Bajtek 7/1987
Bajtek 7/1987

Biorąc pod uwagę bardzo koślawy terminarz reduksów i częstą niechęć do pracy jaką człowiek chyba uzyskał po okresie Covidowym, a co bardziej prawdopodobne po prostu... to już ten wiek, gdzie się mniej chce;) postanowiłem nieznacznie ...

Zobacz stronę związaną z tym artykułem w Reduksach Try2emu
Spis treści:
Listingi dołączone do numeru w ReadyRun

NIE TYLKO KOMPUTERY

Wojciech Łuczak

Co Pan na to, Panie Bell?

Z niezwykle prostym wynalazkiem Grahama Bella zrobiono już prawie wszystko. Zaczęło się wszak od dwóch tub połączonych przewodami. Dopiero później pojawiły się łącznice i panienki telefonistki. Właśnie wówczas po raz pierwszy użyto sformułowania, iż czarodziejska skrzyneczka z korbką najbardziej usatysfakcjonowała piękniejszą połowę społeczeństwa. Ale kiedy na scenę wkroczyły automatyczne centrale, podmorskie kable, zaprzestano dowcipów. Telefon stał się podstawowym narzędziem robienia interesów.

Dziś zwoje miedzi ułożone wewnątrz grubego, niczym udo mężczyzny, kabla, pieczołowicie umieszczone kilka kilometrów pod lustrem oceanu to już jedynie przeszłość techniki. Dziś miedź ustępuje pola światłowodom, a słowa wypowiedziane gdzieś w londyńskiej budce telefonicznej, nim trafię powiedzmy do Tokio, czy Los Angeles, dotrę do satelity zawieszonego na orbicie i w mgnieniu oka pokonuję w kosmosie dystans, który poprzednio przebywać musiały po dnie oceanu. Dziś większość cywilizowanego świata uważa posiadanie sprawnego systemu umożliwiającego błyskawiczny kontakt praktycznie z każdym punktem kuli ziemskiej, za coś tak normalnego, jak widok mydła w łazience. Niestety nie należymy do tej większości, przyjrzyjmy się więc, jak w rękach innych działa coraz doskonalszy telefon. Bo to przecież wielce pouczające.

Zacznijmy od prostego mariażu mikroprocesora z nieco tylko uwspółcześnionym wynalazkiem Bella. Taki właśnie aparat, choć trefnisie mogliby go określić jako "szkocką machinę", zobaczyłem po raz pierwszy na początku lat siedemdziesiątych w Środkowej Anglii. Kiedy nikt się nim nie posługiwał, podawał wyłącznie czas. Każde połączenie wywoływało jednak reakcję jego "magicznego oka" z błyskającymi cyframi.

— Za półtora funta zapytamy o pogodę w Kalifornii — rzekł mój brytyjski przyjaciel. Po sześciu cyfrach miły dziewczęcy głos z taśmy — "Jesteś na linii satelitarnej". Dalsza kombinacja tarczą i mamy wreszcie naszego znajomego znad Pacyfiku. Zamieniamy tylko kilka zdań, bo dość szybko w zielonym okienku pojawia się odczyt 1,5. Zegar przemienił się w licznik pieniędzy z własną inteligencją. W ten sposób można chyba zamknąć usta najbardziej gadatliwym.

Upłynęło trochę czasu nim w mieszkaniach tych najbardziej podróżujących Polaków znalazły się najnowsze telefoniczne cudeńka. Klawiszowe aparaty z rozbudowaną pamięcią nikogo już nie szokują, via Singapur i Hongkong zjawiają się na bazarach i komisach. Dość rzadkie są telefony "z antenką" — łączące nawet w odległości kilkuset metrów od zainstalowanej i połączonej z siecią ogólną minicentralki. Ale prywatne aparaty odbierające wezwania podczas nieobecności gospodarza i nagrywające wiadomości dla niego są u nas dostępne naprawdę nielicznym.

Te podstawowe "odpowiadacze" są na kontynencie amerykańskim bardzo, bardzo popularne. Tym bardziej, iż ich masowa produkcja (firmy ze Stanów Zjednoczonych, Kanady plus zalew sprzętu montowanego w Japonii, krajach ASEAN-u) pozwoliła poważnie zredukować ich cenę. W Kanadzie w sklepie sieci Radio Shack podstawowy model "odbieracza telefonów" kosztuje około 200 tamtejszych dolarów. Jego serce tworzą dwa magnetofony kasetowe. Na pierwszym nagrywa się tekst audiowizytówki, w rodzaju: "Cześć, nie ma mnie w domu... po usłyszeniu sygnału zostaw swój numer telefonu i wiadomość" (regulowana jest liczba dzwonków, po której do akcji wchodzi automat). Drugi rejestruje zgłoszenia. Po dłuższej, czy krótszej nieobecności, w rodzinach kanadyjskich, które obserwowałem, pierwsze kroki kierowane są właśnie w stronę urządzenia zapisującego telefony.

