Bajtek 8/1986
Bajtek 8/1986 v2 06/02/2026

Na dobry początek roku udostępniam kolejny reduks Bajtka - tym razem numeru 8 z 1986 roku. Przyznaję, że tym razem makietę trochę przetrzymałem - powód, wiedząc, że pojawi się artykuł w Poligamii poświęcony reduksom zdecydowałem, że pojawi ...

Zobacz stronę związaną z tym artykułem w Reduksach Try2emu
Spis treści:
Listingi dołączone do numeru w ReadyRun
Waldemar Siwiński

Ciąg Dalszy

Mam kolegę — dziennikarza specjalizującego się w tematyce zagranicznej. Życie dziennikarskie, zwłaszcza gdy patrzy się na nie z boku, posiada wiele uroku, ale tak naprawdę przynosi również wiele stresów.

 

Zamiast się bowiem cieszyć z szansy towarzyszenia wielkiej polityce, z wyjazdów zagranicznych, kolega coraz częściej narzeka. Kiedyś narzekał na magnetofon, który przydzielała mu na wyjazdy macierzysta redakcja. W czasie gdy koledzy z innych krajów dysponowali małymi, leciutkimi magnetofonikami reporterskimi „nasz człowiek” musi telepać się po świecie z pięciokilogramowym pudłem i trzema kompletami przedłużaczy i gniazdek ... Było, minęło — kolega wziął pożyczkę w Kasie Zapomogowo-Pożyczkowej, poszedł do komisu i na magnetofon już nie narzeka. Obecnie, głównym tematem prowadzonych przez niego rozmów są mikrokomputery, a konkretnie ich brak.

Od kilku lat — opowiada kolega — na ważnych międzynarodowych imprezach obsługiwanych z reguły przez agencje i gazety z całego świata, coraz częściej pojawiają się faceci z małymi prostokątnymi walizeczkami zawierającymi przenośne mikrokomputery. Zamiast po imprezie biegać po biurze prasowym w poszukiwaniu wolnej maszyny do pisania, potem, po napisaniu relacji, pracowicie dodawać ogonki i kreski do różnych ę, ą, ó, ł itp., a potem stać w kolejce do teleksu albo przez 20 minut wykrzykiwać do słuchawki telefonicznej treść korespondencji — dziennikarz z walizeczką działa zupełnie inaczej. Jeszcze w trakcie imprezy rozkłada komputerek na kolanach i — na gorąco — wystukuje na klawiaturze relację. Nie musi przejmować się błędami i chaotycznością zapisu, gdyż załadowany do komputera program do redagowania tekstów robi wiele za niego. Poprawki, zamiana nazwisk, dopiski, wstawki, zmiana szyku, relacji — to dla komputera kwestia sekund.

Kilka minut po imprezie, przejrzawszy na płaskim ekranie całość relacji facet, z walizeczką podchodzi do najbliższego telefonu i wykręca numer redakcji. Za pomocą specjalnej przystawki nakładanej na mikrotelefon i modemu, czyli układu przekształcającego informację w postać akustyczną, sprzęga swój komputer z komputerem redakcji. Transmisja całej relacji zajmuje tą drogą kilkadziesiąt sekund. I po robocie! Dodajmy, że po ewentualnym przejrzeniu i „opisaniu” tekstu w redakcji, relacja taka przekazywana była zazwyczaj bezpośrednio do — także skomputeryzowanego — składu drukarskiego.

Kolega obliczył, że za służbowe pieniądze, jakie wydał w ubiegłym roku na opłacanie połączeń telefonicznych podczas obsługi wydarzeń międzynarodowych (spotkanie na szczycie w Genewie, konferencja 10-lecia KBWE w Helsinkach i kilka innych) można byłoby zakupić przenośny komputer z modemem, który w ciągu następnych lat pracowałby już „za darmo”. Wrodzony optymizm każe nam obu wierzyć, że również i polscy dziennikarze otrzymają w niezadługiej przyszłości małe walizeczki pozwalające przede wszystkim... oszczędzać pieniądze!

Wspomniałem o tych problemach z zakresu dziennikarskiej „kuchni”, gdyż są one ilustracją szerszego zjawiska. Otóż coraz częściej pisząc i mówiąc o rołi i znaczeniu komputerów dla rozwoju cywilizacji, o sztucznej inteligencji, o rozpoczynaniu szerokiej edukacji informatycznej itp. jakby zapominamy o tym, że wprowadzanie tych urządzeń ma sens tylko wtedy, jeśli w sposób rzeczywisty ułatwiają one pracę ludzką. Wszystko inne też jest oczywiście ważne, ale jednak drugorzędne.

Tymczasem w Polsce większość mikrokomputerów ma na razie jedno tylko zastosowanie — zabawowe. Nie jesteśmy oczywiście w „Bajtku” przeciwni grom komputerowym, upieramy się jednak, że bardzo źle byłoby gdyby cała edukacja komputerowa miała służyć tej, nie aż tak ambitnej przecież sprawie.

Zabawa i rozrywka komputerowa jest oczywiście ważna, ale tylko jako wstęp do dalszego kontaktu z komputerem. I ten ciąg dalszy musi być dostępny nie tylko w książkach i filmach, ale młodzi adepci informatyki muszą go widzieć w normalnym życiu — tu i teraz. Brak tego ciągu dalszego może okazać się groźny w skutkach, m.in. dlatego, że pieniądze wykładane obecnie na szeroką edukację komputerową pójdą na marne. Byłaby to niewybaczalna strata tempa.

Na razie końcówki komputerowe można zobaczyć u nas w biurach LOT-u i... właściwie nigdzie więcej. Pomijam tu oczywiście zastosowania komputerów, nieliczne zresztą, w specjalistycznych sieciach informatycznych i w sterowaniu procesami produkcyjnymi. Tymczasem — starałem się to wykazać na przykładzie mego kolegi „mieżdunarodnika” — możliwości praktycznych zastosowań komputerów w naszym życiu społeczno-gospodarczym jest już obecnie tak dużo, że żadne usprawiedliwienia nie mogą być przyjęte. Zwłaszcza że i argument bariery finansowej jest, jak się okazuje, bardzo łatwy do obalenia, bo i tak te pieniądze nawet bez komputerów wydajemy — i to nawet dużo więcej.

Coraz więcej ludzi w Polsce oswaja się z myślą, że szerokie zastosowanie komputerów jest w przyszłości rzeczywiście nieuchronne. Rzecz w przekonaniu ich, że ta nieuchronność zaczyna coraz bardziej dotykać również dnia dzisiejszego. Że stać już nas na to. I że nam wszystkim bardzo się to może opłacić!

Waldemar Siwiński