Bajtek 6/1988
Bajtek 6/1988

No i jest... Mogę oficjalnie potwierdzić, że to najszybszy reduks w historii reduksów z wszystkimi plusami tej sytuacji i minusami... Z minusami, bo w sumie numer bazuje niestety na materiałach graficznych ze skanów ekipy gozdka, plusy bo chcąc ...

Zobacz stronę związaną z tym artykułem w Reduksach Try2emu
Spis treści:

NIE TYLKO KOMPUTERY

Wojciech Łuczak

Leć po drucie

Kiedy pochylając głowę wchodzimy do urządzonego ze smakiem i elegancją dwuosobowego kokpitu — wysuniętego w przód kadłuba miejsca pracy osób „powożących” samolotem, łapiemy w locie myśl, że ktoś z nas zakpił, że czegoś w tym wszystkim brakuje.

 

Ci, którzy mają jakie takie pojęcie o powietrznym rzemiośle, spostrzegą po chwili, iż nie ma rzeczy podstawowej — sterownic — urządzeń przypominających wycięte kierownice samochodowe, przekazujących ruchy rąk pilotów do lotek i steru wysokości. Mniej zorientowani zdziwią się zapewne, iż ktoś zapomniał widocznie umieścić przed oczami kapitana — zajmującego lewy fotel i drugiego pilota — na prawej pozycji, tak charakterystycznych dziesiątków zegarów i wskaźników.

Właśnie z takimi wrażeniami wychodzilibyśmy z kabiny załogi pierwszego w historii lotnictwa komunikacyjnego odrzutowca, w jakim wiedza, kunszt i doświadczenie lotników wsparte są zdobyczami współczesnej elektroniki — maszyny francusko-brytyjsko-zachodnioniemieckiej spółki (Airbus A320).

Zaczęło się od dwusilnikowego A300, który w 1974 roku rozpoczął swą karierę w barwach Air France. Jean-Yves Durance — starszy wiceprzewodniczący banku Credit Lyonnais przedstawia go w taki sposób.

— Należało zaprojektować samolot przewożący do 270 podróżnych na trasie od 28000 do 6800 km... jak najoszczędniej. I to chyba się udało. Do ubiegłego roku aż 61 towarzystw lotniczych zdecydowało się nabyć 375 A300. Za Atlantykiem u gigantów dzielących do tej pory między siebie rynek maszyn komunikacyjnych — Boeinga, McDonnella-Douglasa i Lockheeda zostało to, nie bez słuszności, odebrane jako wielkie wyzwanie.

Aby sprostać amerykańskim potentatom, Airbus rzucił się w objęcia nowoczesności i nowych technologii. Jego odpowiedzią na epokę końca XX wieku jest właśnie A320.

Do momentu pierwszego wzlotu A320 w lutym 1986 r., wyobraźnia konstruktorów odrzutowych liniowców jakoś nie mogła wyzwolić się z pęt schematu — pedały orczyka i wielka sterownica ze spoczywającym na nich ciałem pilota. A wszystko to na sztywno — za pomocą stalowych cięgieł, popychaczy i całej gamy ruchowych, poddawanych zużyciu oraz przeciążeniom, elementów łączących mięśnie lotnika ze sterami — zestawione w skomplikowany mechaniczny układ. Oczywiście tam, gdzie wymagana była potworna wprost siła, dołączano hydrauliczne wspomagania, takie, jak choćby we współczesnych ciężarówkach. Tak było od osiemdziesięciu lat, od momentu, gdy bracia Wright udowodnili światu, że lot na aparacie cięższym od powietrza jest jednak możliwy! I nagle za sprawą współczesnej elektroniki standard zaczął się nagle chwiać.

