„Bajtek” otrzymał zaproszenie do udziału w zajęciach tej niezwykłej Alma Mater i — mimo że wakacje służą raczej odpoczynkowi od nauki — przyjął je z radością. Nie co dzień zdarza się bowiem okazja spotkać i porozmawiać na interesujące nas tematy jednocześnie z młodymi ludźmi z trzynastu krajów. Byli więc Rosjanie i Amerykanie, Szwedzi, Francuzi, a także Bułgarzy i Czechosłowacy. Przyjechali Niemcy z NRD i RFN, Austriacy oraz Szwajcarzy i Włosi Rzecz jasna, że nie zabrakło gospodarzy — Węgrów.
Pomimo wspaniałej pogody i kuszącej perspektywy kąpieli w basenie, frekwencja na wykładach była praktycznie stuprocentowa. Z pewnością największe znaczenie miał w tym przypadku dobór tematów. Oto kilka z nich: „Człowiek i komputer”, „Nauka — technologia — edukacja”, „Szkoła w roku 2000”, „Rewolucja i przyszłość informacji”. Znacznie dłużej niż same wykłady trwały dyskusje. Spowodowało to nawet pewne kłopoty organizatorom, gdyż zajęcia nie mogły się nigdy zakończyć w przewidzianym czasie. Jednak żaden z uczestników nie skarżył się jedząc obiad godzinę, czy dwie później niż było to planowane.
Dyskusje z sali wykładowej przenosiły się do domków i pokojów, na basen i wszędzie tam, gdzie zebrało się kilkoro dziewcząt chłopców, chcących się dowiedzieć, jakie są poglądy ich przyjaciół z innych krajów. I choć w tych warunkach rozmowy bywały trudniejsze — trzeba się było obejść bez tłumacza, a często słychać było jednocześnie kilka języków — nikt się tym nie zrażał.
Żegnając w ostatnim dniu moich nowych przyjaciół, zwróciłem uwagę na dziwną rzecz: nikt z nas nie zdążył się nawet porządnie opalić. Aż trudno uwierzyć, że spędziliśmy razem dziesięć słonecznych, wakacyjnych dni we wspaniałym ośrodku wypoczynkowym na Węgrzech. Ale myślę, że nikt z nas nie żałował straconej opalenizny. Wróciliśmy z czymś więcej, z czymś, co nie zniknie tak szybko — z wiedzą o innych krajach, o poglądach żyjących tam ludzi, o ich nadziejach i problemach. Tej wiedzy nie można zdobyć oglądając telewizję i czytając gazety.
Na koniec chciałbym się podzielić kilkoma spostrzeżeniami na temat chyba najbardziej interesujący naszych Czytelników — mikrokomputery na Węgrzech. Trzeba przyznać, że w tym przypadku nasi bratankowie wykazali się lepszym refleksem W chwili, gdy u nas trwała batalia o „Bajtka” i wielu ludzi nie wierzyło jeszcze, że wydawanie pisma mikrokomputerowego jest w ogóle celowe i opłacalne w naszym kraju, Węgrzy mieli już za sobą telewizyjny kurs BASIC-a. Kurs ten nie tylko umożliwiał zdobycie wiedzy z zakresu programowania, ale również — po zdaniu odpowiednich egzaminów — dawał uprawnienia zawodowe. Podobnie wygląda sytuacja w węgierskim szkolnictwie. Bardzo wiele szkół średnich podstawowych posiada już świetnie wyposażone pracownie komputerowe. Młodzież i dzieci uczą się posługiwania komputerem, a także korzystają z jego usług w nauce innych przedmiotów. O ile w Polsce trudno jest jednoznacznie określić, który z mikrokomputerów zdobył sobie największą popularność, to na Węgrzech bez wahania można powiedzieć, że jest to Commodore. Z tą firmą podpisano najwięcej umów, te mikrokomputery sprowadzono dla szkól Węgrzy nie czekali z rozpoczęciem programu edukacji informatycznej na uruchomienie masowej produkcji własnych mikrokomputerów, postawili na początek na Commodore. Ma to rzecz jasna swoje wady zarówno gospodarcze jak i organizacyjne, ale w ten sposób znaleźli się jednak z przodu.
Mają Węgrzy również i swoje pisma mikrokomputerowe. Przedstawimy je w jednym z najbliższych numerów „Bajtka”. Naszą szczególną sympatię wzbudził „Mikro-szamitogep Magazin” (może dlatego, że tak pod względem graficznym jak i formalnym bardzo przypomina naszego „Bajtka”).
Komputer można tu kupić w sklepie. W samy, Budapeszcie jest co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście takich sklepów. Niektóre specjalizują się wyłącznie w komputerach i sprzęcie wideo, inne oferują te urządzenia obok np. aparatów fotograficznych telewizorów, gramofonów. Ceny są jednak bardzo wysokie. Oto kilka przykładów: ZX Spectrum 48 K — 17 tys. forintów, ZX Spectrum Plus — 25 tys., Commodore 64 — 30 tys, a C-128 — 50 tys., magnetofon do Commodore — 4.820 forintów, drukarka do tego komputera, MPS-803 — 34 tys. i wreszcie drążek sterowy Quick Shot II — 1 750 forintów.
Pomimo tak wysokich cen mikrokomputer coraz częściej trafia do domów węgierskich uczniów. Wszyscy jednak czekają na tani, krajowy komputer. Ale o tym w jednym z następnych „Bajtków”.
Roman Poznański


