Bajtek 2/1988
Bajtek Reduks 2/1988 v 0.7

I kolejny Bajtek z roku pańskiego 1988 roku można spokojnie odfajkować i odłożyć na wirtualną półkę - kto ciekaw ten na końcu znajdzie linki aby przeglądnąć sobie upichcone pdf'y.  Czy "dwójka" była wyróżniającym ...

Zobacz stronę związaną z tym artykułem w Reduksach Try2emu
Spis treści:
Listingi dołączone do numeru w ReadyRun

NIE TYLKO KOMPUTERY

Wojciech Łuczak

Inwazja wideofonów

Żadna szanująca się rekwizytornia choćby najtańszego i realizowanego najprostszymi środkami filmu science fiction nie może się obyć bez tego jedynego specyficznego sprzętu. Jego obecność w kadrze symbolizuje to. że ludzkość pokonała już dawno pewien etap w historii komunikowania się na odległość i stał się on czymś zupełnie naturalnym w codziennym życiu przyszłych pokoleń.

Marzenia o wideofonie, czyli aparacie stojącym na znacznie wyższym stopniu rozwoju technologicznego niż zwykły telefon, o systemie przekazującym rozmówcy nie tylko dowolne dźwięki, ale również wizerunek tego z kim się porozumiewa, są chyba jeszcze starsze niż wspaniały wynalazek Grahama Bella. Cóż dziś w tym nadzwyczajnego — powiedzą niektórzy — przecież za pośrednictwem sieci telewizyjnej i satelitów możemy uczestniczyć bezpośrednio w wydarzeniach dziejących się tysiące kilometrów od nas, na innych kontynentach. Nawet my w kraju zdystansowanym wyraźnie przez postęp techniki śledziliśmy całkiem na żywo pierwsze godziny szczytu waszyngtońskiego Gorbaczow — Reagan. Bardziej zorientowani dorzucą jeszcze kilka przykładów — telemosty, specjalne międzykontynentalne konferencje prasowe, prywatne narady satelitarne grubych ryb świata międzynarodowego biznesu. To wszystko niesłychanie oszczędza czas dziennikarzy, polityków, czy ludzi interesu, którzy dążąc na odległe miejsce spotkania, musieliby spędzić w kabinach bardziej lub mniej luksusowo wyposażonych samolotów. Nie oszczędza wszakże pieniędzy. Kilkugodzinne połączenie telewizyjne osób komunikujących się za pośrednictwem pojazdu zawieszonego nad Ziemią pochłania bajońskie sumy. Nie możemy więc mówić o powszechności sprawy.

Ową powszechność uzyskamy, kiedy aparat o wymiarach obecnego telefonu podłączony do normalnego przewodu abonenckiego przekaże nam po wybraniu numeru i głos i obraz osoby, z którą pragnęlibyśmy zamienić parę słów, a może pokazać także interesujące ją fotografie, czy też rysunki. Ten wyścig do powszechności wideofonu już się rozpoczął w Stanach Zjednoczonych i Japonii. I to pomimo faktu, że używane w tych krajach linie, zdaniem specjalistów nie bardzo się do tego nadają. A więc trzeba było się dostosować do istniejących sieci.

LU-1000 zamówić może każda firma amerykańska. Firma, bo jest to w tej chwili najdoskonalszy i najdroższy aparat wideofoniczny Ameryki. Kosztuje 1095 dolarów i działa podłączony do najzupełniej normalnego przewodu pod warunkiem, iż pragniemy porozumieć się za jego pomocą z kimś, kto dysponuje drugim LU-1000 zarejestrowanym pod zwykłym numerem telefonicznym. Aparat firmuje usadowiony w Cypress w Kalifornii amerykański oddział słynnego japońskiego konglomeratu Mitsubishi, a sprawą rozwoju wideofonicznej komunikacji zajmuje się świeżo powołana komórka trustu — Visual Telecom Division. Produkcję powierzono należącej do Mitsubishi wytwórni Luma Telecom, stąd nazwa urządzenia LU-1000.

Wideofon Luma składa się z czegoś w rodzaju komputerowej klawiatury, w którą wbudowano głośniki i mikrofony oraz części wizualnej, czyli minikamery video, a także czarnobiałego ekranu telewizyjnego o przekątnej trzech cali. Połączenie następuje poprzez wystukanie nazwiska osoby, z którą pragniemy rozmawiać. LU-1000 zaprogramowany pamięta dane i numery telefoniczne 100 naszych przyjaciół. Mało tego, na żądanie właściciela wyświetla je na swym monitorze.

