Marzenia o wideofonie, czyli aparacie stojącym na znacznie wyższym stopniu rozwoju technologicznego niż zwykły telefon, o systemie przekazującym rozmówcy nie tylko dowolne dźwięki, ale również wizerunek tego z kim się porozumiewa, są chyba jeszcze starsze niż wspaniały wynalazek Grahama Bella. Cóż dziś w tym nadzwyczajnego — powiedzą niektórzy — przecież za pośrednictwem sieci telewizyjnej i satelitów możemy uczestniczyć bezpośrednio w wydarzeniach dziejących się tysiące kilometrów od nas, na innych kontynentach. Nawet my w kraju zdystansowanym wyraźnie przez postęp techniki śledziliśmy całkiem na żywo pierwsze godziny szczytu waszyngtońskiego Gorbaczow — Reagan. Bardziej zorientowani dorzucą jeszcze kilka przykładów — telemosty, specjalne międzykontynentalne konferencje prasowe, prywatne narady satelitarne grubych ryb świata międzynarodowego biznesu. To wszystko niesłychanie oszczędza czas dziennikarzy, polityków, czy ludzi interesu, którzy dążąc na odległe miejsce spotkania, musieliby spędzić w kabinach bardziej lub mniej luksusowo wyposażonych samolotów. Nie oszczędza wszakże pieniędzy. Kilkugodzinne połączenie telewizyjne osób komunikujących się za pośrednictwem pojazdu zawieszonego nad Ziemią pochłania bajońskie sumy. Nie możemy więc mówić o powszechności sprawy.
Ową powszechność uzyskamy, kiedy aparat o wymiarach obecnego telefonu podłączony do normalnego przewodu abonenckiego przekaże nam po wybraniu numeru i głos i obraz osoby, z którą pragnęlibyśmy zamienić parę słów, a może pokazać także interesujące ją fotografie, czy też rysunki. Ten wyścig do powszechności wideofonu już się rozpoczął w Stanach Zjednoczonych i Japonii. I to pomimo faktu, że używane w tych krajach linie, zdaniem specjalistów nie bardzo się do tego nadają. A więc trzeba było się dostosować do istniejących sieci.
LU-1000 zamówić może każda firma amerykańska. Firma, bo jest to w tej chwili najdoskonalszy i najdroższy aparat wideofoniczny Ameryki. Kosztuje 1095 dolarów i działa podłączony do najzupełniej normalnego przewodu pod warunkiem, iż pragniemy porozumieć się za jego pomocą z kimś, kto dysponuje drugim LU-1000 zarejestrowanym pod zwykłym numerem telefonicznym. Aparat firmuje usadowiony w Cypress w Kalifornii amerykański oddział słynnego japońskiego konglomeratu Mitsubishi, a sprawą rozwoju wideofonicznej komunikacji zajmuje się świeżo powołana komórka trustu — Visual Telecom Division. Produkcję powierzono należącej do Mitsubishi wytwórni Luma Telecom, stąd nazwa urządzenia LU-1000.
Wideofon Luma składa się z czegoś w rodzaju komputerowej klawiatury, w którą wbudowano głośniki i mikrofony oraz części wizualnej, czyli minikamery video, a także czarnobiałego ekranu telewizyjnego o przekątnej trzech cali. Połączenie następuje poprzez wystukanie nazwiska osoby, z którą pragniemy rozmawiać. LU-1000 zaprogramowany pamięta dane i numery telefoniczne 100 naszych przyjaciół. Mało tego, na żądanie właściciela wyświetla je na swym monitorze.
Kiedy "podniesiemy słuchawkę" aparat pokazuje jedynie ruchomy wizerunek posługującego się nim człowieka, po uzyskaniu kontaktu z drugim abonentem obraz dzieli się na dwoje. Po jednej stronie widzimy osobę z nami dyskutującą, a raczej zapamiętaną i przesłaną nam przez LU-1000 stopklatką z portretem tego, kto podszedł do aparatu, po drugiej w pełni ruchomą własną podobiznę. Tak samo nieruchomo odbierani jesteśmy przez naszego interlokutora. To oczywista niedoskonałość tego pierwszego, powszechnego wideofonu. Ale jego twórcy całą winę zwalają na "zbyt wąskie gardło" w postaci miedzianych przewodów telefonicznych. Jeśli zastąpiłoby się je światłowodami transmisja byłaba absolutnie pełna i żywa, choć nadal w czerni i bieli. Na razie, bo wedle zapewnień producenta to dopiero wprowadzenie do tematu inwazja wideofonów.
