Bajtek 3/1987
Bajtek 3/1987

Ufff... Kovidowo i niezdrowo - pomimo pewnych uchybień postanowiłem opublikować kolejny reduks Bajtka - to już, aż, dopiero, 3 numer z 1987 roku. Który być może gdyby nie randka z GEOSem i poszukiwania Fantastic Voyage (bo to musiała być taka fajna ...

Zobacz stronę związaną z tym artykułem w Reduksach Try2emu
Spis treści:

NIE TYLKO KOMPUTERY

Wojciech Łuczak

Słoneczna zupa

Najpierw pół godziny lotu Boeingiem 737 Indian Airlines z Delhi do Lakhnau — jednego z głównych miast stanu Uttar Pradesz, a potem przesiadka do automobilu przypominającego konstrukcyjnie nasze dawne Warszawy. Ale tylko takie właśnie pojazdy, wytwarzane całkowicie w Indiach (Hindusi z dumą to podkreślają) wytrzymują dziesiątki tysięcy kilometrów wąskich, asfaltowych, ale niezwykle wyboistych dróg Półwyspu Dekan.

Aby stanąć oko w oko z oszałamiającym technologicznym paradoksem rozwijającego się błyskawicznie kraju, pokonać musieliśmy we wnętrzu wozu Ambasador Mark IV około 90 kilometrów, poruszając się wśród płaskiego jak stół, trochę brunatnego, trochę szarego terenu Niziny Gangesu. Uttar Pradesz nie jest tak bezgranicznie biedny jak pustynny Radżastan, z którego ludzkie szkielety uciekają do wielkich miast, aby w pocie czoła harować w głębokich wykopach za kilkadziesiąt paisa dziennie (100 paisa to jedna rupia, czyli po oficjalnym kursie około 1/13 dolara). Ale do poziomu stopy życiowej przedmieść Madrasu jest tu tak daleko, jak na Księżyc.

Z tego wszystkiego co słyszeliśmy i widzieliśmy można wywnioskować, iż rząd oraz premier osobiście traktują te okolice jako rodzaj poligonu doświadczalnego cywilizacji. Stąd wywodzi się rodzina Ghandich. Rajiv — syn Indiry, dawniej kapitan — pilot pasażerskiego odrzutowca, dziś szef delhijskiego gabinetu, w parlamencie centralnym reprezentuje okręg Amethi niedaleko Jagdishpuru, dokąd właśnie zmierzamy. Podobno starannie wybrano adekwatne do warunków klimatycznych i glebowych modele rozwoju poszczególnych gmin. Postanowiono, że właśnie tam staną fabryki, a gdzie indziej zadba się o podnoszenie wyłącznie kultury rolnej. Na razie to początek traktu mającego wyprowadzić tych, którzy od pokoleń mozolnie zmagając się z ziemią usiłowali jedynie utrzymać się przy życiu, z ciemnoty i zacofania. Czasami jednak analfabetom o ciemnej jak heban skórze umożliwiono tak gwałtowny skok cywilizacyjny przez stulecia, że aż trudno w to wszystko uwierzyć.

W Jagdishpurze 3 marca 1984 roku Indira Ghandi uroczyście otworzyła podwoje nowoczesnej fabryki izolatorów należącej do ogromnego państwowego kartelu przemysłu elektrycznego Bharat Heavy Electricals Limited znanego już na światowych rynkach jako BHEL. O samym zakładzie można byłoby pisać w nieskończoność. O japońskich liniach technologicznych, o najwyższym standardzie kontroli jakości, o sporych sukcesach eksportowych, o wielce życzliwym Polakom dyrektorze S.K. Gupta i jego sympatycznych, a co ciekawe, niezwykle młodych inżynierach. Najważniejsze wszakże jest to, że zakład, kolonię domków załogi, farmy i tuczarnie dostarczające własnych produktów żywnościowych wzniesiono nie tylko po to, aby Indie przestały importować izolatory do potrzebnych jak woda w tym kraju linii przesyłowych wysokiego napięcia. Fabryka ma być bowiem dla zapóźnionego regionu centrum kultury technicznej. Tworzyć zupełnie nowych w tych stronach standard życia, przyzwyczajać stopniowo wieśniaków do życia nowoczesnego, do obcowania ze zdobyczami cywilizacyjnymi i technologicznymi.