Właściciele małych, kilkuosobowych przedsiębiorstw reklamujących się w codziennych gazetach, bądź zarejestrowani w profesjonalnych książkach telefonicznych usługodawców — "yellow pages" nie wyobrażają sobie pracy bez rejestratora telefonicznych zgłoszeń. Właśnie dla nich wymyślono bardziej doskonałą odmianę "odpowiadaczy" droższą o około sto dolarów od wariantu "Standard".

Za tę sumę prócz pudełeczka z magnetofonami połączonego z telefonem kupuje się jeszcze "beeper", czyli coś, co nosi się zatknięte za pa skiem spodni i co umożliwia zdalne odsłuchanie nagranych rozmów. Łącząc się z dowolnego aparatu ze swoim numerem, po usłyszeniu własnej wstępnej zapowiedzi, do mikrofonu przytyka się "beeper". Jego ostry dźwięk przekazany łączami telefonicznymi uruchamia odczyt. Jeśli raz jeszcze chcemy przesłuchać zostawione nam wiadomości, "beeper" zrobi swoje po raz kolejny.

Następnym krokiem naprzód jest system "pager". Za przydzielenie dodatkowego numeru "pagera" płaci się dodatkowy miesięczny abonament. Ale dla ludzi interesu, których czas liczy się sporymi kwotami ma to kolosalne znaczenie. Na ciężarówkach poważnych firm, biurach adwokackich, gabinetach lekarskich za Atlantykiem wymalowane są, prócz zestawu telefonicznych cyfr, numery "pagerów".

Kontakt z lokalną centralą systemu "pager" i wywołanie numeru abonenta uruchamia brzęczyk jego "beepera", który każdy zapobiegliwy biznesmen trzyma przy sobie w każdej sytuacji. Na plaży, w saunie, podczas gry w golfa. Sygnał oznacza, że ktoś nagle próbuje się z nim porozumieć. Od jego woli zależy już tylko, jak szybko dotrze do najbliższego aparatu, połączy z własnym domem, lub centralą "pagerów" i dotrze na linii do poszukującej go osoby. Od dyżurnego systemu może zażądać treści informacji, albo otrzymać numer, z którym należy się skontaktować. Już teraz pracuje się nad nowymi udogodnieniami. W przyszłości zmodyfikowany "beeper" będzie nie tylko alarmował, ale także od razu podawał dane aparatu poszukującego, a nawet przekazaną informację.

Tyle z autopsji. Amerykański tygodnik "Newsweek" doniósł niedawno, iż w Stanach Zjednoczonych czyni się starania aby wyeliminować zasadniczą wadę systemu "pager" — niewielki zasięg całego układu. Nadajniki radiowe transmitujące sygnał alarmu dla posiadacza "beepera". łapią go tylko wówczas, kiedy znajduje się nie dalej niż 20—30 mil (32—48 km) od centrali. A cóż będzie, gdy nasz człowiek interesu wyjedzie poza własne miasto?

Właśnie o tym pomyślała firma National Satellite Communications z Cleveland w stanie Ohio. Do pracy zaprzęgnięto, jak się łatwo domyślić pojazdy kosmicznej łączności zawieszone nad USA. Za sumę od 45 do 70 dolarów amerykańskich miesięcznie klient otrzymuje bardzo, bardzo wymyślny "beeper" — czarne pudełeczko o masie dwóch uncji. Zabiera je ze sobą w każdą podróż po Stanach Zjednoczonych i bliskiej zagranicy.

Ktoś chcący naradzić się z ruchliwym biznesmenem łączy się... za darmo z numerem sztabu komputerowego systemu w Waszyngtonie, wybiera następnie klawiszami własnego aparatu kod delikwenta i przekazuje wiadomość. Resztą zajmuje się elektronika. Sygnał trafia do satelity, a dalej do sieci małych emiterów naziemnych pokrywających swym zasięgiem całe USA. Na 200 kanałach "beeper" automatycznie wyszuka najsilniejszy sygnał. Częstotliwości są tak dobrane, iż czarna skrzyneczka odbierze i pokaże swemu właścicielowi numer tego, kto pragnie się porozumieć (może przyjąć jednocześnie do 6 różnych zgłoszeń z różnych rejonów kraju). To usługi podstawowe tego, co w całości nosi nazwę Cue.