Wrażenie ruchu w obrazie naszego rozmówcy w LU-1000 tworzone jest w ten sposób, iż co kilka sekund w zależności od położenia jego twarzy pojawia się nowa stopklatka. Oczywiście można kamerze podsunąć w ten sposób różne przedmioty, pokazać obrazy, plany, czy szkice. To już bardzo wiele jak na początek.
LU-1000 używany jest obecnie w USA przez kilkanaście wielkich przedsiębiorstw, a także przez niektóre oddziały policji. W tej ostatniej roli aparat oddaje nieocenione usługi jako błyskawiczny identyfikator poszukiwanych, Zatrzymanych i podejrzanych o przestępstwo.
Ale amerykańska filia Mitsubishi pomyślała również o tych, których nie stać na skomplikowany wideofon za ponad tysiąc dolarów. Dla nich wprowadzono na rynek również fabrykowany przez Luma Telcom tak zwany konsumencki model taniego i powszechnego aparatu. Nosi nazwę Visual Telephone Display, w skrócie Visitel. Od początku 1988 roku nabyć go można w każdym sklepie prowadzącym tego rodzaju rzeczy, wraz z instrukcją podłączania do gniazdka, za 399 dolarów.
VisiTel wyposażony jest w normalną słuchawkę z mikrofonem, lecz nie pamięta numerów i nazwisk tych, z którymi chętnie rozmawiamy, ma bowiem zwyczajny klawiszowy wybierak. Oczywiście dochodzi do tego zminiaturyzowana kamera i ekran. Ten ostatni większy niż w przypadku LU-1000 — czteroipółcalowy. Odbieramy na nim wyłącznie "zamrożony" obraz tego co zobaczy w pierwszym momencie połączenia kamerą VisiTela, z którym się kontaktujemy.
Tim Beck — kierownik sieci sprzedaży spółki Mitsubishi America zapewnia wszystkich potencjalnych klientów, że VisiTel nie będzie opróżniał kieszeni swoich posiadaczy. Opłaty za wideofoniczną rozmowę mają być podobno identyczne, jak w przypadku zwykłego "ślepego" połączenia. Nie potrzebna jest żadna przystawka, czy konwertor. Tylko sprawne gniazdko sieci telefonicznej.
Z najnowszych informacji wynika, że tacy potentaci branży elektronicznej jak NEC i Panasonic już kupili licencje Mitsubishi i w ciągu 1988 roku zaprezentują własne aparaty wideofo- niczne przeznaczone na rynek amerykański. W Japonii natomiast Sony i Nippon Telegraph and Telephone Corp. (NTT) — największa firma telekomunikacyjna na świecie, wspólnymi siłami starają się przeskoczyć dokonania konkurentów. Ich wideofony, ponoć znacznie doskonalsze, zarówno te dla świata interesu, jak i dla każdego abonenta, spodziewane są już w najbliższych miesiącach w japońskich sklepach.
To wszystko zapowiada kolejny zalew. Teraz na progu ery powszechnego wideofonu pozostało pokonanie jeszcze jednej bariery. Torowanie drogi ku temu, co niedawno występowało jedynie w filmach fantastyczno- -naukowych hamuje miedziany, błyszczący pręt oblany plastykową izolacją. Giganci branży telekomunikacyjnej proponują najbardziej uprzemysłowionym krajom Zachodu 10-letni program przejścia do światłowodów. Projektowany układ oznaczono jako Integrated Services Digital Network (Cyfrowy System Zintegrowanych Usług). W ten sposób wszystko — tekst, rysunki, fotografie barwne i obrazy przesyłane będą mogły być łączami abonenckimi 30 razy szybciej niż obecnie. Mówi się, iż już niedługo będzie można zostawić na ekranie własnego wideofonu odręcznie malowaną kilkoma kolorami wiadomość przeznaczoną tylko dla tego jedynego, który może zadzwonić podczas naszej nieobecności. Na cóż miło się o tym pisze czekając w co najmniej kilkuletniej kolejce na przydział swojego numeru i założenie takiego zwykłego, najzwyklejszego telefonu.
Wojciech Łuczak




