— Grasz na komputerze?
— Tak
— Od kiedy?
— Od paru miesięcy. Instrumenty elektroniczne pokazały się też u nas. Pod tym względem nie odstajemy od reszty świata.
— Jak się gra?
— Dobrze. Ale ty zadajesz mi pytania, na które mogę odpowiadać stereotypami. Dlatego pozwól, że przedstawię trochę teorii. Obecnie muzyka jazzowa nie cieszy się tak wielką popularnością jak kiedyś. Dlatego utrzymywanie dużego zespołu staje się trudne.
— Komputer jest dobry na kryzys?
— Tak. Mogłem nabyć kilka instrumentów, które w zasadzie zastępują orkiestrę. Współczesna elektronika doprowadziła do tego, że można imitować głos każdego instrumentu. Ba, tworzyć nawet nowe barwy, które do tej pory nie były znane.
— Naprawdę?
— Dzięki komputerowi można nawet rozkładać poszczególne dźwięki na różne wysokości — jest to szczególnie pomocne w czasie komponowania nowych utworów. Zapamiętuje wszystko to co ja zagram. Działa równocześnie tak jak magnetofon. Na jednym śladzie nagrywam perkusję, na drugim kontrabas, na trzecim smyczki, na czwartym gitarę, na piątym fortepian, na szóstym trąbki, na siódmym jakieś instrumenty syntezatorowe. Komputer to wszystko razem miesza i po chwili mogą odtworzyć i przesłuchać nowy skomponowany przeze mnie utwór.
— Z komputerem pod pachą biegasz więc na koncerty?
— W zasadzie mogę. Ale normalnie przegrywam skomponowany utwór na taśmę magnetofonową, zanoszę do radia i wielu słuchaczy może w ten sposób nagrane moje kompozycje usłyszeć w programie I i III. W podobny sposób komponuję podkład muzyczny do filmów.
— Czy w czołówce filmowej podajesz również jako współautora nazwę komputera?
— Nie. Kompozycja jest przecież moja. Została przez komputer tylko wzbogacona poprzez rozłożenie dźwięków takie jakie ja wymyśliłem.
— Jak więc pracujesz?
— Całą aparaturę mam w domu. Miałem sporo różnego rodzaju pomysłów muzycznych, których z braku czasu nie mogłem zrealizować. Teraz mam czas, na przykład późnym wieczorem. Siadam, komponuję. Słucham. Jeśli coś mi się nie podoba to mogę poprawić, cofnąć, zmienić. Pozamieniać głosy, pozamieniać takty, powtórzyć, a kiedy jest to zupełnie niedobre kasuję. Dzieje się to tak niby jak na magnetofonie, ale na magnetofon nagrywałem cały utwór i mogłem go najwyżej skasować. Tu jest inaczej. I to jest sukces nowoczesności.
— Twoją pracę można było oglądać na wystawie, którą zorganizowała firma Atari w czasie festiwalu Jazz Jamboree.
— Tak. Na komputerze Atari pokazywałem swoją pracę. Wielu muzyków, którzy oglądali pokaz było zachwyconych możliwościami komponowania przy pomocy komputera. Fascynowało ich to, że nuty, które widoczne były na ekranie można było przy pomocy myszki poprawiać i zmieniać, zwiększać lub zmniejszać ich wartości. Jest to naprawdę prawdziwa rewolucja muzyczna i niezwykła pomoc dla kompozytorów.
— Z pewnością niedługo sam komputer będzie komponował nowe utwory!
— Nie. Często spotykam się z zarzutem, że komputer tworzy muzykę nieludzką, niehumanistyczną, muzykę dla robotów. Nieprawda. Komputer odtwarza tylko to co ja zagrałem. Odtwarza to w sposób idealny.
— Tylko?
— Kiedyś, kiedy nie pracowałem z komputerem i komponowałem muzykę dla swojego zespołu to grałem ją na fortepianie, zapamiętywałem i potem dopiero zapisywałem prostymi nutami na papierze. Natomiast obecnie pracując z komputerem mam, jak już mówiłem, ułatwione zadanie. Komputer jednocześnie zanotuje to wszystko na papierze, to co zagrałem. Często, kiedy patrzę na zapis nutowy swojej kompozycji, jestem zdumiony, że napisałem taki skomplikowany utwór. Nieraz wydaję komputerowi rozkaz by uprościł zapis, żeby nie było tyle łuków, tyle szesnastek czy trzydziestodwójek tylko same ósemki lub ćwiartki. I komputer robi to.
— Jak widzę zaprzyjaźniłeś się z komputerem.
— Jest to istotnie rzecz fascynująca. Jeszcze raz powtarzam, że nigdy bez ułatwień jakie daje komputer tak wiele nie skomponowałbym w ostatnim czasie. Program opracowany na Atari pozwala na wiele.
— Z tego wynika, że ja nie zostanę kompozytorem. A myślałem, że kupię sobie komputer oraz programy, usiądę i zacznę grać.
— Prymitywnym kompozytorem możesz zostać. Jeśli pomylisz prostą frazę ze trzy razy i każesz komputerowi wyrównać i poprawić błędy i potem każesz powtórzyć to dziesięć razy z różnego rodzaju instrumentami perkusyjnymi to być może że uda ci się skomponować jakiś utwór, który można zaprezentować w dyskotece. Tylko, że z mojego punktu widzenia będzie to muzyka nie ludzka i bezwartościowa. Ale idąc za tokiem twego rozumowania na dobrą sprawę dzięki komputerom każdy może zostać kompozytorem.
— No właśnie...
— Tak samo każdy może zostać wirtuozem. No, może nie każdy, bo jeśli w ogóle nie gra na żadnym instrumencie, to nie mógłby. Ale jeśli już gra, nawet bardzo powoli jakąś melodię, lub jakąś frazę a potem puścić to szybciej, i naprawdę będzie to wykonanie, którego nie powstydzi się zawodowy muzyk.
— I nie widzisz w tym żadnego niebezpieczeństwa?
— Tak. W tym tkwi pewne niebezpieczeństwo. I dużo właśnie takiej tandety zaczyna się szerzyć w dyskotekach na Zachodzie. Ja liczę na to, że nawet człowiek, który na co dzień posługuje się komputerem, zachowuje w swojej pamięci prawdziwą muzykę — Chopina, Pendereckiego...
Myślę, też, że najbardziej interesującym zadaniem tych, którzy programują jest tworzenie oryginalnego brzmienia instrumentów, które znamy od setek lat, skrzypiec czy wiolonczeli. I z tego najlepiej wynika, że człowiek nie zatracił jeszcze poczucia rzeczywistych dźwięków, które płyną z natury. Naturalny dźwięk naturalnego instrumentu z komputera. To jest to o co biją się najlepsi programiści.
Rozmawiał
Kazimierz Treger




