych bykach. Rodeo. Sport czy bezsensowne ryzyko? Niepotrzebna brawura czy sprawdzian męskości? Jedno jest pewne — ten artykuł nie jest przeznaczony dla ludzi o słabych nerwach.

Charlie Sampson, czarnoskóry kowboj z Los Angeles będzie pamiętał dzień 24 września 1983 roku do końca tycia. I jak się za chwilę okaże każdy w jego sytuacji zachowałby się podobnie. Rodeo w Landover zapowiadało się bardzo atrakcyjnie z wielu powodów. Przede wszystkim na osobistą prośbę prezydenta Reagana, wielkiego miłośnika rodeo, po dwuletniej przerwie spowodowanej bardzo ciężką kontuzją wrócił im arenę sam Donnie Gay. Ten siedmiokrotny mistrz świata w ujeżdżaniu byków wycofał się ze sportu, gdy po raz kolejny stratowany przez byka zbliżył się do tej najcieńszej granicy miedzy życiem i śmiercią. Jednak wrócił. Przede wszystkim po to, by zdobywając ósmy tytuł stać się mistrzem wszechczasów. Do tej pory champion lat sześćdziesiątych Jim Shoulders i właśnie Gay zdobyli mistrzostwo świata po siedem razy.

Jednak rodeo w Landover przeszło do historii za sprawą Sampsona. Był on wówczas obrońcą tytułu mistrza świata i niemal pewnym kandydatem do kolejnego championatu. Tymczasem już pierwszy byk wylosowany przez Sampsona okazał się tym, o którym kowboje mówią, że takie bydlę ma największą frajdę nie w samym zrzuceniu jeźdźca, ale przede wszystkim w pogruchotaniu mu wszystkich kości i następnie wdeptaniu w ziemię mocarnymi kopytami.

Sampson przypuszczał, że ta przebiegła bestia schyliła głowę tylko po to, aby wprowadzić jeźdźca w błąd (bo byki rzeczywiście są tak szkolone, by wykonywać pozorowane ruchy) i za chwilę katapultować go zadem. Pochylił się więc do przodu. Niestety pomylił się tragicznie. W tym samym momencie otrzymał straszliwy cios tyłem byczej głowy. Po tym uderzeniu ani jedna kość twarzy kowboja nie pozostała cała. Byk jednak na tym nie poprzestał, trafił Sampsona jeszcze raz, rogami, po czym z wielką satysfakcją potraktował bezwładnie leżące ciało tylnymi kopytami...

Trzy miesiące później stała się rzecz niewiarygodna — Sampson znów pojawił się na arenie, wygrał kolejno 10 rodeo i zdobył drugi z rzędu tytuł mistrza świata!

Bryan McDonald, szef związku zawodowego zawodników rodeo stwierdził po prostu, że Charlie Sampson pokonał wszelkie granice tolerancji na ból i strach, jeśli kiedykolwiek w tym sporcie istniały.

Corocznie w grudniu przez 9 dni Oklahoma City opanowana jest przez kowboi. 15 tysięcy ludzi co wieczór w hali Myriad podziwia Wielki Finał Rodeo. Są to ostatnie zawody w sezonie, tym samym wyniki tych zawodów decydują o rozdziale tytułów mistrza świata w 8 konkurencjach.

Europejczyk wiedzę o tej dziwnej dyscyplinie sportu czerpie przede wszystkim z westernów. Prawda o rodeo jest bardziej skomplikowana, to nie tylko ujeżdżanie dzikich mustangów. Klasyczne konkurencje rodeo to także jazda na oklep na nieujeżdżonym koniu, wiązanie lassem cieląt, zapasy z wołem indywidualnie i drużynowo, wreszcie najbardziej popularna jazda na byku. We wszystkich tych konkurencjach decydującą rolę odgrywa czas.

Jak już powiedzieliśmy w latach 1982 i 1983 mistrzem świata w dosiadaniu byka. wobec absencji Gaya, był Murzyn Sampson. Jednak w 1984 Gay na stałe rozstał się z farmą ojca i powrócił do dawnego zawodu, ujeżdżacza byków. Poważnie myślał o ósmym tytule mistrza świata.

Tymczasem zmieniły się przepisy rodeo. Przed wycofaniem się Donnie startował średnio w 150 zawodach rocznie. Teraz managerowie tego sportu ograniczyli liczbę występów do 100. Miało to dla Gaya istotne znaczenie.

Tytuł mistrza świata uzyskuje bowiem ten zawodnik, który w ciągu roku zgromadzi największą liczbę nagród za zwycięstwa, czyli sumę pieniędzy. Tylko ta klasyfikacja ma znaczenie. Ponieważ Gay startował częściej niż rywale, zwykle na długo przed Wielkim Finałem miał już tytuł w kieszeni. Tym razem przed ostatnią rozgrywką przewaga Gaya nad Sampsonem była tak minimalna, że jeden więcej skuteczny przejazd dawał Murzynowi tytuł.