Przełom rozpoczął się w lotnictwie wojskowym, kiedy po doświadczeniach wojny wietnamskiej poszukiwano super zwrotnych, gotowych do prowadzenia pojedynków manewrowych i unikania rakiet, maszyn myśliwskich. Okazało się, że najwłaściwszy byłby układ samolotu celowo źle wyważonego. Każdy, kto choć raz w życiu zbudował własnoręcznie model latający szybowca, wie doskonale, że próba zmuszenia do lotu niestabilnego aparatu, bez odpowiednio wybranego środka ciężkości kończy się zazwyczaj smutno. Ale niestabilny odrzutowiec bojowy, szybciej wchodzi w różnorakie zaskakujące przeciwnika ewolucje. Ba, tylko jak utrzymać go na prostej, bo przecież jakoś musi wystartować i wylądować, czy nabrać wysokości. Dla rozwiązania tego problemu zaprzęgnięto do pracy przekraczającej ludzkie możliwości zespół komputerów. Żaden, nawet najlepszy pilot nie jest w stanie błyskawicznie reagować sterami na wszelkie kaprysy niestabilnego samolotu. Szybkość reakcji naszego organizmu musi zostać wyprzedzona co najmniej parokrotnie.

Tak właśnie rodził się system sterowania odrzutowcami zwany dziś „Fly-by-wire”, czyli leć po drucie, choć właściwiej byłoby rzec — lataj dzięki przewodom i to w dodatku elektrycznym. Najpierw otrzymały go maszyny wojskowe — amerykański F-16 i francuski Mirage 2000. Dziś ten układ w technice militarnej staje się rzeczą obowiązującą. Najnowsze projekty samolotów bojowych bez „Fly-by-wire” byłyby... sensacją. A 320 jest prekursorem wśród odrzutowców liniowych.

Na próżno szukaliśmy w przedziale załogowym A320 masywniej sterownicy i wolantu. Zastępuje je bowiem coś, co tak dobrze znają wielbiciele gier komputerowych — czarne, błyszczące świeżym plastikiem rączki joysticka. Przy lewej burcie kabiny dla kapitana, przy prawej dla drugiego pilota. Już w F-16 ten miniaturowy drążek przeniesiono z tradycyjnego środka, na prawo, tak aby prowadzący go lotnik operował spoczywającą w bardziej naturalnej pozycji prawą dłonią.

Każdy ruch joysticka w zelektronizowanym Airbusie wysyła określony impuls do pięciu zintegrowanych komputerów, a te analizując warunki lotu — szybkość, wysokość i parametry wiatru kierują odpowiednie rozkazy wychylającym się płaszczyznom sterowym. Podatny na uszkodzenia układ mechaniczny sterowania został ograniczony do minimum. Przewody elektryczne — „druty” zastąpiły cięgna i siłowniki. A w przypadku niestabilnych myśliwców, zespół komputerowy bez wiedzy człowieka zawiaduje szybkimi jak mgnienie oka ruchami sterów sprawiającymi, że coś, co powinno wić się w powietrzu na podobieństwo węża, leci o dziwo, jak po sznurku. Jest to tak zwany zespół równowagi dynamicznej.

Ale wróćmy do kokpitu naszego A320. Szef pilotów doświadczalnych spółki Airbus chętnie demonstruje w powietrzu walory inteligentnego samolotu. Ciągnąc do siebie drążek, konwencjonalnej maszyny zadzieramy jej nos. Wejdzie więc we wznoszenie. Po jakimś czasie jednak utraci całkowicie prędkość w stromej świecy. Wówczas standardowo zbudowany samolot zgodnie z zasadami autorotacji powinien rozpocząć korkociąg. Ten zaś dla pasażerskich olbrzymów w rodzaju A320 szybko zakończyłby się zniszczeniem konstrukcji. Pierre Baud — doświadczony oblatywacz bez zmrużenia oka ciągnie joystick naszego Airbusa do siebie. Ten zaś posłuszny ręce człowieka drze w górę, po chwili jednak rezygnuje i sam wyrównuje lot. Tak nad bezpieczeństwem pasażerów czuwają elektroniczne bezpieczniki. Lotnik może popełnić błąd, a obowiązkiem komputerów jest noszenie dwóch pasów i trzech par szelek jednocześnie — opiniuje brytyjski inżynier konsorcjum Airbus-Dennis Little. Szanse, że spadną ci spodnie, czy też mówiąc prościej, że się to wszystko rozbije, są praktycznie zredukowane do zera.

