Targi CeBIT 89 nie odbiegały od normy — były olbrzymie. W halach o łącznej powierzchni ponad 230 tys. metrów kwadratowych swoją ofertę zaprezentowało 3125 wystawców z 37 krajów. Obecni byli giganci — IBM, Apple, Commodore, Toshiba, czy Microsoft, ale także setki małych lecz niezwykle dynamicznie się rozwijających firm z Tajwanu, Singapuru, czy Korei Południowej. Ilość prezentowanych urządzeń, programów, sieci itd. była tak zatem tak wielka, że chociaż niniejsza relacja nie będzie z pewnością pierwszym sprawozdaniem z CeBIT-u jakie zobaczycie w naszej prasie (wśród setek dziennikarzy akredytowanych przy targach znalazła się i spora polska gromadka) jednak mam pewność, że nie powtórzę wiele za kolegami po piórze. Na postawione w tytule pytanie każdy znalazł pewnie swoją odpowiedź.
Na tegorocznych targachwszechwładnie królowała telekomunikacja
Zanim przejdę do swojej chciałbym... skorygować nieco pytanie. CeBIT, chociaż jego hale po dach niemal zapełnione są „komputerowym złomem“ nie jest bynajmniej targami komputerowymi. Jego obserwacja raz jeszcze udowadnia nam tezę, jaką nie raz stawialiśmy już przed naszymi czytelnikami. Komputery same w sobie niezależnie od pojemności pamięci, szybkości działania itd. mało kogo już podniecają. O wiele bardziej istotne są zadania jakie muszą one spełniać. Do nich dostosowuje się konstrukcję i parametry urządzeń-komputerów, peryferiali, sieci, a także softwaru.
Na tegorocznych targach wszechwładnie królowała telekomunikacja. Jej rozwój determinuje dziś w dużym stopniu dalszy postęp cywilizacyjny. Cóż bowiem z tego, że zdołamy przy pomocy komputera przetworzyć otrzymaną informację bądź odtworzyć ją z pamięci, jeśli informacji tej nie będziemy potrafili szybko i tanio przekazać dalej, a samemu sięgnąć po inną, niedostępną nam jeszcze pod ręką?
Wystawiające na hanowerskich targach firmy miały na to oczywiście swoje recepty. Najczęstsza z nich brzmiała: ISDN (integrated services digital network). Opisywana tym skrótem sieć połączeń umożliwia przekazywanie przy pomocy tego samego kabla przekazywanie dźwięku słów, obrazu TV, oraz oczywiście danych komputerowych. Nie jest ona przy tym żadną ciekawostką, czy prototypem. Zajmujący na wystawie niemal całe piętro jednej z hal Federalny Urząd Poczty pokazał, dla przykładu, działającą już w dużej części RFN sieć bliską zintegrowanej. Jak stwierdzono na seminarium, które odbywało się równolegle do targów, w 1993 roku sieć ta pokryje całe terytorium nadreńskiej republiki.
W telekomunikację ostatnich lat przebojem wdarły się telefaksy. Dziś mówi się już o „kulturze faxów“. Producenci tych urządzeń mają z pewnością powody do zadowolenia, natomiast w przeddzień plajty znajdują się już chyba wszyscy ci, którzy postawili na teleksy. Pozostaje im już chyba wyłącznie eksport do Polski.
Sieci telekomunikacyjne, telefony, telefaksy. Co mają one do komputerów? Okazuje się, że dużo i coraz więcej. CeBIT pokazał, jak wielu producentów zarówno sprzętu jak i oprogramowania interesuje się dziś komunikacją pomiędzy publicznym sieciami telekomunikacyjnymi, a ich lokalnymi odpowiednikami, sieciami komputerowymi przedsiębiorstw, banków.
Pora jednak od tych (bez względu na ambitne plany przedsiębiorstwa Polska Poczta Telegraf i Telefon), egzotycznie brzmiących, wieści przejść do tego, co bliższe naszym czytelnikom, do rynku komputerów domowych i osobistych. Te pierwsze zaczynają już powoli odchodzić od historii. Z naszych „klanowych“ maszyn na scenie pozostał już tylko Commodore 64 prezentowany jednak raczej jako ciekawostka Atari 520 ST i Commodore Amiga 500, czyi komputery domowe Końca lat osiemdziesiątych, natomiast, chociaż dziś bardzo popularne, cenowo nie odbiegają od najprostszych PC, takich jak choćby Commodore PC10 lub Schneider Euro PC. Te ostatnie mają natomiast tę przewagę nad konkurentami, że ich bardziej rozbudowane odpowiedniki znajdują się praktycznie w każdym biurze i w każdej szkole (oczywiście na Zachodzie). Zatem dysponując PC w domu zawsze możemy korzystać wymiennie z komputerów przed i po fajrancie.
