Bajtek 4/1989
Bajtek 4/1989 0.94

Wreszcie znalazłem chwilę czasu (a w zasadzie chęci na publikację) numeru 4 z 1989 roku. Wreszcie redakcja odkryła, że przydałoby się dorzucić trochę listingów, więc to prawdziwy zdrój w porównaniu do Zobacz stronę związaną z tym artykułem w Reduksach Try2emu

Spis treści:

Wstepniak

Waldemar Siwiński

Coś na zimno

A jednak nie ma nic wspanialszego niż niespodzianki, jakich może dostarczyć nauka!

Raptem dwa lata temu otworzył się zaczarowany kocioł z nadprzewodnictwem, a oto znowu z naukowych laboratoriów nadeszły informacje o odkryciu, które z całą pewnością wpisane zostanie do „złotej dziesiątki“ sensacji naukowych XX wieku. Mam oczywiście na myśli „zimną“ syntezę jądrową“.

Sensacja wybuchła 23 marca br., gdy „Financial Times“ jako pierwszy poinformował, że dwaj naukowcy, profesorowie Martin Fleischmann z Uniwersytetu Southampton w Anglii i Stanley Pons z Uniwersytetu Utah w USA, przeprowadzili w „śmiesznie prosty“ sposób reakcję kontrolowanej syntezy jądrowej — coś, nad czym od przeszło 30 lat mozolą się bez większego powodzenia potężne instytuty naukowe całego świata.

Na czym ten „śmiesznie prosty“ sposób polega? Do tej pory główny wysiłek urzeczywistnienia kontrolowanej syntezy termojądrowej kierowany był w stronę gigantycznych ciśnień i super wysokich temperatur. Bo wprawdzie rozpracowywano również od strony teoretycznej warunki zaistnienia „zimnej“ syntezy jądrowej (np. w instytucie Energii Jądrowej im. Kurczatowa w Moskwie), ale jednak w nauczeniu się wytwarzania i utrzymywania przez odpowiednio długi okres czasu rozgrzanej do milionów stopni plazmy widziano przyszłość.

W rozwój badań nad „gorącą“ syntezą termojądrową włożone zostały olbrzymie pieniądze. Stać na nie było tylko najbogatszych: USA, ZSRR, plus niektóre kraje zachodnie, w tym Japonię. Ale okazało się w ostatnich latach, że budowanie potężnych „tokamaków“ i innych urządzeń zdolnych do wytwarzania i utrzymywania przez ok. 1 sekundę plazmy, przekracza możliwości finansowe nawet światowych gigantów. Dlatego właśnie pojawiła się idea zbudowania międzynarodowego gigantycznego „tokamaka“ o kryptonimie INTOR. Było to nawet tematem rozmów prowadzonych przez Michaiła Gorbaczowa i Ronalda Reagana podczas spotkania na szczycie w Genewie.

Przypominam te fakty, aby tym wyraźniej uwidocznić genialność metody zaproponowanej przez Fleischmanna i Ponsa. Ich baza doświadczalna okazała się niezwykle prosta: szklana wanienka napełniona „ciężką wodą“, dwie elektrody — z platyny i palladu, zasilacz oraz odpowiednia aparatura pomiarowa (tak to w każdym razie przedstawili w pierwszych relacjach, pełny opis odkrycia zapowiedziano bowiem w majowym numerze miesięcznika popularnonaukowego „Nature“). Pod wpływem przepływu prądu zachodzi w tym zestawie proces elektrolizy i syntezy jąder, gromadzących się w elektrodzie z palladu. Świadczy o tym wydzielanie się dużych ilości ciepła oraz pojawienie się wolnych neutronów. Zdaniem autorów, jedynym wyjaśnieniem tych zjawisk może być zachodząca pod wpływem elektrolizy deuteru reakcja syntezy jąder atomowych.

Tę sensacyjną wiadomość, światowa społeczność uczonych przyjęła z olbrzymim aplauzem — ale i z pewną dozą rezerwy. W nauce bowiem o tym, że jakieś zjawisko zachodzi obiektywnie i może być uznane za prawidłowość decyduje jego powtarzalność. Zaczęło się nerwowe oczekiwanie — czy komuś uda się powtórzyć eksperyment Fleischmanna- Ponsa? Po kilku dniach wreszcie odetchnięto z ulgą — sypnęły się informacje o odtworzeniu eksperymentu w różnych laboratoriach świata, w tym w katedrze fizyki doświadczalnej Uniwersytetu w Debreczynie (Węgry).