Za dodatkową opłatą abonent Cue nie potrzebuje się łączyć z tym, który wysłał telefoniczny "news". Dzwoni jedynie do centrum w Waszyngtonie, a komputer modulowanym głosem przekazuje mu oczekiwaną informację. I ten rachunek telefoniczny wędruje na konto Cue. Jedynie rozmowy zagraniczne obciążają dzwoniącego.

Ale to nie koniec. Już teraz, gdy Cue dopiero się rodzi pomyślano o dwóch kierunkach rozwoju. Dwóch celach przyszłościowych. Pierwszy to przekazywanie od razu "beeperowi" głosu z telefonu poszukującego kontaktu. A drugi to rozszerzenie usług na cały... glob.

Wojciech Łuczak

Czytaj także w dziale NIE TYLKO KOMPUTERY
„Horyzonty Kosmosu”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1986

Komputer jest ważny ale... nie jest wszystkim. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby gdyby w pierwszym w Polsce piśmie określającym się "przepustką w XXI wiek" zabrakło miejsca na wielkie problemy PRZYSZŁOŚCI. A przyszłość to nie tylko komputery, ale również opanowanie kosmosu, zagospodarowanie oceanicznych głębin, automatyzacja i robotyzacja, energetyka termojądrowa, biotechnologie, klonowanie, edukacja. Postęp w tych wszystkich dziedzinach możliwy jest tylko dzięki rozwojowi techniki komputerowej — to oczywiste. Ale, z drugiej strony, rozwój wszystkich tych dziedzin, stawiając nowe wymagania, wpływa na rozwój informatyki. Warto zdawać sobie sprawę z tego sprzężenia zwrotnego.    

„W poszukiwaniu bliźniaka Ziemi”
Bajtek - Bajtek 2/1986

Któż z nas, patrząc w rozgwieżdżone niebo, nie zastanawiał się, czy gdzieś tam daleko, na jakiejś planecie żyją istoty podobne do nas. Proponujemy Ci wspólną wyprawę na poszukiwanie życia w Kosmosie.

„EXPO '86”
Wojciech Łuczak - Bajtek 11/1986

SĄ niesłychanie praktyczne. Nie miewają humorów, nie potrzebują modnych strojów, są bardzo, bardzo atrakcyjne, a posilają się jedynie kanadyjskim prądem o napięciu 110V.    

„Termojądrowy Obwarzanek”
Waldemar Siwiński - Bajtek 2/1987

Teoretycznie, po opanowaniu przez człowieka umiejętności stosowania syntezę termojądrową jeden litr wody może dać tyle energii co 300 litrów benzyny

Termojądrowy Obwarzanek
„Co Pan na to, Panie Bell?”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1987

Z niezwykle prostym wynalazkiem Grahama Bella zrobiono już prawie wszystko. Zaczęło się wszak od dwóch tub połączonych przewodami. Dopiero później pojawiły się łącznice i panienki telefonistki. Właśnie wówczas po raz pierwszy użyto sformułowania, iż czarodziejska skrzyneczka z korbką najbardziej usatysfakcjonowała piękniejszą połowę społeczeństwa. Ale kiedy na scenę wkroczyły automatyczne centrale, podmorskie kable, zaprzestano dowcipów. Telefon stał się podstawowym narzędziem robienia interesów.

„FABRYKA PRZYSZŁOŚCI”
(AK) - Bajtek 9/1987

Jest rok 2087. Fabryki są w większości zautomatyzowane i zwykle ulokowane pod ziemią. Nad nimi rosną drzewa i kwiaty. W zautomatyzowanych fabrykach nawet prace konserwacyjne i naprawcze wykonywane są przez mobilne roboty. Jedynie nowe pomysły, projektowanie nowych fabryk, narzędzi i urządzeń, a także pro duktów finalnych pozostało domeną pracy ludzkiej. I to tylko dlatego, że człowiek potrafi marzyć, a maszyny tego się nie nauczyły.

„Mars po Fobosie”
Jurij Zajcew - Bajtek 12/1987

Czy człowiek poleci na Marsa? Amerykański uczony Carl Sagan uważa, że istnieją już wszystkie przesłanki do wykonania takiego lotu. Niedawno odbył się telemost specjalistów radzieckich i amerykańskich, podczas którego omawiano techniczne i polityczne aspekty takiego przedsięwzięcia. Być może już wkrótce dowiemy sie o konkretnych planach w tym zakresie...

