Ale już znacznie rzadziej usłyszymy, że futurologia opiera się na naukowych zasadach, korzysta z wielu dyscyplin m.in. socjologii, ekonomii, statystyki, demografii. A przecież studia futurologiczne dotyczą takich zagadnień jak rozwój gospodarczy, społeczny, polityczny i kulturalny czy problemy oświatowe i wychowania. Są to badania ściśle związane z planowaniem i to bardzo konkretnym, dotyczącym przyszłości wcale nie tak odległej w czasie i przestrzeni jak loty międzyplanetarne. Poza tym tak prawdę powiedziawszy, ludzi zawsze bardziej interesowało jak będą żyć za lat dwadzieścia, trzydzieści i to nie gdzieś daleko w nieokreślonej przestrzeni.
Niestety, zajęci codziennymi troskami zapominamy o tych dylematach. Dziś wielu ludziom wydaje się wręcz nierozsądne medytowanie o przyszłości, skoro teraźniejszość jest tak niepewna. I to jest błąd: żadne społeczeństwo nie ucieknie od dyskusji o swojej przyszłości, o perspektywie i barierach, o tym jaką drogę rozwoju obrać. Myślenie tylko o teraźniejszości — to stanie w miejscu. Jest to szczególnie niebezpieczne dla młodych pokoleń.
Jaką więc drogę rozwoju powinna przyjąć Polska? Na jakich działach gospodarki, techniki, nauki trzeba skoncentrować się w ciągu najbliższych dziesięciu, dwudziestu lat? To są podstawowe pytania.
Odpowiedzi na nie szukali eksperci różnych dziedzin nauki z Komitetu Prognozowania Rozwoju Kraju Polska 2000” Polskiej Akademii Nauk. Opracowali oni raport pod nazwą „O nowoczesny kształt Polski. Dylematy rozwoju na progu XXI wieku”.
Zanim przejdziemy do rozwiązań zaproponowanych przez uczonych — kilka uwag wstępnych. Otóż w przewidywaniach opracowywanych przed drugą połową XX wieku stosowano tzw. prognozowanie ekstrapolacyjne. Polegało ono na tym, że m.in. na podstawie zaobserwowanych sytuacji, zjawisk i trendów wnioskowano, co może zdarzyć się w przyszłości. Takie przewidywanie było bardzo ryzykowne, gdyż zakładało że mechanizmy i proporcje występujące dziś, wystąpią także w przyszłości. Obecnie, aby uniknąć takiego błędu stosuje się prognozowanie oparte na tzw. scenariuszach rozwoju. Otóż na podstawie naukowej analizy obecnej sytuacji przewiduje się jak może wyglądać przyszłość, jakie mogą wystąpić warianty rozwoju. Ważne jest tu słowo warianty, gdyż nie zakłada się kategorycznie, co będzie, a prognozuje się: cc może być, na czym już dziś warto skupić uwagę, w co warto zainwestować.
Natomiast wahamy rozmów zależą od występujących także dziś tzw. aspiracji społecznych. Aspiracji — czyli dążeń, oczekiwań, nadzieji.
Czego ludzie chcą?
Co pragną osiągnąć, na czym najbardziej im zależy?
Jako pierwszy przyjęto tzw. scenariusz priorytetu surowcowo-energetycznego. Otóż jest w kraju duża grupa ludzi i to mająca nadal znaczne wpływy, która związana jest z przemysłami surowcowo-energetycz- nymi. Ci luczie będą forsować swoje interesy, cele, będą domagać się przeznaczenia środków na rozwój tych gałęzi gospodarki. Wiadomo jednak od dawna, że budowanie i rozwój kopalń, stawianie elektrowni i ciepłowni, hut, walcowni jest... najdroższe pochłania właśnie najwięcej energii! Im większe inwestycje w tych działach gospodarki — tym więcej pochłoniętej energii, surowców, środków, Z kolei wiąże się to z ograniczeniem spożycia w innych dziedzi nach życia społecznego. Mówiąc wprost: np. aby wystarczyło stali na te inwestycje, trzeba będzie mniej przeznaczyć jej na przemysł motoryzacyjny, budownictwo, dla zakładów produkujących urządzenia gospodarstwa domowego itd. Jednak rozwija się to z oczekiwaniami pozostałej — większej — części społeczeństwa. Tak więc ten wariant aspiracji społecznych a zarazem rozwoju — trzeba odrzucić, odpada też argument o grożącym deficycie energii — przede wszystkim należy wykorzystać ją racjonalnie czyli oszczędnie, eliminując przestarzałe technologie. To już będzie dużo.