Kiedy "podniesiemy słuchawkę" aparat pokazuje jedynie ruchomy wizerunek posługującego się nim człowieka, po uzyskaniu kontaktu z drugim abonentem obraz dzieli się na dwoje. Po jednej stronie widzimy osobę z nami dyskutującą, a raczej zapamiętaną i przesłaną nam przez LU-1000 stopklatką z portretem tego, kto podszedł do aparatu, po drugiej w pełni ruchomą własną podobiznę. Tak samo nieruchomo odbierani jesteśmy przez naszego interlokutora. To oczywista niedoskonałość tego pierwszego, powszechnego wideofonu. Ale jego twórcy całą winę zwalają na "zbyt wąskie gardło" w postaci miedzianych przewodów telefonicznych. Jeśli zastąpiłoby się je światłowodami transmisja byłaba absolutnie pełna i żywa, choć nadal w czerni i bieli. Na razie, bo wedle zapewnień producenta to dopiero wprowadzenie do tematu inwazja wideofonów.

Wrażenie ruchu w obrazie naszego rozmówcy w LU-1000 tworzone jest w ten sposób, iż co kilka sekund w zależności od położenia jego twarzy pojawia się nowa stopklatka. Oczywiście można kamerze podsunąć w ten sposób różne przedmioty, pokazać obrazy, plany, czy szkice. To już bardzo wiele jak na początek.

LU-1000 używany jest obecnie w USA przez kilkanaście wielkich przedsiębiorstw, a także przez niektóre oddziały policji. W tej ostatniej roli aparat oddaje nieocenione usługi jako błyskawiczny identyfikator poszukiwanych, Zatrzymanych i podejrzanych o przestępstwo.

Ale amerykańska filia Mitsubishi pomyślała również o tych, których nie stać na skomplikowany wideofon za ponad tysiąc dolarów. Dla nich wprowadzono na rynek również fabrykowany przez Luma Telcom tak zwany konsumencki model taniego i powszechnego aparatu. Nosi nazwę Visual Telephone Display, w skrócie Visitel. Od początku 1988 roku nabyć go można w każdym sklepie prowadzącym tego rodzaju rzeczy, wraz z instrukcją podłączania do gniazdka, za 399 dolarów.

VisiTel wyposażony jest w normalną słuchawkę z mikrofonem, lecz nie pamięta numerów i nazwisk tych, z którymi chętnie rozmawiamy, ma bowiem zwyczajny klawiszowy wybierak. Oczywiście dochodzi do tego zminiaturyzowana kamera i ekran. Ten ostatni większy niż w przypadku LU-1000 — czteroipółcalowy. Odbieramy na nim wyłącznie "zamrożony" obraz tego co zobaczy w pierwszym momencie połączenia kamerą VisiTela, z którym się kontaktujemy.

Tim Beck — kierownik sieci sprzedaży spółki Mitsubishi America zapewnia wszystkich potencjalnych klientów, że VisiTel nie będzie opróżniał kieszeni swoich posiadaczy. Opłaty za wideofoniczną rozmowę mają być podobno identyczne, jak w przypadku zwykłego "ślepego" połączenia. Nie potrzebna jest żadna przystawka, czy konwertor. Tylko sprawne gniazdko sieci telefonicznej.

Z najnowszych informacji wynika, że tacy potentaci branży elektronicznej jak NEC i Panasonic już kupili licencje Mitsubishi i w ciągu 1988 roku zaprezentują własne aparaty wideofo- niczne przeznaczone na rynek amerykański. W Japonii natomiast Sony i Nippon Telegraph and Telephone Corp. (NTT) — największa firma telekomunikacyjna na świecie, wspólnymi siłami starają się przeskoczyć dokonania konkurentów. Ich wideofony, ponoć znacznie doskonalsze, zarówno te dla świata interesu, jak i dla każdego abonenta, spodziewane są już w najbliższych miesiącach w japońskich sklepach.