Pamiętając, że w A320 zebrano rezultaty doświadczeń z niestabilnymi samolotami wojskowymi, powiedzmy, że każdy nagły i silny poryw wiatru, wir wznoszący, czy tak zwana „studnia” wciągająca maszynę są elektronicznie rejestrowane i dane o nominałach trafiają do komputerów. i nim piloci zorientują się, że kaprys niebios należy natychmiast skontrować sterami, jest już po wszystkim. Automat zrobił to sam. W ten sposób każde gwałtowne czy brutalne obchodzenie się z mikrodrążkami sterowniczymi jest łagodzone przez komputery. Choć dziś trudno o tym mówić z absolutną pewnością, wydaje się, że A320 wyszedłby obronną ręką z sytuacji, kiedy podczas najbardziej złożonej fazy lotu-lądowania nagle zmienia się kierunek i siła wiatru. Przypomnijmy, iż trzy lata temu w porcie lotniczym w Dallas w USA właśnie w takich okolicznościach doszło do tragedii, która zabrała życie 113 osób. W Tuluzie na symulatorze A320 przećwiczono taki rozwój wypadków jak w 1985 roku w Teksasie, wprowadzając do systemu analogiczne dane. „Na sucho” okazało się, że nowy Airbus sprostałby takiej próbie.

Aby zrozumieć, jak to wszystko działa, spójrzmy na nie oczami dowódcy naszego A320. Ekran numer jeden — po lewej ukazuje położenie maszyny w przestrzeni względem horyzontu — wysokość — to, czy idzie w górę, czy opada. Następny wyświetla mapę nawigacyjną rejsu z zaznaczonym kursem, jego zmianami oraz radarowy obraz eteru przed nami. Następny blok zajmują standardowe (tak na wszelki wypadek) przyrządy — busola, sztuczny horyzont, radiokompas, wysokościomierz, chyłomierz i wariometr. Pośrodku natomiast jest już elektronika następnej epoki — dwa ekrany śledzące pracę silników. Nad nimi zaś — sterowany dotykiem palców — układ automatycznego pilota. Po prawej dwa pierwsze ekrany należące już do drugiego pilota.

I w ten sposób dotarliśmy do ostatecznej konstatacji — tylko dwie osoby w kabinie załogi. Bez nawigatora, radiooperatora, czy mechanika pokładowego. Wszystko jak na dłoni i w zasięgu ręki. Niektórzy złośliwi powiadają, że i tę dwójkę pilotów można byłoby skazać na bezrobocie. Co może nastąpi to w najbliższej przyszłości, ale jeszcze nie teraz. Na razie jeszcze decyduje ludzki mózg, który, choć nie tak szybki jak komputer, czasami jest niezastąpiony, także i w świecie najnowszej elektroniki.

W roku bieżącym pierwsi podróżni mają szansę zakosztowania wrażeń z lotu pierwszym skomputeryzowanym odrzutowcem pasażerskim. Dostawy A320 w wersji 280-miejscowej o zasięgu ponad 5000 km dla dziesiątków towarzystw lotniczych świata powinny się już rozpocząć. W połowie 1987 roku na stale powiększającej się liście zamówień w Tuluzie komputerowa drukarka wybiła liczbę 440 egzemplarzy.

Wojciech Łuczak

Czytaj także w dziale NIE TYLKO KOMPUTERY
„Horyzonty Kosmosu”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1986

Komputer jest ważny ale... nie jest wszystkim. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby gdyby w pierwszym w Polsce piśmie określającym się "przepustką w XXI wiek" zabrakło miejsca na wielkie problemy PRZYSZŁOŚCI. A przyszłość to nie tylko komputery, ale również opanowanie kosmosu, zagospodarowanie oceanicznych głębin, automatyzacja i robotyzacja, energetyka termojądrowa, biotechnologie, klonowanie, edukacja. Postęp w tych wszystkich dziedzinach możliwy jest tylko dzięki rozwojowi techniki komputerowej — to oczywiste. Ale, z drugiej strony, rozwój wszystkich tych dziedzin, stawiając nowe wymagania, wpływa na rozwój informatyki. Warto zdawać sobie sprawę z tego sprzężenia zwrotnego.    