Oczywiście, od pierwszego eksperymentu w laboratorium uniwersytetu w stanie Utah (Fleischmann jest na nim dziekanem wydziału chemicznego) do zbudowania elektrowni przemysłowej wykorzystującej energię powstającą z elektrolizy „ciężkiej wody“ droga jest daleka. Ale rokuje ona (jeśli zjawisko wykryte przez panów F-P zostanie ostatecznie potwierdzone) perspektywy wprost oszałamiające.

Łatwo też wykazać, że łączny wpływ trzech głównych przełomów naukowo-technologicznych drugiej połowy XX wieku — komputerów osobistych, nadprzewodnictwa w temperaturze pokojowej i „zimnej“ syntezy termojądrowej — tworzy podstawy pod nowy, skokowy etap rozwoju cywilizacyjnego. A to wszystko, drogi Czytelniku, stało się (a raczej powiedzmy ostrożniej: staje się) nie w zamierzchłej historii lat 60- tych, tylko w czasach, które świetnie pamiętasz. Być świadkiem przełomu w historii nauki i historii cywilizacji — czyż to nie jest fascynujące?

Waldemar Siwiński

Czytaj także w dziale Wstepniak
„RUN czyli zaczynamy”
ZBIGNIEW SIEDLECKI, WALDEMAR SIWIŃSKI - Bajtek 1/1985

Ambicją zespołu redakcyjnego jest — najogólniej mówiąc — zwalczanie analfabetyzmu mikrokomputerowego w Polsce. Oczekujemy pomocy tych wszystkich, który w walce o sprawy informatyki w Polsce mają już doświadczenie.

RUN czyli zaczynamy
„Start Ostry”
Waldemar Siwiński - Bajtek 1/1986

BAJTEK – to popularne pismo, poświęcone temu wszystkiemu, co z przekształcaniem informacji się wiąże. Przede wszystkim chcemy być pomocni tym, którzy już mają lub chcą mieć komputery osobiste” – tak rozpocząłem artykuł wstępny do pierwszego numeru BAJTKA, który w końcu września ub.r. ukazał się w kioskach “Ruchu”. Nasz “maluch” miał nakład 50 tys. egzemplarzy, co, jak się natychmiast okazało, nie zaspokoiło potrzeb Czytelników. W ciągu pierwszych 10 dni po wyjściu BAJTKA na świat przyszło ponad 1,5 tysiąca listów z prośbami o pomoc w zdobyciu naszego dodatku i z propozycjami tematów do następnych numerów. To ostatecznie przekonało wszystkich naszych sojuszników, że BAJTEK to jest to!

„Czas Wielkich Idei”
Waldemar Siwiński - Bajtek 4/1987

Odrabiając nasze zaległości informatyczne warto przyglądać się stale, jak poczynają sobie w tej dziedzinie sąsiedzi. Dziś kilka uwag na temat Związku Radzieckiego.  

„Sportowcy z komputera”
Waldemar Siwiński - Bajtek 7/1987

Dobrze resorowany autobus, stoliki i krzesła zamiast ławek, na stolikach komputery osobiste, z przodu autokaru tablica... Załogę klasy na kółkach stanowi kierowca-elektromechanik (trzeba przecież podłączyć klasę do wiejskiej sieci elektrycznej lub uruchomić przenośny agregat) i instruktor-informatyk... Co stoi na przeszkodzie aby po polskich wsiach zaczęły jeździć takie komputerowe klasy na kółkach? — pytałem w tym miejscu dwa miesiące temu. I oto z satysfakcją stwierdzam, że nasza propozycja szybko znalazła społeczny odzew.  

„Ponad Granicami”
Waldemar Siwiński - Bajtek 9/1987

  Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w pracy redakcyjnej jest lektura listów od Czytelników.W paczce kolorowych kopert, które codziennie przynosi listonosz do naszej redakcji, prawie zawsze jest również koperta z zagranicznym znaczkiem i adresem. Zazwyczaj zawiera ona kilka miłych uwag pod naszym adresem plus prośbę o przysłanie jednego lub więcej numerów „Bajtka"

„Czas zacząć biec”
Waldemar Siwiński - Bajtek 9/1986

„Wyśledzić moment historyczny, w którym liczydło dosięgło Rozumu, jest równie trudno, jak ów, co małpę przemienił w człowieka” — tą błyskotliwą uwagą zapożyczoną od Stanisława Lema zainaugurowaliśmy we wrześniu ub.r. wydawanie „Bajtka”. W ciągu roku trafiło do rąk Czytelników 1 mln 700 tysięcy egzemplarzy naszego pisma. Jak przekonuje comiesięczne „głosowanie” odbywające się przy kioskach „Ruchu” — o wiele za mało.  