Umacnianie się monopolu komputerów PC opartych na mikroprocesorach linii Intela (8088, 80286, 80386) nie dokonuje się bynajmniej poprzez lawinę wynalazków technicznych. W zasadzie żaden z potentatów rynku hardwarowego nie pokazał w Hanowerze niczego rewelacyjnego. Jedynie dalekowschodni producenci próbowali koniecznie zaszokować zblazowanych Europejczyków szybkością działania swych komputerów. O ile w poprzednich latach na ekranach monitorów królowały niepodzielnie sympatyczne małpki i dziewczęta w przezroczystych bluzeczkach tym razem na tajwańskich i singapurskich stoiskach obejrzeć było można obrazki znacznie mniej interesujące, przynajmniej dla niewtajemniczonych. Prawie wszystkie komputery na okrągło pracowały z programem testującym szybkość, a na ekranach migały coraz bardziej szokujące liczby — 25 MHz, 30 MHz, 35 MHz, itd. Żadna jednak z tych liczb nie wzruszała zbytnio tłumnie zwiedzających targi biznesmenów. Stanowczo woleli oni tłoczyć się tam, gdzie prezentowano nie, najszybsze nawet, pojedyncze komputery, lecz przy gotowych już systemach bankowych, komputerowego wspomagania produkcji, czy projektowania.
W dalszym ciągu zawrotną karierę robią na rynku przenośne walizkowe PC, najczęściej kompatybilne już z AT, wyposażone w plazmowe ekrany (także kolorowe!), ważące od 3 do 6 kilogramów i mieszczące się swobodnie w teczce. Rekord na polu miniaturyzacji pobiło tym razem Atari dzięki modelowi PC Folio - kieszonkowemu komputerowi w pełni kompatybilnemu z PC XT. Ta zadziwiająca maszynka, której pełną charakterystykę zamieścimy w „Bajtku“ „Tylko o Atari 3“ nie posiada oczywiście stacji dysków ani dysku twardego (jest na to po prostu za mała), za to można się nią posługiwać nie tylko w podróży, ale nawet na przyjęciu bez obawy zbytniego wypchania kieszeni fraka.
Ponieważ polscy dziennikarze na przyjęciach bywają rzadko, a chcieliby jednak dysponować przenośną maszyną do pisania z kalendarzem, szukaliśmy wśród portabli czegoś większego od PC Folio z ceną nie przekraczającą granic wyobraźni. Nie było to łatwe, kupując taki komputerek trzeba liczyć się z wydatkiem rządu 1500-2000 dolarów (bez dysku twardego). Na dodatek zdecydowany lider w produkcji „maluchów“ japońska Toshiba oznajmiła nam poprzez swoich przedstawicieli, że ze Wschodem, niestety, już nie handluje. W tej sytuacji najbardziej zainteresował nas, przedstawiany już na łamach „Bajtka“ Cambridge Z88, ostatnie dziecko lorda Clive'a Sinclaira. W cenie ok. 400 dolarów komputerek ten jest naprawdę ciekawą propozycją dla dziennikarza, czy ruchliwego biznesmana.
Jak już wspomniałem, wielu prawdziwie nowatorskich komputerów na CeBIT-cie nie prezentowano. Inaczej natomiast rzecz się miała chociażby z oprogramowaniem i urządzeniami peryferyjnymi. Najbardziej wśród producentów drukarek zaskoczył nas „Star“. Firma ta, praktyczny monopolista na polskim rynku drukarek wystartowała z dwiema nowymi seriami swoich produktów. Pierwsza z nich, oznaczona symbolem FR, obejmuje drukarki typu „heavy duty“ szybkie, trwałe o dużej pojemności bufora, natomiast druga, XB zastąpić ma, jak wróble ćwierkają, tak popularne NX i NB. Nowe „Stary“ wyróżniają się elegancją i prostotą. Chyba przyjmą się i u nas, jako że firma obiecuje wprowadzenie na stałe do ich „menu“ także i polskiego alfabetu.
Jeśli już mowa o Polsce warto wspomnieć o rodzimych akcentach CeBIT-u. Na początek ten bardziej optymistyczny. Wśród setek mniejszych firm, prezentujących się na targach znalazła się jedna polska — a właściwie działająca w Polsce - PZ „Emix“. Zaprezentował on dwa pomysłowe systemy służące wspomaganiu pracy lekarzy — system intensywnego nadzoru medycznego przetwarzający w PC analogowe sygnały biegnące od urządzeń diagnostycznych i weryfikujący niejako na bieżąco pełny obraz stanu zdrowia pacjenta oraz system ewidencji chorych. Mimo skromnych rozmiarów ekspozycji „Emixu“ i braku odpowiedniej jakości materiałów reklamowych, jak zapewnił jego dyrektor Kazimierz Tuzimski, firma nic nie straciła na udziale w targach. Przeciwnie, oba systemy, a także prezentowane również na stoisku komputery i zasilacze do nich znalazły sporo potencjalnych nabywców. Z kilkoma szpitalami w RFN kontrakty juz podpisano.