„W poszukiwaniu bliźniaka Ziemi”
Bajtek - Bajtek 2/1986

Któż z nas, patrząc w rozgwieżdżone niebo, nie zastanawiał się, czy gdzieś tam daleko, na jakiejś planecie żyją istoty podobne do nas. Proponujemy Ci wspólną wyprawę na poszukiwanie życia w Kosmosie.

„EXPO '86”
Wojciech Łuczak - Bajtek 11/1986

SĄ niesłychanie praktyczne. Nie miewają humorów, nie potrzebują modnych strojów, są bardzo, bardzo atrakcyjne, a posilają się jedynie kanadyjskim prądem o napięciu 110V.    

„Termojądrowy Obwarzanek”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1987

Teoretycznie, po opanowaniu przez człowieka umiejętności stosowania syntezę termojądrową jeden litr wody może dać tyle energii co 300 litrów benzyny

Termojądrowy Obwarzanek
„Co Pan na to, Panie Bell?”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1987

Z niezwykle prostym wynalazkiem Grahama Bella zrobiono już prawie wszystko. Zaczęło się wszak od dwóch tub połączonych przewodami. Dopiero później pojawiły się łącznice i panienki telefonistki. Właśnie wówczas po raz pierwszy użyto sformułowania, iż czarodziejska skrzyneczka z korbką najbardziej usatysfakcjonowała piękniejszą połowę społeczeństwa. Ale kiedy na scenę wkroczyły automatyczne centrale, podmorskie kable, zaprzestano dowcipów. Telefon stał się podstawowym narzędziem robienia interesów.

„FABRYKA PRZYSZŁOŚCI”
(AK) - Bajtek 9/1987

Jest rok 2087. Fabryki są w większości zautomatyzowane i zwykle ulokowane pod ziemią. Nad nimi rosną drzewa i kwiaty. W zautomatyzowanych fabrykach nawet prace konserwacyjne i naprawcze wykonywane są przez mobilne roboty. Jedynie nowe pomysły, projektowanie nowych fabryk, narzędzi i urządzeń, a także pro duktów finalnych pozostało domeną pracy ludzkiej. I to tylko dlatego, że człowiek potrafi marzyć, a maszyny tego się nie nauczyły.

„Mars po Fobosie”
Jurij Zajcew - Bajtek 12/1987

Czy człowiek poleci na Marsa? Amerykański uczony Carl Sagan uważa, że istnieją już wszystkie przesłanki do wykonania takiego lotu. Niedawno odbył się telemost specjalistów radzieckich i amerykańskich, podczas którego omawiano techniczne i polityczne aspekty takiego przedsięwzięcia. Być może już wkrótce dowiemy sie o konkretnych planach w tym zakresie...

„Talerzem w Niebo”
Wojciech Łuczak - Bajtek 1/1988

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do sympatycznej buzi pani Batista — prezenterki serwisu informacyjnego amerykańskiej sieci telewizyjnej CNN, która na naszych ekranach telewizyjnych pojawia się za sprawą Panoramy Dnia. To, iż nasza najmłodsza muza wyczarowała milionom Polaków, nie odbierającym jeszcze programu moskiewskiej telewizji, skrót dziennika „Wriemia”, nie budzi żadnych emocji. Czemu jednak do formuły — coś ze Wschodu i coś z Zachodu dobrano, spośród całej gamy telewizyjnych potentatów zza Atlantyku, właśnie CNN?