Całkowicie muzułmańską wioskę Banbharija wybrano na chybił trafił. Właściwie niczym nie różniłaby się od zapomnianych przez historię siół, do których dotarliśmy, a gdzie byliśmy pierwszymi oglądanymi przez ich mieszkańców Europejczykami o dziwnej tutaj bladej cerze. Gliniane lepianki kryte liśćmi palmowymi i słomą z gromadami ślicznych, wszędobylskich dzieci taplających się beztrosko w gorącym błocie, byłyby takie same jak wszędzie, gdyby nie eksperyment fabryki w Jagdishapurze.

Tym ludziom mieszkającym pospołu z domowym bydłem postanowiono nagle przybliżyć świat schyłku XX wieku. Najpierw zbudowano wiejskie centrum kultury w postaci murowanego budynku z białej cegły, gdzie na honorowym miejscu ustawiono dar królewski BHEL — kolorowy telewizor. Cóż jednak począć skoro najbliższa linia elektryczna przebiega co najmniej kilkadziesiąt kilometrów od Banbharija. Słońca i wiatru w Indiach jednak nie brakuje. Fabryka sfinansowała instalację baterii słonecznych oraz minielektrowni wiatrowej, które ładują akumulatory, dzięki temu barwne ruchome obrazy stają się własnością wieśniaków. Ich ojcom takie luksusy nie mogły się nawet przyśnić.

Inżynier Vinay Prakash — chemik zatrudniony przez BHEL opowiadał jak na początku z niedowierzaniem dotykano przesuwających się za szklaną szybą obrazów. Dopatrywano się czarów. Bo w jakiż inny sposób żywych poruszających się ludzi można było pomniejszyć i uwięzić we wnętrzu małego pudełka... Dziś telewizor odbierający z satelity program w zrozumiałym powszechnie języku hindi nie jest już sensacją. Choć reakcje tych prostych ludzi przeniesionych raptem do innej epoki są zaskakujące 65-letni Khuda Baksh o niezwykle spracowanych zrogowaciałych dłoniach, przydybany przez nas z radłem na ramieniu powiedział: „Dobrze jest popatrzeć na program telewizyjny, ale mnie to specjalnie nie zajmuje...” 13-letni Isrer zafascynowany jest natomiast ruchem, przemieszczającymi się kolorami. Najbardziej przyciągają go sceny taneczne...

Dla nas polskich dziennikarzy ten egzotyczny dom kultury to dopiero przedsmak niezwykłości. Zaproszeni do serca Banbharija odkrywamy nagle wśród glinianych chałupinek... jarzeniówki ustawione na całkiem europejskich słupach z prawdziwego aluminium. Nad każdym słupem zainstalowano płaskie baterie słoneczne składające się z kilkunastu okrągłych zielonkawych fotokomórek. Po zmroku sioło od niepamiętnych czasów oświetlane nędznymi płomykami oliwnych kaganków zalewają strumienie białawej poświaty. Wszystko usytuowano tak, aby czyjeś skore do zabawy ręce nie rozmontowały precyzyjnej instalacji. Na początku oczywiście zdarzały się tego rodzaju psoty. Przecież niezwykle frapujące druty i kable aż zachęcały do manipulacji. Ale po kilku doraźnych naprawach technicy z fabryki zapowiedzieli, że cała odpowiedzialność za uszkodzenia spadnie na mieszkańców i... zabawy ustały.

Woda tutaj to symbol życia, nieodzowny czynnik płodności natury. Do jej czerpania zaprzęgnięto również słońce. Tym razem trzeba Było stworzyć sporej powierzchni daszek na palach, do którego wtopiono ogniwa słoneczne, aby dostarczyć energii poruszającej silnik pompy zanurzonej w studni. Teraz nie trzeba już skórzanych wiader i kołowrotu napędzanego siłą mięsni zwierząt pociągowych. Wystarczy odkręcić najbardziej konwencjonalny, oczywiście dla nas, kran i podstawić wiadro.

Flirt Banbharija z ogniwami, które wynaleziono kiedyś po to, aby ożywić organizmy krążących nad Ziemią pojazdów nie kończy się na 18 jarzeniówkach, pompie i telewizorze. Naczelnik zgodził się zademonstrować nam pracę najnowszego prezentu BHEL. Na centralny placyk wyniesiono duże płaskie pudło wielkości sporego telewizora. Pokrywa kryła wklęsłe zwierciadło skupiające na matowym, czarnym wnętrzu promienie słońca. Pokryte czernią naczynia doprowadzają do wrzenia zawartą w nich wodę po upływie około 30 minut. W ten sposób można ugotować w świetle naszej dobroczynnej gwiazdy słoneczną zupę w sercu indyjskiego interioru.