Znacznie mniej budujący widok przedstawiało „oficjalne“ polskie stoisko firmowane przez szacowne PHZ „Metronex“. Stały na nim antyczne niemal maszyny do pisania drukarki D 100 z Błonia, niewątpliwie tanie i trwałe, lecz wyglądem, w konfrontacji ze „Starami“, „Epsonami“, czy „Oki“ nasuwające porównanie między „Syreną“ a Fiatem Tipo. W tym stanie rzeczy, jak stwierdziliśmy zgodnie z red. Majewskim z „Komputera“ nalegać będziemy, by w przyszłym roku zamiast „Metronexu“ wysłać na CeBIT „Cepelię“. Skoro i tak wiadomo, że reprezentujemy skansen...
Ale żarty na bok. Jak trzeba wchodzić na rynki obce pokazały nam w Hanowerze Indie. „Business with India“, dzięki zapobiegliwości indyjskich instytucji rządowych stał się przewodnim tematem tegorocznego CeBIT-u. Chociaż prezentowane na wielkim narodowym stoisku Indii urządzenia i programy nie reprezentowały wcale olśniewającego poziomu, sporo z nich zapewne sprzedano, zaś inne zainspirowały zachodnich biznesmanów do utworzenia wspólnych przedsięwzięć. Jak zapewniał nas jeden z dyrektorów targów, całkiem możliwe byłoby zorganizowanie za 2 lata podobnej akcji „Business with Poland“. Aby jednak mieć co pokazać nasze Ministerstwo Współpracy Gospodarczej z Zagranicą i centrale handlu zagranicznego muszą szerzej sięgnąć po wyroby małych firm i spółek, także prywatnych, zapewnić im promocję, zapłacić nawet za stoiska i materiały reklamowe dla tych, którzy jeszcze nie zarabiają sami dolarów, lecz ich produkcja daje im takie potencjalne szanse. To, że ewentualne zyski wpłynęłyby do prywatnych, głównie, kieszeni nikogo nie powinno martwić. Wszak najważniejsze jest, że pieniądze te znajdą się w Polsce, a ich właściciele będą płacić podatki.
Po tej przydługiej nieco uwadze „CeBIT“ a sprawa polska“ wróćmy, na koniec, znów do techniki. Otóż, jako się już rzekło, tegoroczne targi nie ukazały żadnych rewolucyjnych zmian w technice i technologii wytwarzania komputerów. Zauważyć było można nawet odwrotne zjawisko. Pokazywane przed rokiem, czy dwoma laty wynalazki, które przynieść miały przewrót w technice bardzo wolno wchodzą na szeroki rynek. W miarę jak rośnie ilość używanych w poszczególnych branżach komputerów rozszerza się, zasięg sieci komputerowych, ich wzajemna komunikacja itd. coraz trudniej jest zmieniać standard. I tak nie nastąpił, bynajmniej jeszcze, zmierzch stacji dyskietek 5 1/4 cala. Nowy standard - 3 1/2“ obowiązuje, na razie tylko w światku komputerów przenośnych. W dużych PC używa się często obu najpopularniejszych formatów. Znacznie mniej niż przed rokiem pokazywano w Hanowerze pamięci CD-ROM, czyli optycznych dysków wielkiej pojemności. Wszystko wskazuje na to, że upowszechnią się one tylko wówczas, gdy najważniejsi producenci zdecydują się między sobą na uzgodnienie jakiegoś standardu i namówią wytwórców komputerów, by ze standardu tego skorzystali.
Ten swoisty wymuszony konserwatyzm, mniej widoczny np. w branży drukarek laserowych, czy kserokopiarek, gdzie pokazano znowu szereg „cudeniek“ jest trochę pozorny. Po prostu dziś myśli się głównie o upowszechnienie i praktycznym zastosowaniu tego, co już wymyślono. Cywilizacja goni jakby za ostatnimi swoimi wytworami. Na nas, oczywiście, nikt nie zaczeka. Tegoroczny CeBIT, wskazuje jednak, że technika rozwijająca się bardziej „wszerz“ aniżeli „w przód“ może być zagrożeniem, ale i szansą.
Grzegorz Onichimowski
