Jest to także skala problemu, który wziął na swe barki warszawski „Meral” — Przedsiębiorstwo Projektowe i Modernizacji Przemysłu Automatyki i Aparatury, będący w praktyce koordynatorem całego „dyskietkowego” przedsięwzięcia. Spójrzmy jednak od końca, czyli... podwykonawcy. Taka jest bowiem na razie rola Zakładów Włókien Chemicznych „STILON”, które produkować mają w przyszłości owe polskie dyski elastyczne
Gorzowski „STILON” kojarzy się z taśmami magnetofonowymi. Z rozwojem ich produkcji wiążą się także pierwsze kroki poczynione na „komputerowej drodze” przez fabrykę w początkach lat siedemdziesiątych. Kupując wówczas od „AGFY-GEVERT” licencję na nowoczesne taśmy szpulowe i kasety zakład otrzymał też technologię i urządzenia do produkcji taśmy do maszyn cyfrowych. Wytwarzano ją w ilości kilkudziesięciu tysięcy kilometrów rocznie. W końcu lat siedemdziesiątych produkcję taśmy komputerowej musiała jednak fabryka wstrzymać, zabrakło dewiz na import surowców oraz zakup nowych zachodnich urządzeń do kontroli jakości taśmy, do starych bardzo już zużytych — nie wytwarzano już po prostu za granicą części zamiennych.
W latach siedemdziesiątych zapoczątkowano w „STILONIE” prace nad nowymi lakierami magnetycznymi, które doprowadzić miały do powstania taśm wyższej jakości zarówno magnetofonowych jak i cyfrowych; Zakład raz po raz ponawiał staranie o ponowne uruchomienie produkcji, zwłaszcza że taśma cyfrowa nadal ma w naszych warunkach pewne zalety, odznaczając się dużą pojemnością magazynowania
Diametralny zwrot w sytuacji przyniosły ostatnie lata: masowa produkcja komputerów z pamięciami na dyskach twardych, elastycznych także „winchester” i pamięci kasetowe. Jasnym stało się, że nie opłaca się inwestować dewiz (których zresztą sam „STILON” pozbawiony praktycznie eksportu me ma) w odradzanie przestarzałe] produkcji taśmy cyfrowej. Pewne nadal niezbędne ilości lepiej kupić za granicą. Podobnie jak już wcześniej zrobili na przykład Bułgarzy (aczkolwiek drogą zakupu licencji) postawiliśmy na własne dyski elastyczne. Technologię ich produkcji opracować ma dla „STILONU” — zgodnie z rolą wyznaczoną przez „MERAL” — Filmowy Ośrodek Badawczo-Rozwojowy „TECHFILM” w Warszawie, który powinien zakończyć prace w połowie roku.
W tym miejscu zaczyna się rola gorzowskiego „STILONU”, który korzystając z dotychczasowych doświadczeń, ma zamiar jak najszybciej uruchomić produkcję polskich dyskietek, tu też jednak zaczynaią się wielkie niewiadome, o których przesądzi zapewne w najbliższych miesiącach podpisanie umowy między „MERALEM”, a ministerstwem czyli Urzędem ds. Nauki i Postępu Technicznego. Do wyboru są w praktyce dwie drogi albo zdecydować się na zakup urządzeń do produkcji dysków elastycznych za granicą, albo też próbować wykonać je w kraju. Pierwsze pozwoliłoby odrobinę nadgonić stracony dystans. Kupując na początek urządzenia do obróbki importowanych „placków” czyli odpowiednio wyciętej i powleczonej warstwą magnetyczną folii, „STILON” mógłby dostarczyć pierwsze dyski już po kwartale — góra po półroczu. Opanowanie owego drugiego etapu produkcji (szlifowanie, polerowanie, przygotowanie kopert — laminowanie, zgrzewanie itp.) umożliwiłoby też sprawne i szybkie przejścia do oblewu folii we własnym zakresie (po sprowadzeniu odpowiednich maszyn). Drugie rozwiązanie, czyli zdanie się na własne siły przy konstruowaniu urządzeń do oblewu i lakierowanie, a także obróbki oznacza dalszych 3 — 4 lata pracy w nailepszym razie otrzymanie polskich dyskietek w 1990 roku.
Czy oznacza to konieczność wyłożenia kolejnego miliona dolarów? Spora cześć tej sumy zostanie zaoszczędzona bowiem niepotrzebny stanie się bardzo kosztowny import gotowych dysków elastycznych. Z drugiej strony tysiące dolarów na sprowadzenie maszyn do obróbki „placków” w kraju |uż przeznaczono, urządzenia zamówiło wrocławskie „ELWRO”, które obok komputerów chce też wytwarzać do nich pamięci.
Niewątpliwie jest to godna uznania troska zakładu o odbiorcę swego sprzętu. Pozostaje |ednak pytanie czy stać nas właśnie dziś na rozpraszanie środków dewizowych? Czy instalować maszyny obróbcze w „ELWRO”, by stale (albo bardzo długo) importować do nich folię magnetyczną, czy też może lepie) postawić je od razu u docelowego producenta — w „STILONIE”? Uniknięto by ponownego zakupu tych samych urządzeń dla gorzowskiej fabryki, zaoszczędzono na szybkie sprowadzenie maszyn do oblewu folii, a jednocześnie umożliwiono załodze „STILONU” opanowanie połowy operacji produkcji dyskietki. Załodze — podkreślam — mającej już spore doświadczenie w tej dziedzinie
Jeszcze czas podjąć |est w tej sprawie decyzje. Dotychczasowe przy tym doświadczenia uczą, że wszelkie prowizorki i połowiczne rozwiązania wyłącznie oddalają nas nie tylko od czołówki ale i od zwykłych przeciętniaków na komputerowym rynku.
Andrzej Cudak