A lepiej jeść, w sposób higieniczny przygotowywać pożywienie to dla wieśniaków żyć bez ustawicznie trapiących te tereny schorzeń przewodu pokarmowego. Czy wykorzystują tę szansę? Dla każdej chaty przydzielono jedną kuchnię słoneczną wraz ze specjalnymi naczyniami. W sumie rozdano 90 kompletów. Inżynier Prakash jest prawie pewien, ze piece używa nie więcej jak 50—60 gospodarstw domowych. Reszta leży bezczynnie. To skala torującej sobie z trudem drogę cywilizacji. Trudno przecież podejrzewać, że wszyscy bez wyjątku zrezygnują od razu z dawnych przyzwyczajeń. Bo właśnie takie są współczesne Indie. Specyficznie przyrządzony koktajl supernowoczesnych technologii i skrajnego zacofania.

Wojciech Łuczak

Czytaj także w dziale NIE TYLKO KOMPUTERY
„Horyzonty Kosmosu”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1986

Komputer jest ważny ale... nie jest wszystkim. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby gdyby w pierwszym w Polsce piśmie określającym się "przepustką w XXI wiek" zabrakło miejsca na wielkie problemy PRZYSZŁOŚCI. A przyszłość to nie tylko komputery, ale również opanowanie kosmosu, zagospodarowanie oceanicznych głębin, automatyzacja i robotyzacja, energetyka termojądrowa, biotechnologie, klonowanie, edukacja. Postęp w tych wszystkich dziedzinach możliwy jest tylko dzięki rozwojowi techniki komputerowej — to oczywiste. Ale, z drugiej strony, rozwój wszystkich tych dziedzin, stawiając nowe wymagania, wpływa na rozwój informatyki. Warto zdawać sobie sprawę z tego sprzężenia zwrotnego.    

„W poszukiwaniu bliźniaka Ziemi”
Bajtek - Bajtek 2/1986

Któż z nas, patrząc w rozgwieżdżone niebo, nie zastanawiał się, czy gdzieś tam daleko, na jakiejś planecie żyją istoty podobne do nas. Proponujemy Ci wspólną wyprawę na poszukiwanie życia w Kosmosie.

„EXPO '86”
Wojciech Łuczak - Bajtek 11/1986

SĄ niesłychanie praktyczne. Nie miewają humorów, nie potrzebują modnych strojów, są bardzo, bardzo atrakcyjne, a posilają się jedynie kanadyjskim prądem o napięciu 110V.    

„Termojądrowy Obwarzanek”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1987

Teoretycznie, po opanowaniu przez człowieka umiejętności stosowania syntezę termojądrową jeden litr wody może dać tyle energii co 300 litrów benzyny

Termojądrowy Obwarzanek
„Co Pan na to, Panie Bell?”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1987

Z niezwykle prostym wynalazkiem Grahama Bella zrobiono już prawie wszystko. Zaczęło się wszak od dwóch tub połączonych przewodami. Dopiero później pojawiły się łącznice i panienki telefonistki. Właśnie wówczas po raz pierwszy użyto sformułowania, iż czarodziejska skrzyneczka z korbką najbardziej usatysfakcjonowała piękniejszą połowę społeczeństwa. Ale kiedy na scenę wkroczyły automatyczne centrale, podmorskie kable, zaprzestano dowcipów. Telefon stał się podstawowym narzędziem robienia interesów.

„FABRYKA PRZYSZŁOŚCI”
(AK) - Bajtek 9/1987

Jest rok 2087. Fabryki są w większości zautomatyzowane i zwykle ulokowane pod ziemią. Nad nimi rosną drzewa i kwiaty. W zautomatyzowanych fabrykach nawet prace konserwacyjne i naprawcze wykonywane są przez mobilne roboty. Jedynie nowe pomysły, projektowanie nowych fabryk, narzędzi i urządzeń, a także pro duktów finalnych pozostało domeną pracy ludzkiej. I to tylko dlatego, że człowiek potrafi marzyć, a maszyny tego się nie nauczyły.

„Mars po Fobosie”
Jurij Zajcew - Bajtek 12/1987

Czy człowiek poleci na Marsa? Amerykański uczony Carl Sagan uważa, że istnieją już wszystkie przesłanki do wykonania takiego lotu. Niedawno odbył się telemost specjalistów radzieckich i amerykańskich, podczas którego omawiano techniczne i polityczne aspekty takiego przedsięwzięcia. Być może już wkrótce dowiemy sie o konkretnych planach w tym zakresie...

