Bajtek 1/1989
Bajtek 1/1989

I kolejny numer Bajtka został zreduksowany - tym razem pod nóż poszedł pierwszy numer z 1989 roku. Numer jak numer, oprócz w miarę fajnej okładki w środku dojrzewa nie tylko nowy layout ale przede wszystkim nowe podejście do rzeczywistości - ...

Zobacz stronę związaną z tym artykułem w Reduksach Try2emu
Spis treści:
Listingi dołączone do numeru w ReadyRun
Franciszek Penczek

Ile bajtów ma "Bajtek"?

Rozmowa z Janem Rurańskim — red. naczelnym miesięcznika „Wiedza i Życie”.

— Jako specjalista od odpowiedzi na głupie pytania, jesteś w opozycji do rozpowszechnionego raczej poglądu, iż takie nie bywają...

— W istocie, chyba jestem.

— ... są za to niemądre odpowiedzi?

— I z tym też się zgadzam.

— Wykluczone — przecież to sprzeczność!

— Pozorna. Są pewne sytuacje, gdzie człowiek pozbawiony informacji czy dostatecznej wiedzy, zbywa pytającego rutynową odpowiedzią: „To jest głupie pytanie!” I choć wszyscy zastrzegają się, iż takich pytań nie ma — część ludzi uważa, że są głupie i niegodne odpowiedzi. I ja w swoich książkach na takie właśnie pytania odpowiadam.

— Zatem a propos: Ile bajtów ma „Bajtek"?

— A skąd ja mogę to wiedzieć?

— Przed chwilą właśnie wyjaśniliśmy kwestię takich pytań.

— Jeśli potraktować „Bajtka” jako zbiór takich bajtów czyli informacji zakodowanej w postaci cyfrowej, to można by odpowiedzieć na to pytanie mnożąc ilość stron maszynopisu wchodzących do numeru...

— około 200...

— przez dwa tysiące bo tyle jedna strona ma bitów. A następnie wynik tego działania dzielimy przez osiem, bo bajt bo osiem bitów.

— Mnożymy, dzielimy i... ?

— Wychodzi 50 kilobajtów.

— Byłeś jednym z ojców chrzestnych „Bajtka”. Czy dziecko rośnie na miarę — również Twoich — ambicji?

— Byłem raczej jednym z akuszerów, uczestniczyłem w spotkaniach, gdzie rodziła się idea pisma komputerowego dla młodzieży. Było to jeszcze w innym wydawnictwie, nie było pewne jaki ma mieć tytuł. Ale w tym, że „Bajtek” powstał, jakąś cząstkę odpowiedzialności ponoszą.

— Jaki dziś jest?

— Widzę w nim spore słabości — czytelnicy też je pewnie dostrzegają. Ale nie wynikają one z winy zespołu redagującego pisma, a raczej ze specyfiki i sytuacji, w jakiej znajduje się informatyka w Polsce. Brak skoordynowanej polityki w tej dziedzinie, podział społeczeństwa na dorosłych i młodzież, która inaczej rozumie komputery. Wszystko to razem sprawia, że w „Bajtku” powinno być więcej tekstów łączących jakby dwa światy: ludzi bez reszty pochłoniętych już przez komputery i tych, którzy się komputerów boją.

— Zgaduję, że taką „na styku” będzie odnowiona przez ciebie „Wiedza i Życie"?

— Chcemy, żeby była wszechstronna, trafiająca do różnych czytelników zainteresowanych światem techniki, tym co dzieje się w nauce na świecie; tym, co czeka ich w przyszłości. Ambicją zespołu jest, by „Wiedza i Życie” była na najwyższym poziomie merytorycznym na jaki nas stać. Przy czym, żeby nie było niejasności — poziomu nie rozumiem jako wysublimowanej struktury językowej, myślę tu raczej o najnowszych, najbardziej współczesnych osiągnięciach i odkryciach, o których chcemy pisać tak, by zrozumiał je każdy.

— Niewielu jest autorów łączących wysoki poziom merytoryczny z przystępnym językiem.

— Większość z nich już jest wśród naszych współpracowników.

— Jak na nasze warunki jest to czasopismo luksusowe: kredowy papier, zdjęcia bliskie oryginałom, cena również. Czy taki powinien być koszt popularyzacji?

— Zgadzam się z poglądem, że na popularyzacji zarabiać się nie powinno, podobnie jak nie zarabia się na szkolnictwie, na telewizji oświatowej itp. Wszędzie na świecie to reguła, a u nas niestety od bardzo wielu lat obowiązuje fałszywy model sterowania popularyzacją. Traktuje się ją jako zapchajdziurę, spycha na margines. To sprawia, że ponosimy niesłychane koszty w innych dziedzinach. Na przykład przez czterdzieści lat wydaliśmy fortunę na agitację chcąc uzyskać naukowy światopogląd społeczeństwa. Przypuszczam, iż połowa tych pieniędzy wydana na właściwą popularyzację nauki przyniosłaby lepsze skutki w jego kształtowaniu. Zarówno czasopisma popularnonaukowe, jak książki z tej dziedziny nigdy nie mieściły się w polu zainteresowania (tego bliższego) dysponentów politycznych. Zawsze kiedy mieliśmy (i mamy) do czynienia z opóźnieniami w druku dotyczy to czasopism technicznych, popularnonaukowych — czy ostatecznie pism, dla dzieci i młodzieży.