Zresztą Gay wcześniej ostro protestował przeciwko zmianie przepisów twierdząc, że managerowie rodeo celowo odebrali mu szanse, by zwiększyć atrakcyjność zawodów — ludziom znudziły się ciągłe zwycięstwa Raya Coopera (czterokrotny mistrz świata w wiązaniu cieląt) i moje. 

Pewnie tak było. W efekcie ubiegłoroczny finał w Oklahomie cieszył się jeszcze większym powodzeniem niż zwykle. Ceny biletów osiągały na czarnym rynku wysokość kilkuset dolarów.

Wielki Finał gromadzi po 15 najlepszych (czyli tych, którzy najwięcej zarobili) zawodników w każdej konkurencji.

Co wieczór odbywa się jedna próba we wszystkich ośmiu specjalnościach. Zwycięzcy otrzymują 900 tysięcy dolarów.

Jazda na byku jest konkurencją tyleż nieskomplikowaną regulaminowo co piekielnie trudną. Przepisy są jedno znaczne — trzeba utrzymać się na byczym grzbiecie przez 8 sekund, tylko wtedy próba jest zaliczona. Oczywiście każda sekunda dłużej to plus dla zawodnika...

Po ośmiu dniach, a więc po ośmiu próbach, sytuacja wciąż była otwarta. Gay prowadził, ale jego przewaga nad Murzynem wciąż była minimalna, wynosiła zaledwie 80 punktów, czyli wystarczyło zaliczenie ostatniej próby i mistrzem byłby Sampson.

Byki wykorzystywane w rodeo przechodzą specjalne szkolenie, zadaniem tych ćwiczeń jest wyrobienie w zwierzęciu jak największej agresji. Jednak te byki, które występują na arenie podczas Wielkiego Finału, to jednostki najbardziej „wybitne" w swojej branży.

Specjalnym przygotowaniem tych bestii zajmuje się 64—letni Freckles Brown, który dopiero 10 lat temu ukończył czynną karierę sportową, a wsławił się tym, że w wieku 46 lat wytrzymał na grzbiecie „Tornado" 8 sekund Ta sztuka nie udała się żadnemu kowbojowi przez sześć lat — „Tornado" podczas kilkuset zawodów był niepokonany.

Metody, jakie stosuje Brown wobec byków otoczone są tajemnicą, wiadomo jednak, że przegania on te stworzenia codziennie między 2 a 5 w nocy, by wieczorem były jeszcze bardziej wściekłe i nieprzystępne.

Nim Charlie Sampson wsiadł na "Hestona", by zdecydować o tytule mistrza świata, działy się tego ostatniego dnia Wielkiego Finału rzeczy straszne. Dla Sama Poutousa było to niestety ostatnie rodeo w życiu. Donnie Gay już po sekundzie opuścił niegościnny grzbiet osobnika imieniem "Kung Fu". Przed olbrzymimi rogami uratowała Gaya pomoc specjalnych kowbojów, którzy rozstawieni są co kilka kroków na arenie z zadaniem natychmiastowego ściągnięcia byczej agresji na siebie, gdy tylko zawodnik traci kontakt ze zwierzęciem. O wszystkim miał więc zdecydować Sampson i "Heston" Przez dokładnie siedem i czterdzieści pięć setnych sekundy Murzyn dokonywaj cudów ekwilibrystyki, by utrzymać się na byku. Znał swoją szansę. Wystarczyła chwila... Byk zatrzymał się, pochylił łeb i w tym momencie Sampson popełnił błąd — odchylił się. W jednym ułamku sekundy "Heston" "eksplodował", jego zad zamienił się w trampolinę, która wyrzuciła Charliego daleko za bandę. Donnie Gay przeszedł w ten sposób na stałe do historii rodeo.

Czy ta bezkrwawa corrida jest sportem? Kilkuset zawodników i setki tysięcy kibiców nie mają oczywiście wątpliwości Zostawiając ocenę Czytelnikom trzeba jednak koniecznie podkreślić, że w tej twardej walce o byt i wielkie pieniądze panuje niezwykle sportowa, wręcz rodzinna atmosfera.

Donnie Gay tak o tym mówi — rodeo to nie jest walka ludzi to pojedynek człowieka ze zwierzęciem i człowieka z samym sobą.

Andrzej Person

Czytaj także w dziale Zagranica
„Spaść z Byka ”
Andrzej Person - Razem nr 17 (433) 28/04/1985

Ekwilibrystyka na dzikich koniach i rozjuszonych bykach. Rodeo. Sport czy bezsensowne ryzyko? Niepotrzebna brawura czy sprawdzian męskości? Jedno jest pewne — ten artykuł nie jest przeznaczony dla ludzi o słabych nerwach.