Do takich, niezbyt dla fanatyka komputeryzacji optymistycznych, wniosków skłania lektura przyjętego w końcu 1987 roku przez Komitet d/s Nauki i Postępu Technicznego "Programu rozwoju informatyki do roku 1995". Warto jednak poznać jego założenia. Choćby dlatego, że, jak zapewniają autorzy, jego założenia stanowią maksimum tego, co można osiągnąć w roku 1995.
Co konkretnie przewiduje "Program..."? Czy ci, którzy m.in. dzięki "Bajtkowi" pokonują pierwsze szczeble informatycznego wtajemniczenia będą mogli w przyszłej pracy zawodowej wykorzystać nabyte wiadomości?
Program, nieprzypadkowo chyba wybija na plan pierwszy bardzo konkretne zastosowania informatyki jako narzędzia dla zwiększenia efektywności całej gospodarki. Dlatego też przewiduje się przede wszystkim zastosowanie komputerów w systemach wspomagania prac inżynierskich i projektowych, badań naukowych a także procesów produkcyjnych i pomiarowo-kontrolnych. Każde biuro projektowe połowy lat dziewięćdziesiątych dysponować ma systemem komputerowym. Również do wszystkich nowocześniejszych zakładów wprowadzone być mają systemy CAM, zaś licencje produkcyjne nabywane będą także łącznie z odpowiednim hardwarem i softwarem.
Dla realizacji tylko tych trzech zadań potrzeba będzie ok. 250 tys. mikrokomputerów. 550 tys. dalszych otrzymać powinna oświata i szkolnictwo wyższe, a 40 tys. służba zdrowia. W sumie w Polsce połowy lat dziewięćdziesiątych pracować ma prawie pół miliona profesjonalnych mikrokomputerów, drugie tyle edukacyjnych i 400 tysięcy domowych. Będzie zatem z czego korzystać i w szkole, i w pracy. Tyle, że taki poziom rozwoju informatyki oznacza postawienie się na równi z krajami kapitalistycznymi w przypadku... zatrzymania na 8 lat wskazówek zegara.
Najwięcej kłopotów sprawia i sprawiać będzie jeszcze długo technika i technologia. Program zakłada wprawdzie wprowadzanie do produkcji coraz to nowszych typów mikrokomputerów, ale "pewniaków" jest w nim tylko dwóch: "Mazovia-1016" oraz "Elvro-800". Zważywszy na poziom nowoczesności obu tych konstrukcji wydaje się nieporozumieniem zakładanie, że będzie można je produkować i przede wszystkim eksportować jeszcze w 1995 roku. Na dodatek wszystkie wymienione w programie komputery powinny już być wedle harmonogramu wdrożone do produkcji seryjnej. Tymczasem część jeszcze nie ujrzała światła dziennego, natomiast przyszłość podstawowego komputera edukacyjnego — "Elwro 800 Junior" jest w momencie, gdy piszę te słowa wciąż mocno niepewna — ruszyła produkcja, lecz jednocześnie utknęła sprzedaż. Od listopada 1987 do połowy stycznia br. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie wykupiło już gotowych komputerów. Wygląda zatem, że początki realizacji programu są bolesne. Oby nie okazał się jeszcze jedną papierową wizją.
Oczywiście produkcja jednostek centralnych to jeszcze nie wszystko. Potrzeba monitorów, klawiatur, drukarek, stacji dysków, winchesterów, ploterów itd. Jak na razie w ofercie przemysłu państwowego pustka. Są już natomiast liczne Centralne Programy Badawczo-Rozwojowe w wyniku których powstać mają prototypy nowych urządzeń. Ich wdrożenie nie będzie jednak tak szybkie, jakby się chciało — np. na twarde dyski rodzimej produkcji przyjdzie nam czekać do 1991 roku. Najwyraźniej jednak nie liczymy na żadną długofalową współpracę, czy też kooperację, zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem. Program bowiem przewiduje niemal własny model rodzimego przemysłu komputerowego. Jeśli coś nawet importujemy, to tylko przejściowo. Docelowo produkować mamy wszystko. Pytanie tylko: po co? Czy nie lepiej byłoby spróbować kooperacji, tym bardziej, że np. Węgrów, czy Czechosłowaków też z pewnością nie stać na samodzielne rozwiązanie wszystkich problemów technicznych i konstrukcyjnych w zakresie hardware’u.
Znaków zapytania jest zresztą więcej. Dotyczą one m.in. rozwoju sieci teleinformatycznych — program mówi o tym dość enigmatycznie, czy wreszcie, co bardziej nas chyba jeszcze interesuje, produkcji komputerów domowych. Z zapisów programu wynika, że wciąż jeszcze głównym źródłem zaopatrzenia prywatnych hobbystów w komputery pozostanie "Pewex" i import prywatny. Zakłada się jedynie wprowadzenie na rynek nadwyżki mikrokompterów edukacyjnych. Czyżby autorzy nie wiedzieli, że jak na razie na świecie tylko nieliczne konstrukcje sprawdzają się w szkole równie dobrze jak w domu?
Podczas posiedzenia KNiPT zatwierdzającego program uzasadnione kontrowersje wzbudziło pominięcie de facto w programie całego ruchu klubów komputerowych — i tego związanego z organizacjami młodzieżowymi, i "niezorganizo-wanego". Zwrócił na to uwagę sekretarz generalny Rady Krajowej TMMT Wojciech Wyszomirski. Na jego wniosek opracowany ma być stosowny rozdział programu poświęcony właśnie społecznemu ruchowi komputerowemu.
Wszystkie plany, programy i zamierzenia dotyczące polskiej komputeryzacji mają jednak wielkie "ale". Możemy produkować mikrokomputery, drukarki, plottery, stacje dysków, ale potrzebne są podzespoły. Dopóki nie podejmie się dramatycznego wręcz wysiłku dla modernizacji CEMI i pozostałych zakładów podzespołowych i nie rozpocznie własnej produkcji choćby części potrzebnych "kości" parafrazując Sienkiewicza powiedzieć można: "Szkoda howoryty, szkoda pisaty". A na podjęcie działań rzeczywiście nadzwyczajnych jakoś się nie zanosi. Sumaryczne wielkości nakładów na przemysł komputerowy w latach 1987-1995 będą porównywalne z kosztami budowy jednej kopalni. A to mimo wszystkich deklaracji "Programu..." stawia go raczej w sferze życzeń. A zatem wszystkiego najlepszego polska komputeryzacjo!
Grzegorz Onichimowski