— ” Wiedzy i Życia” to nie dotyczy. Czy I ten sukces — terminowość — jest wliczony w cenę?

— 280 złotych jest minimalną ceną jaką udało nam się wynegocjować, aby pismo nie było deficytowe. Zważywszy ceny innych dóbr, uważam, że jest ona przyzwoita; w prenumeracie nawet niższa.

— Przyzwyczajony do książek na papierze gazetowym, a gazet na czymś papleropodobnym, chciałbym dowiedzieć się, czy casus „Wiedzy” to jednorazowy wydawniczy wybryk, czy też już — oby — tendencja ?

— Tego nie wiem, gdyż to, co robimy jest jakąś wypadkową działania różnych sił. Po pierwsze, powód, dla którego ta nowa edycja powstała: otóż pismo z 65- letnią tradycją, jakim jest „Wiedza i życie” było w sytuacji kryzysowej. Nakład spadał, zwroty rosły, liczba czytelników malała. W związku z tym wydawca doszedł do wniosku, że coś z tym trzeba zrobić. Wyjścia były dwa: zamknąć albo próbować rozwijać. Wybraliśmy tę drugą możliwość: żeby zachować tytuł i tradycję, ale zmienić formułę. Ambicją zespołu jest to by było to pismo przynajmniej na poziomie europejskim, więc zarówno autorzy tekstów jak i graficy są najlepsi. Na świecie czasopisma tego typu są szalenie pracochłonne i kosztowne w produkcji — dzięki temu uzyskuje się efekty wizualnej prostoty i łatwości odbioru tekstu.

— Sprzyja temu komputerowe wspomaganie prac redakcyjnych.

— „Wiedza” już od pierwszego numeru w całości — chyba jako pierwsze pismo w Polsce — jest składana i łamana na komputerze.

— Czy jest to więc ewenement na naszym rynku wydawniczym, czy już jakościowy krok naprzód?

— Wydaje mi się to jedynym rozsądnym rozwiązaniem, zwłaszcza w przypadku czasopism o dłuższym cyklu wydawniczym. Jeśli prześledzić proces produkcji gazety od momentu, kiedy autor zaczyna pisać swój artykuł do ruszenia maszyny rotacyjnej, to w dotychczasowym systemie ten sam tekst jest przepisywany wielokrotnie. Innymi słowy: jeśli autor pisze literkę „ą”, to tę samą literkę w redakcji wystukuje maszynistka — czasem jako „a”, następnie sekretarz poprawia, po czym linotypista kolejny raz pisze „a”, a korekta sprawdza, i tak w kółko. Natomiast z zastosowaniem komputera literka „ą” zakodowana elektronicznie przez autora pozostaje literką „ą” aż do końca procesu wydawniczego. I na tym zasadza się pomysł uproszczenia procesu wydawania (i redagowania) gazety.

— Tyle idea, a jak to wygląda od kuchni?

— Ponieważ wszystko co nowe rodzi się w wielkich bólach, tak i tu rzeczywistość zgrzyta. Ponieważ nasz przemysł poligraficzny nastawiony był na tradycyjny rozwój, w związku z tym budując nowe drukarnie rozbudowywano ogromne działy fotoskładu. Rozbudowywano, moim zdaniem, niepotrzebnie, nie przewidując takiego rozwoju techniki, jaki nastąpił, tzn. możliwości uruchomienia składu i łamania w redakcjach i wydawnictwach.

— Taka możliwość pojawiła się wraz z mikrokomputerami.

— Dzisiaj wygląda to tak, że w redakcji na prostym stosunkowo komputerze, możemy wykonać to, co dawniej (i teraz) robią wielkie systemu fotoskładu w drukarniach. Możemy wykonać to samo taniej, szybciej — w ustalonym przez nas harmonogramie, poprawiać aż do uzyskania ostatecznego efektu, korygując tekst bez konieczności kosztownego naświetlania bezpośrednio na komputerze lub na wydruku z drukarki laserowej.

— Ile komputerów posiada redakcja?

— Dwa IBM PC/AT.

— Dwa czy tylko dwa?

— Mam na ten temat dość radykalne własne zdanie — otóż komputery powinny stać tam, gdzie się opłacają. Dzisiaj, choć być może zabrzmi to jak herezja, dziennikarzy nie powinno być stać na pisanie na komputerach dlatego że samo napisanie tekstu na zwykłej maszynie jest wielokrotnie tańsze. Opłaca się natomiast wykorzystanie komputera w redakcji do składu tekstu i łamania kolumn.

1) Dlaczego sól jest słona — czyli odpowiedzi na głupie pytanie.

2) Dlaczego woda jest mokra czyli odpowiedzi na głupie pytania.

3) Dlaczego zebra jest w paski czyli odpowiedzi na głupie pytania.

 

Rozmawiał

 

Franciszek Penczek