„Talerzem w Niebo”
Wojciech Łuczak - Bajtek 1/1988

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do sympatycznej buzi pani Batista — prezenterki serwisu informacyjnego amerykańskiej sieci telewizyjnej CNN, która na naszych ekranach telewizyjnych pojawia się za sprawą Panoramy Dnia. To, iż nasza najmłodsza muza wyczarowała milionom Polaków, nie odbierającym jeszcze programu moskiewskiej telewizji, skrót dziennika „Wriemia”, nie budzi żadnych emocji. Czemu jednak do formuły — coś ze Wschodu i coś z Zachodu dobrano, spośród całej gamy telewizyjnych potentatów zza Atlantyku, właśnie CNN?

„Rewolucja przy Fleet Street”
Wojciech Markiewicz - Bajtek 5/1988

W piątek, 24 stycznia 1986 r. Rupert Murdoch, właściciel czterech czołowych angielskich tytułów prasowych — "The Times", "The Sunday Times", "The Sun" i gazety niedzielnej "News of the World" — zwolnił z pracy sześć z siedmiu tysięcy drukarzy, techników i urzędników, których dotąd zatrudniał przy redagowaniu i druku tych pism. Jak doszło do tego, że z dnia na dzień sześć siódmych personelu straciło pracę, a gazety ukazywały się w niezmienionej objętości i nakładzie? Uproszczeniem byłoby napisać, że 6 tys. ludzi straciło pracę za sprawą komputerów — nowych technologii składu i druku.

„Życie bez szkoły”
Roman Wojciechowski - Bajtek 3-4/1986

Inaugurując miesiąc temu rubrykę „Nie tylko komputery” pisaliśmy „Komputer jest ważny, ale nie jest... wszystkim”. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby, gdyby w pierwszym w Polsce określającym się jako „przepustka w XXI wiek” zabrakło miejsca na wielkie problemy przeszłości. W poprzednim numerze pisaliśmy o podboju Kosmosu. Dzisiaj proponujemy zastanowienie się nad PERSPEKTYWAMI EDUKACJI.

Życie bez szkoły
„Klucz do energii jutra”
Waldemar Siwiński - Bajtek 7/1986

Są takie idee i projekty naukowe, które w pewnych okresach czasu ogniskują uwagę i wysiłek najwybitniejszych uczonych świata. Do takich wyzwań stojących przed światową nauką należy obecnie kontrolowana synteza termojądrowa, która może zapewnić ludzkości dostatek energii na setki lat.

„Radioteleskopy — oczy i uszy Ziemii”
Waldemar Siwiński - Bajtek 8/1986

Cóż piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko, co piękne — te słowa Mikołaja Kopernika zapisane w sławnym dziele „De Revolutionibus...” najlepiej wyrażają odwieczną tęsknotę człowieka do poznania tego wszystkiego co jest ponad nami, ponad Ziemią. Podstawowym — dziś i w przyszłości — instrumentem tego poznania są radioteleskopy, wspaniałe oczy i uszy Ziemi, których stworzenie możliwe było dzięki elektronice, komputerom i geniuszowi matematyków.    

„Homo intelligens”
(AK) - Bajtek 9/1986

Trwająca nieprzerwanie prawie 35 tys. lat epoka homo sapiens dobiega końca. Jesteśmy świadkami narodzin nowego typu człowieka, który nazwany został homo inteligens.  

„Kierunek: Księżyc!!!”
Waldemar Siwiński - Bajtek 12/1986

„Gwiezdny pokój” zamiast „Gwiezdnych Wojen” – tak można najkrócej określić propozycję Związku Radzieckiego wspólnego podjęcia przez wszystkie państwa wieloetapowego programu zagospodarowania kosmosu w perspektywie do 2000 roku. Proponuje się między innymi, aby w okresie tym stworzyć warunki umożliwiające już w pierwszych latach XXI wieku praktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie Księżyca, jako bazy dla wysyłania ekspedycji do innych planet.

Kierunek: Księżyc!!!
„Bity z Lodówki”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 12/1988

Ciekawe ilu ludzi, zapalając wieczorem światło w swoim domu, zastanawia się, jaki procent energii wytworzonej przez spalający się w elektrowniach węgiel lub spadającą na turbiny wodę trafia do żarówki jego lampy? Z pewnością coraz więcej, w miarę jak wzrasta nasz niepokój związany z zagrożeniami ekologicznymi, z deficytem paliw, z coraz bardziej niepokojącymi perspektywami przyszłości rodzimej energetyki.