Jako drugi przyjęto wariant aspiracji potrzeb bieżących. Co on oznacza łatwo się domyśleć, każdy, kto odwiedza sklepy, widzi co można znaleźć na półkach — począwszy od sprzętu elektronicznego a skończywszy na... bieliźnie, nie wspominając o żywności.
Trudno się dziwić, że właśnie z szybką poprawą warunków życia znaczna część społeczeństwa wiąże swoje aspiracje. Trzeba przede wszystkim postawić na te działy gospodarki, których rozwój spowoduje zaspokojenie potrzeb bieżących. Każdy młody człowiek chce dostać mieszkanie, potem kupić meble, porządny sprzęt nagłaśniający, kolorowy telewizor, wideo. Czytelnicy „Bajtka” chcieliby kupić sobie — na początek — sensowny komputer personalny. Później, gdy trochę obrosną w piórka, chcieliby kupić samochód...
Nie ma w tym nic nagannego! Tylko w tym miejscu pojawia się poważny dylemat — większość z artykułów tzw. bieżących potrzeb nie jesteśmy w stanie produkować w ilości zaspokajającej popyt, gdyż nasza gospodarka jest straszliwie przestarzała! „Obecnie 22 proc. majątku produkcyjnego jest całkowicie umorzona, a pracuje nadal tylko dzięki dużym wydatkom na stałe i kosztowne remonty. Podwyższają one koszty produkcji. Ponad 15 proc. maszyn i urządzeń ma już więcej niż 20 lat. Odsetek ten dla całego majątku wynosi jeszcze więcej, bo 25 proc...
Natomiast na majątek młodszy, w wieku do 5 lat przypada w maszynach i urządzeniach tylko 10 proc, a więc znacznie mniej niż w wielu krajach.” — piszą autorzy raportu.
Jaki z tego wniosek?
Koncentracja uwagi na potrzebach bieżących nie musi oznaczać szybkiego tempa wzrostu zaspakajania tych potrzeb, jeżeli występują braki w infrastrukturze społeczno-cywilizacyjnej, jeżeli nie można swobodnie czerpać z doświadczeń rynków światowych w warunkach zadłużenia zagranicznego”. Odwołajmy się jeszcze raz do raportu.
Bez licencji, zakupu technologii, maszyn, wręcz całych linii produkcyjnych nie będziemy w stanie wytwarzać całej masy popularnych — żeby nie określić dosłownie: powszechnych i tanich dóbr użytku codziennego. Ale jak to zrobić, skoro mamy długi, kiepską bazę, stary park maszynowy i... nasz wkład w globalną produkcję światową wynosi mniej niż procent? Nie mamy co sprzedawać, nie możemy więc nic kupić... No, gwoli ścisłości — możemy bardzo niewiele kupić.
Jak rozwiązać ten dylemat? Zdaniem autorów raportu jest rozwiązanie i to nie rodem z science-fiction, a wywodzące się z prognozowania naukowego.
Trzeba postawić na postęp cywilizacyjny. Przede wszystkim normalna gospodarka państwa — która chce zapewnić swym obywatelom przyzwoity poziom życia — nie może rozwijać się w oderwaniu od reszty świata. Musimy znaleźć takie towary czy usługi, które sprzedamy za granicę. Po drugie: w naszej gospodarce potrzebne są zmiany jakościowe. Na przykład w budownictwo mieszkaniowe możemy wkładać jeszcze większe ilości środków energii, surowców — a efekty będą mizerne.
