— Panie docencie, informatyka, elektronika i telekomunikacja nie znalazły się wśród przyjętych przez rząd priorytetów rozwojowych Polski. Jakie konsekwencje może to za sobą pociągnąć? Czy możliwy jest w ogóle dzisiaj rozwój kraju bez rozwoju tych dziedzin?
— Jest to kwestia wizji przyszłości jaką dany kraj przed sobą widzi. Czy wizja społeczeństwa informacyjnego sprawdziła się na świecie? Oczywiście! Kraje najwyżej rozwinięte rozbudowują sektor „informacyjny“, jest on dzisiaj u nich większy od sektora przemysłowego.
My natomiast, przypomnę, rozbudowaliśmy ponad miarę sektor przemysłowy, podpierając się przy tym cytatami z klasyków, że przemysł jest ważniejszy od sektora usług. Konsekwencją była więc monstrualna rozbudowa struktur biurokratyczno-politycznych związanych z przemysłem paliwowo-wydobywczym i jednocześnie ochraniających ten przemysł. Struktury te w dalszym ciągu dominują w naszym kraju i nie dopuszczają do rozwoju tego wszystkiego, co nazywamy przemysłami informacyjnymi.
— Czy rzeczywiście wszystkiemu jest winien kompleks paliwowo-surowcowy?
— Może nie wszystkiemu, ale ci panowie eksploatują i wyniszczają nasz kraj bez litości. Przecież to właśnie między innymi dochodowa telekomunikacja — przez podział budżetu państwa — dofinansowuje deficytowe górnictwo i niszczone przez nie środowisko. Reforma gospodarcza musi to zmienić. Na razie jednak ugrupowania przemysłowe i decydenckie nie chcą uwierzyć w to, że dzięki oszczędnościom i zracjonalizowaniu zużycia energii można zmniejszyć jej zużycie o jedną czwartą, a nawet jedną trzecią. Zapytajmy bowiem jakie konkretne działania podjęto w zakresie racjonalizacji zużycia energii. Jest z tym trochę tak jak z ochroną środowiska: trochę się mówi, rozkłada się ręce i... nic się nie dzieje. Tak jest w wielu dziedzinach, choćby w budownictwie — upada ono w gwałtownym tempie, a resort nie chce zrezygnować z wielkiej — zresztą bardzo energochłonnej — płyty!
— Tymczasem trzeba wyraźnie zdać sobie sprawę z tego, że nie można osiągnąć nowych celów przy zachowaniu starej struktury. W gruncie rzeczy prowadzi się politykę zaduszania elektroniki, informatyki i innych nowoczesnych dziedzin przemysłu, gdyż nie pozwala im się osiągnąć „masy krytycznej“, czyli takiej skaii, przy której rozpoczyna się przyspieszony rozwój.
— No cóż, elektronika i informatyka znalazły się poza priorytetem!
— Może nawet nie warto mówić o priorytetach, bo przecież z priorytetu ochrony środowiska nic dla środowiska nie wynika! Mówmy o tym, aby przy pomocy elektroniki, informatyki, telekomunikacji osiągnąć wzrost wydajności pracy, osiągnąć wyższy standard życia, zacząć wreszcie skutecznie ochraniać środowisko, w którym żyjemy. Pamiętajmy też, że tylko dzięki tym nowoczesnym przemysłom możemy nawiązać kontakt ze światem. A bez tego kontaktu dalszy rozwój nie jest po prostu możliwy. Może być tylko pogłębianie kryzysu i dalszy dryf, tak jak dryfuje pozbawiona motoru łódź. Nie można w nieskończoność podtrzymywać deficytowych gałęzi i branż, bo to nic dobrego nie daje. Nie można też liczyć na żadne poważniejsze kredyty, bo nikt, choćby z przyczyn politycznych nam ich nie da. Duże kredyty zagraniczne skończyły się dla nas definitywnie w końcu lat 70-tych i trzeba wreszcie przyjąć to do wiadomości.
A współpracy między krajami socjalistycznymi brak. Potrafiliśmy kiedyś krytykować rzekome rozbieżności pomiędzy krajami zachodnimi, przeciwstawiając im naszą jedność i współpracę, tymczasem Europa Zachodnia jednoczy się w stopniu nigdzie jeszcze na świecie nie spotykanym, a my musimy cały ten proces rozpoczynać niemal od nowa.
— Niedawno naukowcy radzieccy sformułowali program tworzenia budowy „społeczeństwa informacyjnego“ w ZSRR.