To wszystko zapowiada kolejny zalew. Teraz na progu ery powszechnego wideofonu pozostało pokonanie jeszcze jednej bariery. Torowanie drogi ku temu, co niedawno występowało jedynie w filmach fantastyczno- -naukowych hamuje miedziany, błyszczący pręt oblany plastykową izolacją. Giganci branży telekomunikacyjnej proponują najbardziej uprzemysłowionym krajom Zachodu 10-letni program przejścia do światłowodów. Projektowany układ oznaczono jako Integrated Services Digital Network (Cyfrowy System Zintegrowanych Usług). W ten sposób wszystko — tekst, rysunki, fotografie barwne i obrazy przesyłane będą mogły być łączami abonenckimi 30 razy szybciej niż obecnie. Mówi się, iż już niedługo będzie można zostawić na ekranie własnego wideofonu odręcznie malowaną kilkoma kolorami wiadomość przeznaczoną tylko dla tego jedynego, który może zadzwonić podczas naszej nieobecności. Na cóż miło się o tym pisze czekając w co najmniej kilkuletniej kolejce na przydział swojego numeru i założenie takiego zwykłego, najzwyklejszego telefonu.

 

Wojciech Łuczak

Czytaj także w dziale NIE TYLKO KOMPUTERY
„Horyzonty Kosmosu”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1986

Komputer jest ważny ale... nie jest wszystkim. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby gdyby w pierwszym w Polsce piśmie określającym się "przepustką w XXI wiek" zabrakło miejsca na wielkie problemy PRZYSZŁOŚCI. A przyszłość to nie tylko komputery, ale również opanowanie kosmosu, zagospodarowanie oceanicznych głębin, automatyzacja i robotyzacja, energetyka termojądrowa, biotechnologie, klonowanie, edukacja. Postęp w tych wszystkich dziedzinach możliwy jest tylko dzięki rozwojowi techniki komputerowej — to oczywiste. Ale, z drugiej strony, rozwój wszystkich tych dziedzin, stawiając nowe wymagania, wpływa na rozwój informatyki. Warto zdawać sobie sprawę z tego sprzężenia zwrotnego.    

„W poszukiwaniu bliźniaka Ziemi”
Bajtek - Bajtek 2/1986

Któż z nas, patrząc w rozgwieżdżone niebo, nie zastanawiał się, czy gdzieś tam daleko, na jakiejś planecie żyją istoty podobne do nas. Proponujemy Ci wspólną wyprawę na poszukiwanie życia w Kosmosie.

„EXPO '86”
Wojciech Łuczak - Bajtek 11/1986

SĄ niesłychanie praktyczne. Nie miewają humorów, nie potrzebują modnych strojów, są bardzo, bardzo atrakcyjne, a posilają się jedynie kanadyjskim prądem o napięciu 110V.    

„Termojądrowy Obwarzanek”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1987

Teoretycznie, po opanowaniu przez człowieka umiejętności stosowania syntezę termojądrową jeden litr wody może dać tyle energii co 300 litrów benzyny

Termojądrowy Obwarzanek
„Co Pan na to, Panie Bell?”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1987

Z niezwykle prostym wynalazkiem Grahama Bella zrobiono już prawie wszystko. Zaczęło się wszak od dwóch tub połączonych przewodami. Dopiero później pojawiły się łącznice i panienki telefonistki. Właśnie wówczas po raz pierwszy użyto sformułowania, iż czarodziejska skrzyneczka z korbką najbardziej usatysfakcjonowała piękniejszą połowę społeczeństwa. Ale kiedy na scenę wkroczyły automatyczne centrale, podmorskie kable, zaprzestano dowcipów. Telefon stał się podstawowym narzędziem robienia interesów.

„FABRYKA PRZYSZŁOŚCI”
(AK) - Bajtek 9/1987

Jest rok 2087. Fabryki są w większości zautomatyzowane i zwykle ulokowane pod ziemią. Nad nimi rosną drzewa i kwiaty. W zautomatyzowanych fabrykach nawet prace konserwacyjne i naprawcze wykonywane są przez mobilne roboty. Jedynie nowe pomysły, projektowanie nowych fabryk, narzędzi i urządzeń, a także pro duktów finalnych pozostało domeną pracy ludzkiej. I to tylko dlatego, że człowiek potrafi marzyć, a maszyny tego się nie nauczyły.

„Mars po Fobosie”
Jurij Zajcew - Bajtek 12/1987

Czy człowiek poleci na Marsa? Amerykański uczony Carl Sagan uważa, że istnieją już wszystkie przesłanki do wykonania takiego lotu. Niedawno odbył się telemost specjalistów radzieckich i amerykańskich, podczas którego omawiano techniczne i polityczne aspekty takiego przedsięwzięcia. Być może już wkrótce dowiemy sie o konkretnych planach w tym zakresie...

