Raptem dwa lata temu otworzył się zaczarowany kocioł z nadprzewodnictwem, a oto znowu z naukowych laboratoriów nadeszły informacje o odkryciu, które z całą pewnością wpisane zostanie do „złotej dziesiątki“ sensacji naukowych XX wieku. Mam oczywiście na myśli „zimną“ syntezę jądrową“.
Sensacja wybuchła 23 marca br., gdy „Financial Times“ jako pierwszy poinformował, że dwaj naukowcy, profesorowie Martin Fleischmann z Uniwersytetu Southampton w Anglii i Stanley Pons z Uniwersytetu Utah w USA, przeprowadzili w „śmiesznie prosty“ sposób reakcję kontrolowanej syntezy jądrowej — coś, nad czym od przeszło 30 lat mozolą się bez większego powodzenia potężne instytuty naukowe całego świata.
Na czym ten „śmiesznie prosty“ sposób polega? Do tej pory główny wysiłek urzeczywistnienia kontrolowanej syntezy termojądrowej kierowany był w stronę gigantycznych ciśnień i super wysokich temperatur. Bo wprawdzie rozpracowywano również od strony teoretycznej warunki zaistnienia „zimnej“ syntezy jądrowej (np. w instytucie Energii Jądrowej im. Kurczatowa w Moskwie), ale jednak w nauczeniu się wytwarzania i utrzymywania przez odpowiednio długi okres czasu rozgrzanej do milionów stopni plazmy widziano przyszłość.
W rozwój badań nad „gorącą“ syntezą termojądrową włożone zostały olbrzymie pieniądze. Stać na nie było tylko najbogatszych: USA, ZSRR, plus niektóre kraje zachodnie, w tym Japonię. Ale okazało się w ostatnich latach, że budowanie potężnych „tokamaków“ i innych urządzeń zdolnych do wytwarzania i utrzymywania przez ok. 1 sekundę plazmy, przekracza możliwości finansowe nawet światowych gigantów. Dlatego właśnie pojawiła się idea zbudowania międzynarodowego gigantycznego „tokamaka“ o kryptonimie INTOR. Było to nawet tematem rozmów prowadzonych przez Michaiła Gorbaczowa i Ronalda Reagana podczas spotkania na szczycie w Genewie.
Przypominam te fakty, aby tym wyraźniej uwidocznić genialność metody zaproponowanej przez Fleischmanna i Ponsa. Ich baza doświadczalna okazała się niezwykle prosta: szklana wanienka napełniona „ciężką wodą“, dwie elektrody — z platyny i palladu, zasilacz oraz odpowiednia aparatura pomiarowa (tak to w każdym razie przedstawili w pierwszych relacjach, pełny opis odkrycia zapowiedziano bowiem w majowym numerze miesięcznika popularnonaukowego „Nature“). Pod wpływem przepływu prądu zachodzi w tym zestawie proces elektrolizy i syntezy jąder, gromadzących się w elektrodzie z palladu. Świadczy o tym wydzielanie się dużych ilości ciepła oraz pojawienie się wolnych neutronów. Zdaniem autorów, jedynym wyjaśnieniem tych zjawisk może być zachodząca pod wpływem elektrolizy deuteru reakcja syntezy jąder atomowych.
Tę sensacyjną wiadomość, światowa społeczność uczonych przyjęła z olbrzymim aplauzem — ale i z pewną dozą rezerwy. W nauce bowiem o tym, że jakieś zjawisko zachodzi obiektywnie i może być uznane za prawidłowość decyduje jego powtarzalność. Zaczęło się nerwowe oczekiwanie — czy komuś uda się powtórzyć eksperyment Fleischmanna- Ponsa? Po kilku dniach wreszcie odetchnięto z ulgą — sypnęły się informacje o odtworzeniu eksperymentu w różnych laboratoriach świata, w tym w katedrze fizyki doświadczalnej Uniwersytetu w Debreczynie (Węgry).
Oczywiście, od pierwszego eksperymentu w laboratorium uniwersytetu w stanie Utah (Fleischmann jest na nim dziekanem wydziału chemicznego) do zbudowania elektrowni przemysłowej wykorzystującej energię powstającą z elektrolizy „ciężkiej wody“ droga jest daleka. Ale rokuje ona (jeśli zjawisko wykryte przez panów F-P zostanie ostatecznie potwierdzone) perspektywy wprost oszałamiające.
Łatwo też wykazać, że łączny wpływ trzech głównych przełomów naukowo-technologicznych drugiej połowy XX wieku — komputerów osobistych, nadprzewodnictwa w temperaturze pokojowej i „zimnej“ syntezy termojądrowej — tworzy podstawy pod nowy, skokowy etap rozwoju cywilizacyjnego. A to wszystko, drogi Czytelniku, stało się (a raczej powiedzmy ostrożniej: staje się) nie w zamierzchłej historii lat 60- tych, tylko w czasach, które świetnie pamiętasz. Być świadkiem przełomu w historii nauki i historii cywilizacji — czyż to nie jest fascynujące?
Waldemar Siwiński