Potrzebne są jakościowe zmiany
w technologiach budowlanych, w planowaniu przestrzennym i w organizowanego procesu inwestycyjnego. Jak to osiągnąć? Przede wszystkim dzięki... nauce!
Nauka — szeroko rozumiana — jest więc kluczem do wszelkich pozytywnych zmian w perspektywie kilkudziesięciu lat. Stosowanie naukowych metod organizacji pracy, poszukiwanie nowych technologii produkcji, racjonalne wykorzystywanie surowców oraz energii, nowoczesne sposoby uprawiania roślin oraz hodowli zwierząt, doskonalenie procesów gromadzenia i wykorzystywania informacji — oto wybrane dziedziny, na których powinniśmy się skupić.
Świat będzie dążył do rozwoju przemysłów wysokiej techniki — co jest zrozumiałe w związku z kurczeniem się zasobów surowcowych, a więc także zmniejszania się możliwości energetycznych.
Elektronika, telekomunikacja, informatyka, automatyka, robotyka, aparatura pomiarowa i kontrolna, nowoczesne urządzenia technologiczne (obrabiarki sterowane, elastyczne systemy produkcyjne) mechanika precyzyjna, mechanotronika, inżynieria materiałowa, chemia małotonażowa trzeciej generacji — to są dziedziny wiedzy, które zapewnią postęp, a zarazem możliwość utrzymania się w stawce.
I to są dziedziny wiedzy, będące także indywidualną szansą dla każdego. Trzeba już dziś dokonać wyboru: w czym warto się specjalizować.
Zdaniem ekspertów konieczne są zwiększone nakłady na naukę, szkolnictwo, edukację. Potrzebne są inwestycje w przemysły wysokich technik oraz tzw. relokacja majątku produkcyjnego, czyli przestawienie się zakładów produkcyjnych wyroby tradycyjnymi metodami na nowoczesne technologie i w efekcie na nowoczesne produkty. Obecnie na kompleks przemysłów wysokiej techniki, edukacji narodowej, nauki i techniki przeznacza się zaledwie 4,8 proc. nakładów inwestycyjnych.
Jeżeli społeczeństwo zdecydowałoby się na realizację scenariusza postępu cywilizacyjnego — nakłady te powinny wzrosnąć do 20 — 25 proc! Od razu dodajmy — zdaniem naukowców innego wyjścia nie ma, jeżeli chcemy utrzymać — i tak dziś odległy — dystans do świata.
Jeżeli taki wariant rozwoju zwycięży — mamy nawet szanse na... odrabianie zaległości. Przynajmniej w dziedzinach, które obierzemy jako specjalności narodowe. Chociaż nie nastąpi to szybko. Część zabiegów reorganizacyjnych da efekty za 10 lat, część inwestycyjnych po roku 2010...
I tak nieoczekiwanie znów powróciliśmy do futurologii, czyli rozważań o przyszłości. Z tym, że są to rozważania o przyszłości zupełnie bliskiej i dotyczącej najbliższej przestrzeni. Jaki wniosek może wyniknąć z tych rozważań? Tym razem odrzućmy wizje wyobraźni z komiksów science-fiction. Zamiast odpowiedzi sięgnijmy do historii, i dla odmiany tej już bardziej odległej. Stefan Batory miał rzekomo powiedzieć do chłopca w zamojskiej szkole (wtedy osoby sprawujące władzę także bywały z niezapowiedzianymi wizytami w terenie): „Disco, puer, latine, ego faciam te mości panie”. Znaczy to: w przekładzie wiernym: ucz się chłopcze łaciny, zrobię cię panem. W tłumaczeniu dowolnym, choć także oddającym sens — ucz się, a będziesz kimś...
Roman Wojciechowski