„Talerzem w Niebo”
Wojciech Łuczak - Bajtek 1/1988

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do sympatycznej buzi pani Batista — prezenterki serwisu informacyjnego amerykańskiej sieci telewizyjnej CNN, która na naszych ekranach telewizyjnych pojawia się za sprawą Panoramy Dnia. To, iż nasza najmłodsza muza wyczarowała milionom Polaków, nie odbierającym jeszcze programu moskiewskiej telewizji, skrót dziennika „Wriemia”, nie budzi żadnych emocji. Czemu jednak do formuły — coś ze Wschodu i coś z Zachodu dobrano, spośród całej gamy telewizyjnych potentatów zza Atlantyku, właśnie CNN?

„Rewolucja przy Fleet Street”
Wojciech Markiewicz - Bajtek 5/1988

W piątek, 24 stycznia 1986 r. Rupert Murdoch, właściciel czterech czołowych angielskich tytułów prasowych — "The Times", "The Sunday Times", "The Sun" i gazety niedzielnej "News of the World" — zwolnił z pracy sześć z siedmiu tysięcy drukarzy, techników i urzędników, których dotąd zatrudniał przy redagowaniu i druku tych pism. Jak doszło do tego, że z dnia na dzień sześć siódmych personelu straciło pracę, a gazety ukazywały się w niezmienionej objętości i nakładzie? Uproszczeniem byłoby napisać, że 6 tys. ludzi straciło pracę za sprawą komputerów — nowych technologii składu i druku.

„Życie bez szkoły”
Roman Wojciechowski - Bajtek 3-4/1986

Inaugurując miesiąc temu rubrykę „Nie tylko komputery” pisaliśmy „Komputer jest ważny, ale nie jest... wszystkim”. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby, gdyby w pierwszym w Polsce określającym się jako „przepustka w XXI wiek” zabrakło miejsca na wielkie problemy przeszłości. W poprzednim numerze pisaliśmy o podboju Kosmosu. Dzisiaj proponujemy zastanowienie się nad PERSPEKTYWAMI EDUKACJI.

Życie bez szkoły
„Klucz do energii jutra”
Waldemar Siwiński - Bajtek 7/1986

Są takie idee i projekty naukowe, które w pewnych okresach czasu ogniskują uwagę i wysiłek najwybitniejszych uczonych świata. Do takich wyzwań stojących przed światową nauką należy obecnie kontrolowana synteza termojądrowa, która może zapewnić ludzkości dostatek energii na setki lat.

„Radioteleskopy — oczy i uszy Ziemii”
Waldemar Siwiński - Bajtek 8/1986

Cóż piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko, co piękne — te słowa Mikołaja Kopernika zapisane w sławnym dziele „De Revolutionibus...” najlepiej wyrażają odwieczną tęsknotę człowieka do poznania tego wszystkiego co jest ponad nami, ponad Ziemią. Podstawowym — dziś i w przyszłości — instrumentem tego poznania są radioteleskopy, wspaniałe oczy i uszy Ziemi, których stworzenie możliwe było dzięki elektronice, komputerom i geniuszowi matematyków.    

„Homo intelligens”
(AK) - Bajtek 9/1986

Trwająca nieprzerwanie prawie 35 tys. lat epoka homo sapiens dobiega końca. Jesteśmy świadkami narodzin nowego typu człowieka, który nazwany został homo inteligens.  

„Kierunek: Księżyc!!!”
Waldemar Siwiński - Bajtek 12/1986

„Gwiezdny pokój” zamiast „Gwiezdnych Wojen” – tak można najkrócej określić propozycję Związku Radzieckiego wspólnego podjęcia przez wszystkie państwa wieloetapowego programu zagospodarowania kosmosu w perspektywie do 2000 roku. Proponuje się między innymi, aby w okresie tym stworzyć warunki umożliwiające już w pierwszych latach XXI wieku praktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie Księżyca, jako bazy dla wysyłania ekspedycji do innych planet.

Kierunek: Księżyc!!!
„Bity z Lodówki”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 12/1988

Ciekawe ilu ludzi, zapalając wieczorem światło w swoim domu, zastanawia się, jaki procent energii wytworzonej przez spalający się w elektrowniach węgiel lub spadającą na turbiny wodę trafia do żarówki jego lampy? Z pewnością coraz więcej, w miarę jak wzrasta nasz niepokój związany z zagrożeniami ekologicznymi, z deficytem paliw, z coraz bardziej niepokojącymi perspektywami przyszłości rodzimej energetyki.