„Komputerowy Anioł Stróż”
{opr.} F.P. - Bajtek 11/1988

Kurczaki — tak nazywano tę grę w czasach mojego dzieciństwa: dwóch kierowców prowadziło swoje samochody pędzące naprzeciwko siebie. Pierwszy, który zrejterował skręcając w bok przegrywał; jeśli skręcili obaj, stawka przechodziła na następną parę ryzykantów.

„Leć po drucie”
Wojciech Łuczak - Bajtek 6/1988

Kiedy pochylając głowę wchodzimy do urządzonego ze smakiem i elegancją dwuosobowego kokpitu — wysuniętego w przód kadłuba miejsca pracy osób „powożących” samolotem, łapiemy w locie myśl, że ktoś z nas zakpił, że czegoś w tym wszystkim brakuje.

„Projekt KOLUMB”
Jurij Zajcew - Bajtek 10/1988

Wreszcie się zaczęło! 7 i 12 lipca z kosmodromu Bajkonur wystartowały w kierunku Marsa dwie radzieckie sondy kosmiczne „Fobos-1" i „Fobos-2". W połowie przyszłego roku przelecą one w odległości kilkudziesięciu metrów (!) nad powierzchnią Fobosa, tajemniczego księżyca Marsa, badając różnymi metodami jego powierzchnię':

Projekt KOLUMB
„Ptasim lotem”
Wojciech Łuczak - Bajtek 9/1988

Roy Hopkins — jeden z najlepszych oblatywaczy amerykańskiej firmy Bell należy do niewielkiego na razie grona wtajemniczonych. Poznał już doskonale sekrety pilotażu maszyny..., która nie wykonała jeszcze swego dziewiczego lotu zaplanowanego na koniec września 1988 roku. Było to możliwe dzięki coraz bardziej nieodzownej w świecie nowoczesnego lotnictwa, maksymalnie zbliżającej lotniska do rzeczywistości technice komputerowej symulacji. Nim Zupełna Nowość oznaczona numerem seryjnym 001 po raz pierwszy wypełznie z hangaru na beton lotniska, człowiek próbujący ją w powietrzu wie dobrze, dzięki elektronice, jakich zachowań sztucznego ptaka trzeba się spodziewać tam w górze.

„Gigabity Z Akceleratora”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 1/1989

Gdyby w dziedzinie motoryzacji postęp techniczny był równie szybki, jak w mikroelektronice Rolls-Royce byłby dziś samochodem o stuletniej trwałości, zużywającym pół litra paliwa na tysiąc kilometrów i kosztującym... 5 dolarów.

„Stąd do kosmosu”
Franciszek Penczek - Bajtek 2/1989

Start radzieckiego kosmolotu rozpoczął kolejny, nowy, międzynarodowy wyścig na orbitę. Tym razem mniejszej jakby znaczenie mają ambicje — bardziej liczy się biznes. Kto pierwszy opanuje technologię i potwierdzi wielokrotnymi startami zalety swoich statków, ten zdobędzie zamówienia na usługi kosmiczne.

„Inwazja wideofonów”
Wojciech Łuczak - Bajtek 2/1988

Żadna szanująca się rekwizytornia choćby najtańszego i realizowanego najprostszymi środkami filmu science fiction nie może się obyć bez tego jedynego specyficznego sprzętu. Jego obecność w kadrze symbolizuje to. że ludzkość pokonała już dawno pewien etap w historii komunikowania się na odległość i stał się on czymś zupełnie naturalnym w codziennym życiu przyszłych pokoleń.

„Słoneczna zupa”
Wojciech Łuczak - Bajtek 3/1987

Najpierw pół godziny lotu Boeingiem 737 Indian Airlines z Delhi do Lakhnau — jednego z głównych miast stanu Uttar Pradesz, a potem przesiadka do automobilu przypominającego konstrukcyjnie nasze dawne Warszawy. Ale tylko takie właśnie pojazdy, wytwarzane całkowicie w Indiach (Hindusi z dumą to podkreślają) wytrzymują dziesiątki tysięcy kilometrów wąskich, asfaltowych, ale niezwykle wyboistych dróg Półwyspu Dekan.

„Kijowskie Giganty ”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1989

Świat dowiedział się po raz pierwszy o jego istnieniu w 1977 roku. Niezwykły gość Paryskiego Salonu Lotniczego — szef kijowskiego biura konstrukcji lotniczych Oleg K. Antonów wspomniał wówczas dziennikarzom, iż jego zespół inżynierów pracuje nad programem rozwoju ogromnego samolotu transportowego nowej generacji.