„SPRZĘŻENIE UJEMNE”
Waldemar Siwiński - Bajtek 10/1986

Jaki jest podstawowy warunek uzyskania pożytków z informatyki? Opracowany przez MNSzWiT dokument pt. „Program rozwoju zastosowań techniki komputerowej w procesach kształcenia w szkołach wyższych w latach 1985–1990” przynosi na to pytanie odpowiedź zdecydowaną i klarowną. Brzmi ona: „Upowszechnienie kształcenia informatycznego przez szkoły wyższe jest jedyną drogą do efektywnego i skutecznego rozwoju informatyki i jej zastosowań w gospodarce narodowej”. Koniec, kropka, a co najważniejsze – prawda. Tylko co z tej prawdy wynika?  

„Na Progu Trzeciego Tysiąclecia”
WALDEMAR SIWIŃSKI - Bajtek 4/1985

Przezwyciężenie analfabetyzmu komputerowego nie jest sprawą prostą — uważa prof. Andriej Jerszow. — Nie załatwi się tego jednym pociągnięciem pióra. A brać się za rozwiązanie tego problemu musimy już teraz. Nie wolno nam stracić już ani minuty!.  

„Sposób na wirusa”
Waldemar Siwiński - Bajtek 11/1988

Wirus komputerowy jest w dalszym ciągu tematem nr 1 w rozmowach ludzi zajmujących się profesjonalnie komputerami.

„Komputerowy Świat”
Waldemar Siwiński - Bajtek 10/1988

Jakie problemy mają ludzie zajmujący się komputerami?  

„Wiek XXI już się zaczął!”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1989

Oczywiście, nie u nas, tylko w  Japonii. Nie jest to żaden żart, tylko jak najbardziej realny fakt, gdyż za taki trzeba przecież uznać pieniądze zainwestowane przez wiele japońskich firm z myślą właśnie o wieku XXI. Przykłady? Proszę bardzo:

„Drodzy Czytelnicy!”
Redakcja - Bajtek 2/1989

Z pewnością niemile Was zaskoczył fakt, iż musieliście za ten egzemplarz „Bajtka” zapłacić o prawie 50 procent drożej.   

„Poza Priorytetem”
Waldemar Siwiński - Bajtek 3/1989

W kilku poprzednich numerach pisałem w tym miejscu o najnowszych osiągnięciach technicznych i trendach rozwojowych informatyki na świecie. A co z nami? Gdzie jest Polska — w chwili, gdy inni zaczynają już realizować projekty rozwojowe obliczone na XXI wiek?  

„Na gorąco”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1988

Prawie równocześnie z ukazaniem się tego, lutowego numeru naszego pisma, znajdzie się też na rynku numer specjalny "Bajtka" poświęcony wyłącznie komputerom Atari. "BAJTEK-ATARI" jest odpowiedzią na prośby naszych Czytelników, a jednocześnie zapoczątkowuje całą serię dodatków specjalnych przeznaczonych dla użytkowników poszczególnych typów komputerów osobistych dostępnych na naszym rynku.

„Coś na zimno”
Waldemar Siwiński - Bajtek 4/1989

A jednak nie ma nic wspanialszego niż niespodzianki, jakich może dostarczyć nauka!

„Naukowe szaleństwo”
Waldemar Siwiński - Bajtek 5/1989

Dotyczy ono oczywiście zainicjowanego przez profesorów Martina Fleischmanna i Stanleya Ponsa wyścigu czołowych laboratoriów świata do uzyskania syntezy jądrowej w temperaturze pokojowej. W poprzednim numerze pisałem o rewelacji ogłoszonej przez obu profesorów z dużą emfazą, gdyż sprawa, sama w sobie, jest tego z pewnością warta. Jednak kilka tygodni, które upłynęły od ogłoszenia o odkryciu, znacznie ostudziły emocje.