— Bo to jest prawidłowość cywilizacyjna. Cały świat podąża w tym kierunku.
— Cały?
— Cały świat rozwinięty. U nas tymczasem niektórzy wyobrażają sobie, iż możemy się rozwijać w oderwaniu od świata: inwestować po staremu, przestać na małym, tu i tam coś ulepszyć, trochę tylko rozwinąć prywatną przedsiębiorczość... Byłoby to możliwe, gdyby cały świat stał w miejscu lub się cofał, jak to wyobrażali sobie nasi ideologowie w latach 50-tych i 60-tych, a nawet w latach 70-tych. Zakładano, że świat kapitalistyczny pogrąży się w kryzysie strukturalnym, my natomiast utrzymamy ówczesne tempo rozwojowe, wyjdziemy na czoło... i zostaniemy drugą Japonią. W praktyce mimo przepowiedni naszych ideologów, wszystko odbyło się inaczej. Dzięki rozwijaniu nowoczesnych technologii (high technology), świat zachodni bardzo poszedł do przodu. Nie tylko Europa Zachodnia i Japonia, ale nawet kraje, które uważaliśmy za zacofane — myślę o tzw. młodych smokach z basenu Pacyfiku. To od nich dzisiaj kupujemy po niezwykle niskiej cenie niezawodne układy scalone, komputery, telewizory, telefaksy, to wszystko co składa się na pojęcie rewolucji mikroelektronicznej.
— Singapur, Korea Południowa i Tajwan to jeszcze nie cały świat!
— Proszę pana, dzisiaj nawet kraje w Afryce telefonizują się i informatyzują, przynajmniej enklawowo unowocześniają wybrane dziedziny swoich gospodarek. Sensację wzbudził niedawno w Uniwersytecie Warszawskim pewien stypendysta z Afryki, gdyż poszedł do Biblioteki Uniwersyteckiej i zaczął wszystkich pytać, gdzie tu znajdują się komputery, gdyż chciałby wypożyczyć książkę. Gdy zaczęto mu tłumaczyć, że u nas zamiast w komputerowym banku danych, informacji o książkach należy szukać w katalogach składających się z setek drewnianych pudełeczek i tysięcy papierowych fiszek, ów przedstawiciel Czarnego Lądu był święcie przekonany, że próbuje się z niego kpić, obraził się i podobno wrócił do swoich komputerów w Afryce!
Dzisiaj trzeba informatyzować się nie dlatego, że jest to modne, tylko dlatego, że tak jest wygodniej i taniej. Jest to też zgodne z trendami politycznymi na świecie, bowiem społeczeństwa chcą mieć szeroki dostęp do informacji. Bo na czym polega demokracja? Na tym, że obywatele uczestniczą w podejmowaniu decyzji. A mogą to czynić tylko pod warunkiem, że mają dostęp do odpowiednich informacji.
— Mówimy o polskim zacofaniu w nowoczesnych na świecie dziedzinach przemysłu, a przecież jesteśmy jednocześnie krajem, w którym nastąpiła eksplozja zainteresowań informatyką, coraz więcej widać na dachach i balkonach naszych domów anten satelitarnych... Jak te dwa fakty pogodzić ze sobą?
— Jest to rzeczywiście paradoks: w Polsce jest obecnie więcej komputerów i urządzeń wideo niż we wszystkich krajach socjalistycznych razem wziętych. Jest to wynikiem naszej fascynacji informatyką, a mówiąc szerzej — nowoczesnością. Informatykom się to nie podoba, bo oni chcieliby, żeby to wszystko było systemowe, kompatybilne itp. Jednak to nasycenie sprzętem od Sasa do Lasa posuwa nas ku nowoczesności, choć struktura tego sprzętu jest rzeczywiście nieprawdopodobna. Część tego sprzętu jest bardzo wysokiej jakości, nie można jednak wykorzystać jego możliwości, gdyż nie ma u nas sieci umożliwiających dostęp do banków danych z prawdziwego zdarzenia.
Ważne jednak, że młode pokolenie uczy się kultury technicznej, uczy się nowoczesności. I to uczy skutecznie, o czym świadczą sukcesy naszych licznych elektroników i informatyków, którzy zdecydowali się pracować na Zachodzie.