„Rewolucja przy Fleet Street”
Wojciech Markiewicz - Bajtek 5/1988

W piątek, 24 stycznia 1986 r. Rupert Murdoch, właściciel czterech czołowych angielskich tytułów prasowych — "The Times", "The Sunday Times", "The Sun" i gazety niedzielnej "News of the World" — zwolnił z pracy sześć z siedmiu tysięcy drukarzy, techników i urzędników, których dotąd zatrudniał przy redagowaniu i druku tych pism. Jak doszło do tego, że z dnia na dzień sześć siódmych personelu straciło pracę, a gazety ukazywały się w niezmienionej objętości i nakładzie? Uproszczeniem byłoby napisać, że 6 tys. ludzi straciło pracę za sprawą komputerów — nowych technologii składu i druku.

„Życie bez szkoły”
Roman Wojciechowski - Bajtek 3-4/1986

Inaugurując miesiąc temu rubrykę „Nie tylko komputery” pisaliśmy „Komputer jest ważny, ale nie jest... wszystkim”. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby, gdyby w pierwszym w Polsce określającym się jako „przepustka w XXI wiek” zabrakło miejsca na wielkie problemy przeszłości. W poprzednim numerze pisaliśmy o podboju Kosmosu. Dzisiaj proponujemy zastanowienie się nad PERSPEKTYWAMI EDUKACJI.

Życie bez szkoły
„Klucz do energii jutra”
Waldemar Siwiński - Bajtek 7/1986

Są takie idee i projekty naukowe, które w pewnych okresach czasu ogniskują uwagę i wysiłek najwybitniejszych uczonych świata. Do takich wyzwań stojących przed światową nauką należy obecnie kontrolowana synteza termojądrowa, która może zapewnić ludzkości dostatek energii na setki lat.

„Radioteleskopy — oczy i uszy Ziemii”
Waldemar Siwiński - Bajtek 8/1986

Cóż piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko, co piękne — te słowa Mikołaja Kopernika zapisane w sławnym dziele „De Revolutionibus...” najlepiej wyrażają odwieczną tęsknotę człowieka do poznania tego wszystkiego co jest ponad nami, ponad Ziemią. Podstawowym — dziś i w przyszłości — instrumentem tego poznania są radioteleskopy, wspaniałe oczy i uszy Ziemi, których stworzenie możliwe było dzięki elektronice, komputerom i geniuszowi matematyków.    

„Homo intelligens”
(AK) - Bajtek 9/1986

Trwająca nieprzerwanie prawie 35 tys. lat epoka homo sapiens dobiega końca. Jesteśmy świadkami narodzin nowego typu człowieka, który nazwany został homo inteligens.  

„Kierunek: Księżyc!!!”
Waldemar Siwiński - Bajtek 12/1986

„Gwiezdny pokój” zamiast „Gwiezdnych Wojen” – tak można najkrócej określić propozycję Związku Radzieckiego wspólnego podjęcia przez wszystkie państwa wieloetapowego programu zagospodarowania kosmosu w perspektywie do 2000 roku. Proponuje się między innymi, aby w okresie tym stworzyć warunki umożliwiające już w pierwszych latach XXI wieku praktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie Księżyca, jako bazy dla wysyłania ekspedycji do innych planet.

Kierunek: Księżyc!!!
„Bity z Lodówki”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 12/1988

Ciekawe ilu ludzi, zapalając wieczorem światło w swoim domu, zastanawia się, jaki procent energii wytworzonej przez spalający się w elektrowniach węgiel lub spadającą na turbiny wodę trafia do żarówki jego lampy? Z pewnością coraz więcej, w miarę jak wzrasta nasz niepokój związany z zagrożeniami ekologicznymi, z deficytem paliw, z coraz bardziej niepokojącymi perspektywami przyszłości rodzimej energetyki.

„Komputerowy Anioł Stróż”
{opr.} F.P. - Bajtek 11/1988

Kurczaki — tak nazywano tę grę w czasach mojego dzieciństwa: dwóch kierowców prowadziło swoje samochody pędzące naprzeciwko siebie. Pierwszy, który zrejterował skręcając w bok przegrywał; jeśli skręcili obaj, stawka przechodziła na następną parę ryzykantów.