„Talerzem w Niebo”
Wojciech Łuczak - Bajtek 1/1988

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do sympatycznej buzi pani Batista — prezenterki serwisu informacyjnego amerykańskiej sieci telewizyjnej CNN, która na naszych ekranach telewizyjnych pojawia się za sprawą Panoramy Dnia. To, iż nasza najmłodsza muza wyczarowała milionom Polaków, nie odbierającym jeszcze programu moskiewskiej telewizji, skrót dziennika „Wriemia”, nie budzi żadnych emocji. Czemu jednak do formuły — coś ze Wschodu i coś z Zachodu dobrano, spośród całej gamy telewizyjnych potentatów zza Atlantyku, właśnie CNN?

„Rewolucja przy Fleet Street”
Wojciech Markiewicz - Bajtek 5/1988

W piątek, 24 stycznia 1986 r. Rupert Murdoch, właściciel czterech czołowych angielskich tytułów prasowych — "The Times", "The Sunday Times", "The Sun" i gazety niedzielnej "News of the World" — zwolnił z pracy sześć z siedmiu tysięcy drukarzy, techników i urzędników, których dotąd zatrudniał przy redagowaniu i druku tych pism. Jak doszło do tego, że z dnia na dzień sześć siódmych personelu straciło pracę, a gazety ukazywały się w niezmienionej objętości i nakładzie? Uproszczeniem byłoby napisać, że 6 tys. ludzi straciło pracę za sprawą komputerów — nowych technologii składu i druku.

„Życie bez szkoły”
Roman Wojciechowski - Bajtek 3-4/1986

Inaugurując miesiąc temu rubrykę „Nie tylko komputery” pisaliśmy „Komputer jest ważny, ale nie jest... wszystkim”. Dlatego uznaliśmy, że źle byłoby, gdyby w pierwszym w Polsce określającym się jako „przepustka w XXI wiek” zabrakło miejsca na wielkie problemy przeszłości. W poprzednim numerze pisaliśmy o podboju Kosmosu. Dzisiaj proponujemy zastanowienie się nad PERSPEKTYWAMI EDUKACJI.

Życie bez szkoły
„Klucz do energii jutra”
Waldemar Siwiński - Bajtek 7/1986

Są takie idee i projekty naukowe, które w pewnych okresach czasu ogniskują uwagę i wysiłek najwybitniejszych uczonych świata. Do takich wyzwań stojących przed światową nauką należy obecnie kontrolowana synteza termojądrowa, która może zapewnić ludzkości dostatek energii na setki lat.

„Radioteleskopy — oczy i uszy Ziemii”
Waldemar Siwiński - Bajtek 8/1986

Cóż piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko, co piękne — te słowa Mikołaja Kopernika zapisane w sławnym dziele „De Revolutionibus...” najlepiej wyrażają odwieczną tęsknotę człowieka do poznania tego wszystkiego co jest ponad nami, ponad Ziemią. Podstawowym — dziś i w przyszłości — instrumentem tego poznania są radioteleskopy, wspaniałe oczy i uszy Ziemi, których stworzenie możliwe było dzięki elektronice, komputerom i geniuszowi matematyków.    

„Homo intelligens”
(AK) - Bajtek 9/1986

Trwająca nieprzerwanie prawie 35 tys. lat epoka homo sapiens dobiega końca. Jesteśmy świadkami narodzin nowego typu człowieka, który nazwany został homo inteligens.  

„Kierunek: Księżyc!!!”
Waldemar Siwiński - Bajtek 12/1986

„Gwiezdny pokój” zamiast „Gwiezdnych Wojen” – tak można najkrócej określić propozycję Związku Radzieckiego wspólnego podjęcia przez wszystkie państwa wieloetapowego programu zagospodarowania kosmosu w perspektywie do 2000 roku. Proponuje się między innymi, aby w okresie tym stworzyć warunki umożliwiające już w pierwszych latach XXI wieku praktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie Księżyca, jako bazy dla wysyłania ekspedycji do innych planet.

Kierunek: Księżyc!!!
„Bity z Lodówki”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 12/1988

Ciekawe ilu ludzi, zapalając wieczorem światło w swoim domu, zastanawia się, jaki procent energii wytworzonej przez spalający się w elektrowniach węgiel lub spadającą na turbiny wodę trafia do żarówki jego lampy? Z pewnością coraz więcej, w miarę jak wzrasta nasz niepokój związany z zagrożeniami ekologicznymi, z deficytem paliw, z coraz bardziej niepokojącymi perspektywami przyszłości rodzimej energetyki.