— Czy nie sądzi pan, że jest kolejnym paradoksem iż tak podstawowym obecnie sprzęt służący komunikowaniu się, jak telefaks, wchodzi do naszych przedsiębiorstw dzięki firmom prywatnym, natomiast ociężały przemysł państwowy nie potrafi uruchomić jego produkcji?
— Oczywiście. Dlatego trzeba dokonać takich zmian, żeby duży przemysł państwowy zaczął to wreszcie robić. Musi on zacząć pracować na potrzeby rynku. Musimy zdać sobie ‚wreszcie sprawę z tego, że przemysł państwowy jest ciągle podstawą gospodarki. Dlatego nie może on być poprzez podatki ograbiany z zysku, musi mieć możliwości inwestowania w swój rozwój. Fachowcy w tym dużym przemyśle muszą mieć zapewnione takie warunki, aby nie opłacało im się uciekać za granicę lub do spółek prywatnych.
— Jest pan przeciwko spółkom?
— Skądże! One są niezwykle potrzebne, wszędzie na Zachodzie tysiące małych dynamicznych firm decyduje o prężności i żywotności tamtejszego systemu gospodarczego, ale przecież o nowoczesności krajów, o obliczu tamtejszej infrastruktury technicznej, o wyglądzie rynku decydują takie giganty jak np. IBM. U nas funkcje tych gigantów musi pełnić silny przemysł państwowy. Żadna ustawa o przedsiębiorczości nie może zwolnić rządu z dbałości o rozwój — i to efektywny i szybki — głównych gałęzi przemysłu.
— Profesor Jarosław Swiderski z Instytutu Technologii Elektronowej alarmował niedawno na łamach prasy, że bez zbudowania wielkiej wytwórni układów scalonych wielkiej skali integracji zostaniemy wkrótce wypchnięci poza obręb krajów cywilizowanych!
— Zbudowanie nowoczesnej infrastruktury informacyjno-telekomunikacyjnej jest bowiem dzisiaj podstawą rozwoju współczesnego świata. A do tego potrzebne są układy scalone. Może ktoś powiedzieć, że nie musimy się wcale do tego świata tak bardzo pchać, wystarczy spokojnie dreptać sobie z tyłu... Ale to nieprawda. Dlaczego skomputeryzowaliśmy w Polsce system rezerwacji biletów lotniczych? Gdyż nie mieliśmy innego wyjścia. Gdybyśmy tego nie zrobili — nie moglibyśmy latać po świecie, ani nikt nie miałby okazji zarezerwować biletu do nas. To samo dotyczy dzisiaj choćby telefaksów. To nie jest już żadna techniczna nowinka, czy też czyjaś fanaberia. Nie masz telefaksu — nie możesz już obecnie brać udziału w handlu światowym. Takie są realia!
— A więc w co powinni inwestować dzisiaj młodzi czytelnicy „Bajtka“? Jakie kierunki aktywności powinni wybrać, aby jak najlepiej przygotować się do dorosłego życia?
— Powinni to robić, co już robią — uczyć się nowoczesności. Nauka i technika są obecnie najważniejszymi czynnikami rozwoju, nie mają one żadnych zamienników, nic nie jest w stanie ich zastąpić. Jednocześnie wiedza jest najważniejszym czynnikiem’ rozwoju człowieka. Przy tym ważne jest, że wiedza nie ma granic. To nie jest kopalnia węgla, gdzie kopiemy i w pewnym momencie uderzamy łopatą w kamień. W pokładach wiedzy można kopać bez końca. Nie powinni również bać się nowych problemów, kroczenia nieprzetartymi ścieżkami. Zespół japońskich naukowców pracujących nad skonstruowaniem komputera V generacji składa się z osób, które nie przekroczyły 28 roku życia. Nie mają oni może takiej erudycji i takiego doświadczenia, jak ich profesorowie, ale dysponują za to zasadniczą przewagą: nie wiedzą, że pewnych rzeczy nie da się zrobić!
Jeśli ktoś chce dokonać czegoś w przyszłości, powinien też przekroczyć barierę programu szkolnego, nastawić się na samokształcenie, bo wiedza szkolna jest zawsze wiedzą przestarzałą. Żeby iść naprzód, trzeba odbić się od tego, co już jest znane. A żeby dokonać w nauce i technice rzeczy nowych, trzeba też zazwyczaj zakwestionować to, co było do tego momentu. Oznacza to, że tworząc nowe społeczeństwo trzeba odważnie zakwestionować dotychczasowy, industrialny etap rozwoju.
Rozmawiał
Waldemar Siwiński