„Komputerowy Anioł Stróż”
{opr.} F.P. - Bajtek 11/1988

Kurczaki — tak nazywano tę grę w czasach mojego dzieciństwa: dwóch kierowców prowadziło swoje samochody pędzące naprzeciwko siebie. Pierwszy, który zrejterował skręcając w bok przegrywał; jeśli skręcili obaj, stawka przechodziła na następną parę ryzykantów.

„Leć po drucie”
Wojciech Łuczak - Bajtek 6/1988

Kiedy pochylając głowę wchodzimy do urządzonego ze smakiem i elegancją dwuosobowego kokpitu — wysuniętego w przód kadłuba miejsca pracy osób „powożących” samolotem, łapiemy w locie myśl, że ktoś z nas zakpił, że czegoś w tym wszystkim brakuje.

„Projekt KOLUMB”
Jurij Zajcew - Bajtek 10/1988

Wreszcie się zaczęło! 7 i 12 lipca z kosmodromu Bajkonur wystartowały w kierunku Marsa dwie radzieckie sondy kosmiczne „Fobos-1" i „Fobos-2". W połowie przyszłego roku przelecą one w odległości kilkudziesięciu metrów (!) nad powierzchnią Fobosa, tajemniczego księżyca Marsa, badając różnymi metodami jego powierzchnię':

Projekt KOLUMB
„Ptasim lotem”
Wojciech Łuczak - Bajtek 9/1988

Roy Hopkins — jeden z najlepszych oblatywaczy amerykańskiej firmy Bell należy do niewielkiego na razie grona wtajemniczonych. Poznał już doskonale sekrety pilotażu maszyny..., która nie wykonała jeszcze swego dziewiczego lotu zaplanowanego na koniec września 1988 roku. Było to możliwe dzięki coraz bardziej nieodzownej w świecie nowoczesnego lotnictwa, maksymalnie zbliżającej lotniska do rzeczywistości technice komputerowej symulacji. Nim Zupełna Nowość oznaczona numerem seryjnym 001 po raz pierwszy wypełznie z hangaru na beton lotniska, człowiek próbujący ją w powietrzu wie dobrze, dzięki elektronice, jakich zachowań sztucznego ptaka trzeba się spodziewać tam w górze.

„Gigabity Z Akceleratora”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 1/1989

Gdyby w dziedzinie motoryzacji postęp techniczny był równie szybki, jak w mikroelektronice Rolls-Royce byłby dziś samochodem o stuletniej trwałości, zużywającym pół litra paliwa na tysiąc kilometrów i kosztującym... 5 dolarów.

„Stąd do kosmosu”
Franciszek Penczek - Bajtek 2/1989

Start radzieckiego kosmolotu rozpoczął kolejny, nowy, międzynarodowy wyścig na orbitę. Tym razem mniejszej jakby znaczenie mają ambicje — bardziej liczy się biznes. Kto pierwszy opanuje technologię i potwierdzi wielokrotnymi startami zalety swoich statków, ten zdobędzie zamówienia na usługi kosmiczne.

„Inwazja wideofonów”
Wojciech Łuczak - Bajtek 2/1988

Żadna szanująca się rekwizytornia choćby najtańszego i realizowanego najprostszymi środkami filmu science fiction nie może się obyć bez tego jedynego specyficznego sprzętu. Jego obecność w kadrze symbolizuje to. że ludzkość pokonała już dawno pewien etap w historii komunikowania się na odległość i stał się on czymś zupełnie naturalnym w codziennym życiu przyszłych pokoleń.

„Słoneczna zupa”
Wojciech Łuczak - Bajtek 3/1987

Najpierw pół godziny lotu Boeingiem 737 Indian Airlines z Delhi do Lakhnau — jednego z głównych miast stanu Uttar Pradesz, a potem przesiadka do automobilu przypominającego konstrukcyjnie nasze dawne Warszawy. Ale tylko takie właśnie pojazdy, wytwarzane całkowicie w Indiach (Hindusi z dumą to podkreślają) wytrzymują dziesiątki tysięcy kilometrów wąskich, asfaltowych, ale niezwykle wyboistych dróg Półwyspu Dekan.

„Kijowskie Giganty ”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1989

Świat dowiedział się po raz pierwszy o jego istnieniu w 1977 roku. Niezwykły gość Paryskiego Salonu Lotniczego — szef kijowskiego biura konstrukcji lotniczych Oleg K. Antonów wspomniał wówczas dziennikarzom, iż jego zespół inżynierów pracuje nad programem rozwoju ogromnego samolotu transportowego nowej generacji.