„Komputerowy Anioł Stróż”
{opr.} F.P. - Bajtek 11/1988

Kurczaki — tak nazywano tę grę w czasach mojego dzieciństwa: dwóch kierowców prowadziło swoje samochody pędzące naprzeciwko siebie. Pierwszy, który zrejterował skręcając w bok przegrywał; jeśli skręcili obaj, stawka przechodziła na następną parę ryzykantów.

„Leć po drucie”
Wojciech Łuczak - Bajtek 6/1988

Kiedy pochylając głowę wchodzimy do urządzonego ze smakiem i elegancją dwuosobowego kokpitu — wysuniętego w przód kadłuba miejsca pracy osób „powożących” samolotem, łapiemy w locie myśl, że ktoś z nas zakpił, że czegoś w tym wszystkim brakuje.

„Projekt KOLUMB”
Jurij Zajcew - Bajtek 10/1988

Wreszcie się zaczęło! 7 i 12 lipca z kosmodromu Bajkonur wystartowały w kierunku Marsa dwie radzieckie sondy kosmiczne „Fobos-1" i „Fobos-2". W połowie przyszłego roku przelecą one w odległości kilkudziesięciu metrów (!) nad powierzchnią Fobosa, tajemniczego księżyca Marsa, badając różnymi metodami jego powierzchnię':

Projekt KOLUMB
„Ptasim lotem”
Wojciech Łuczak - Bajtek 9/1988

Roy Hopkins — jeden z najlepszych oblatywaczy amerykańskiej firmy Bell należy do niewielkiego na razie grona wtajemniczonych. Poznał już doskonale sekrety pilotażu maszyny..., która nie wykonała jeszcze swego dziewiczego lotu zaplanowanego na koniec września 1988 roku. Było to możliwe dzięki coraz bardziej nieodzownej w świecie nowoczesnego lotnictwa, maksymalnie zbliżającej lotniska do rzeczywistości technice komputerowej symulacji. Nim Zupełna Nowość oznaczona numerem seryjnym 001 po raz pierwszy wypełznie z hangaru na beton lotniska, człowiek próbujący ją w powietrzu wie dobrze, dzięki elektronice, jakich zachowań sztucznego ptaka trzeba się spodziewać tam w górze.

„Gigabity Z Akceleratora”
Grzegorz Onichimowski - Bajtek 1/1989

Gdyby w dziedzinie motoryzacji postęp techniczny był równie szybki, jak w mikroelektronice Rolls-Royce byłby dziś samochodem o stuletniej trwałości, zużywającym pół litra paliwa na tysiąc kilometrów i kosztującym... 5 dolarów.

„Stąd do kosmosu”
Franciszek Penczek - Bajtek 2/1989

Start radzieckiego kosmolotu rozpoczął kolejny, nowy, międzynarodowy wyścig na orbitę. Tym razem mniejszej jakby znaczenie mają ambicje — bardziej liczy się biznes. Kto pierwszy opanuje technologię i potwierdzi wielokrotnymi startami zalety swoich statków, ten zdobędzie zamówienia na usługi kosmiczne.

„Inwazja wideofonów”
Wojciech Łuczak - Bajtek 2/1988

Żadna szanująca się rekwizytornia choćby najtańszego i realizowanego najprostszymi środkami filmu science fiction nie może się obyć bez tego jedynego specyficznego sprzętu. Jego obecność w kadrze symbolizuje to. że ludzkość pokonała już dawno pewien etap w historii komunikowania się na odległość i stał się on czymś zupełnie naturalnym w codziennym życiu przyszłych pokoleń.

„Słoneczna zupa”
Wojciech Łuczak - Bajtek 3/1987

Najpierw pół godziny lotu Boeingiem 737 Indian Airlines z Delhi do Lakhnau — jednego z głównych miast stanu Uttar Pradesz, a potem przesiadka do automobilu przypominającego konstrukcyjnie nasze dawne Warszawy. Ale tylko takie właśnie pojazdy, wytwarzane całkowicie w Indiach (Hindusi z dumą to podkreślają) wytrzymują dziesiątki tysięcy kilometrów wąskich, asfaltowych, ale niezwykle wyboistych dróg Półwyspu Dekan.

„Kijowskie Giganty ”
Wojciech Łuczak - Bajtek 7/1989

Świat dowiedział się po raz pierwszy o jego istnieniu w 1977 roku. Niezwykły gość Paryskiego Salonu Lotniczego — szef kijowskiego biura konstrukcji lotniczych Oleg K. Antonów wspomniał wówczas dziennikarzom, iż jego zespół inżynierów pracuje nad programem rozwoju ogromnego samolotu transportowego nowej generacji.