„Leć po drucie”
Wojciech Łuczak - Bajtek 6/1988

Kiedy pochylając głowę wchodzimy do urządzonego ze smakiem i elegancją dwuosobowego kokpitu — wysuniętego w przód kadłuba miejsca pracy osób „powożących” samolotem, łapiemy w locie myśl, że ktoś z nas zakpił, że czegoś w tym wszystkim brakuje.

„Projekt KOLUMB”
Jurij Zajcew - Bajtek 10/1988

Wreszcie się zaczęło! 7 i 12 lipca z kosmodromu Bajkonur wystartowały w kierunku Marsa dwie radzieckie sondy kosmiczne „Fobos-1" i „Fobos-2". W połowie przyszłego roku przelecą one w odległości kilkudziesięciu metrów (!) nad powierzchnią Fobosa, tajemniczego księżyca Marsa, badając różnymi metodami jego powierzchnię':

Projekt KOLUMB
„Ptasim lotem”
Wojciech Łuczak - Bajtek 9/1988

Roy Hopkins — jeden z najlepszych oblatywaczy amerykańskiej firmy Bell należy do niewielkiego na razie grona wtajemniczonych. Poznał już doskonale sekrety pilotażu maszyny..., która nie wykonała jeszcze swego dziewiczego lotu zaplanowanego na koniec września 1988 roku. Było to możliwe dzięki coraz bardziej nieodzownej w świecie nowoczesnego lotnictwa, maksymalnie zbliżającej lotniska do rzeczywistości technice komputerowej symulacji. Nim Zupełna Nowość oznaczona numerem seryjnym 001 po raz pierwszy wypełznie z hangaru na beton lotniska, człowiek próbujący ją w powietrzu wie dobrze, dzięki elektronice, jakich zachowań sztucznego ptaka trzeba się spodziewać tam w górze.

„Gigabity Z Akceleratora”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 1/1989

Gdyby w dziedzinie motoryzacji postęp techniczny był równie szybki, jak w mikroelektronice Rolls-Royce byłby dziś samochodem o stuletniej trwałości, zużywającym pół litra paliwa na tysiąc kilometrów i kosztującym... 5 dolarów.

„Stąd do kosmosu”
Franciszek Penczek - Bajtek 2/1989

Start radzieckiego kosmolotu rozpoczął kolejny, nowy, międzynarodowy wyścig na orbitę. Tym razem mniejszej jakby znaczenie mają ambicje — bardziej liczy się biznes. Kto pierwszy opanuje technologię i potwierdzi wielokrotnymi startami zalety swoich statków, ten zdobędzie zamówienia na usługi kosmiczne.

„Inwazja wideofonów”
Wojciech Łuczak - Bajtek 2/1988

Żadna szanująca się rekwizytornia choćby najtańszego i realizowanego najprostszymi środkami filmu science fiction nie może się obyć bez tego jedynego specyficznego sprzętu. Jego obecność w kadrze symbolizuje to. że ludzkość pokonała już dawno pewien etap w historii komunikowania się na odległość i stał się on czymś zupełnie naturalnym w codziennym życiu przyszłych pokoleń.

„Słoneczna zupa”
Wojciech Łuczak - Bajtek 3/1987

Najpierw pół godziny lotu Boeingiem 737 Indian Airlines z Delhi do Lakhnau — jednego z głównych miast stanu Uttar Pradesz, a potem przesiadka do automobilu przypominającego konstrukcyjnie nasze dawne Warszawy. Ale tylko takie właśnie pojazdy, wytwarzane całkowicie w Indiach (Hindusi z dumą to podkreślają) wytrzymują dziesiątki tysięcy kilometrów wąskich, asfaltowych, ale niezwykle wyboistych dróg Półwyspu Dekan.

„Kijowskie Giganty ”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1989

Świat dowiedział się po raz pierwszy o jego istnieniu w 1977 roku. Niezwykły gość Paryskiego Salonu Lotniczego — szef kijowskiego biura konstrukcji lotniczych Oleg K. Antonów wspomniał wówczas dziennikarzom, iż jego zespół inżynierów pracuje nad programem rozwoju ogromnego samolotu transportowego nowej generacji.